czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 8 "Mommy"

-Ten film jest strasznie nudny, Hazz-jęczała mi tak już od dobrych dwudziestu minut. Westchnąłem bezradny i sięgnąłem po pilota.
-To co chcesz robić?-wyłączyłem telewizor. Wdrapała mi się na kolana. Zarzuciła ręcę na mój kark. Patrzała na mnie z dziwnym uśmiechem.
-Co się szczerzysz, małpko?-cmoknąłem ją w nos.
-Pójdziemy dziś na miasto? Chciałabym pójść do kina, a potem na spacer-uśmiechnęła się uroczo. Roześmiałem się.
-Tak skarbie. Pójdziemy na randkę-pocałowała mnie krótko i wstała.
-Idziemy na randkę?-spojrzała na mnie zaciekawiona.
-Tak. Pójdziemy do kina, potem na spacer, a na koniec na kolacje, za którą zapłacę ja-podniosłem się z kanapy i przyciągnąłem ją do siebie.
-Zgadzasz się?-wyszeptałem zbliżając twarz do jej. Kiwnęła głową. Stanęła na palcach i pocałowała mnie czule.
-To leć się ubierać-klepnąłem ją w pupę.
-Nie pozwalaj sobie-dostałem pstryczka w nos i uciekła. Pokręciłem głową i poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer Toma.
-Co tam młody?-usłyszałem w słuchawce.
-Jest dobrze-stwierdziłem szczerze.-Jak tam mały? Bardzo rozrabia?-Lloyd roześmiał się.
-George jest grzeczny, ale Dakota nie wyrabia z praniem.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Przyjadę po niego jutro rano jeżeli nie masz nic przeciwko.
-Jasne. Nie ma sprawy.
-Okej. Dzięki Tom-rozłączyłem się. Wyciągnąłem butelkę piwa z lodówki i otworzyłem ją. Wziąłem łyk i oparłem się o blat. Usłyszałem pukanie do drzwi. Odłożyłem butelkę i poszedłem otworzyć. Na schodach stała Em. Płakała.
-Co się stało Emily?-wpuściłem ją do środka.-Hope!-zawołałem dziewczynę. Zbiegła na dół z koszulą w ręce.
-Co jest?-spojrzała na Emily i położyła koszulę na oparciu kanapy. Podeszła do blondynki i mocno ją przytuliła.
-Co się stało, kochanie?-głaskała ją po głowie. Ems spojrzała na nią smutno.
-Louis... Znów go intubowali. W nocy przestał oddychać samodzielnie. Złamane żebra prawie przebiły mu płuca.
Hope zakryła usta dłonią.
-Harry-spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Rozłożyłem ręce, a ona szybko się we mnie wtuliła. Benson szlochała patrząc przed siebie. Przyciągnąłem ją do siebie i również przytuliłem. Nie
myślałem o niczym. Nie chciałem myśleć o tym, że to przeze mnie. Poczułem jak łzy wzbierają się pod moimi powiekami. Nie płacz, Styles. Jesteś facetem do cholery. Skarciłem się w myśli.
-Ems-zwróciłem się do niej.-Pierwszy pokój po lewej na górze jest dla ciebie. Idź odpocznij-wypuściłem obie z objęć i poszedłem z powrotem do kuchni. Wziąłem swoje piwo i poszedłem do salonu.
-Dziękuje Harry-usłyszałem zachrypnięty głos Emily, a potem kroki na schodach. Wziąłem łyk trunku i wpatrywałem się w ścianę siedząc na ziemi.
-Hazz?-poczułem dłonie na ramionach. Przesunąłem się do przodu i pozwoliłem jej usiąść za mną. Nie mógłbym spojrzeć jej w oczy.
-Harry to nie twoja wina-przytuliła się do moich pleców. Wziąłem głęboki oddech, by nie dać łzą popłynąć.
-To ja go pobiłem. To przeze mnie teraz leży w tym jebanym szpitalu i walczy o życie. To wszystko moja wina-szeptałem. Oparłem ręce o kolana i spuściłem głowę chowając ją w dłoniach.
-Nie, nie, nie. Hazz. Nie płacz proszę-wstała gdy usłyszała jak pociągam nosem. Usiadła przede mną.-Spójrz na mnie-położyła dłonie na moich policzkach. Podniosłem na nią wzrok, ale łzy zamazały cały obraz.
-To nie byłeś ty. To był ten drugi człowiek. Ten co w tobie siedzi. To nie byłeś ty, słyszysz?-tłumaczyła gorączkowo głaszcząc moje policzki.
-Ale skoro siedzi we mnie to tak czy siak byłem ja. Powinni mnie trzymać w izolatce żebym nie zrobił już nikomu krzywdy. Hope. Jestem niebezpieczny i nie potrafię tego kontrolować. Przez to ciebie też uderzyłem-położyłem dłoń na jeszcze czerwonym policzku.-Ty na prawdę nie jesteś ze mną bezpieczna.
Hope spuściła głowę. Usłyszałem ciche westchnięcie.
-Ale kiedy ja cię potrzebuję-szepnęła bawiąc się swoimi palcami.
-Wiem-rozłożyłem ręce, a ona przysunęła się do mnie i wtuliła mocno w moją klatkę.-Wiem, Kitty-pocałowałem ją w czubek głowy.
Mój aniołek. Czułem na szyi jej oddech. Nie Harry. Nie możesz jej zostawić. Ona jest twoja. Musisz przy niej zostać. Mówił rozsądek. Spojrzałem na nią. Popatrzała mi w oczy i pocałowała w policzek. Złapałem jej brodę w dwa palce i czułe pocałowałem w usta, Muskała je delikatnie jakby bała się, że uciekne.
-Co mam zrobić żebyś poczuł się lepiej?-szepnęła splatając nasze palce. Patrzałem na nie. Jej drobna dłoń tonęła w mojej. Wypełniała ją jak brakujący puzzel. Ona była brakującym puzzlem w moim życiu.
-Kiedyś wyobrażałem sobie taką sytuacje siedząc w tym miejscu-wyszeptałem wciąż patrząc na nasze dłonie.-Ty siedziałaś tak jak teraz. Wtulona we mnie. Cisza. Spokój i miłość rosnąca w pokoju. Byliśmy szczęśliwi. Nic nam nie przeszkadzało. Cieszyliśmy się sobą.
-Jesteś szczęśliwy?-zapytała nagle. Oszołomiony pytaniem wpatrywałem się w nią.-Jesteś?-kiwnąłem głową.
-Jestem, bo mogę czuć twoje ciało obok mojego. Mogę czuć twój oddech na szyi i pocałunki na ustach. Jestem, bo wiem, że wciąż tu jesteś choć myślałem, że już dawno uciekniesz-pocałowałem jej dłoń.-A ty jesteś szczęśliwa?
Spojrzała na mnie i namiętnie pocałowała pocierając mój policzek kciukiem. To była jej odpowiedź.
-Tak-szepnęła między pocałunkami. Odsunęła się i ponownie się we mnie wtuliła. Siedzieliśmy tak, wtuleni w siebie słuchając swoich oddechów. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale tak się nie stało. Nagle do domu ktoś wpadł.
-Tato!-krzyknął malec i podbiegł do nas. Wtulił się we mnie, a potem w Hope.
-Sory stary, ale zaczął płakać, że chce do mamy i taty. Nie miałem serca trzymać go u nas więc go przywiozłem-usiadł na fotelu naprzeciw nas.

                                                                                ****

Mamy i taty? Spojrzałam zdezorientowana na Harrego.
-Mały nie miał dobrego kontaktu z biologiczną matką. Zostawiała go samego w domu i wychodziła. Wracała w nocy i zazwyczaj na niego krzyczała. Powiedział też, że mama nigdy nie powiedziała do niego po imieniu-mówił Tom.-Opowiedział mi o gdy kładłem go spać. Nie uronił łzy. Mówił z obojętnością, ale miał strach w oczach.
-George-zawołałam chłopca.-Przytulisz się do mnie?-rozłożyłam ramiona. Podszedł do mnie i mocno się przytulił.
-Cioś się śtało, mamusiu?
Te duże, zielone tęczówki wpatrywały się we mnie z miłością. Przytuliłam go mocniej i pocałowałem w główkę.
-Nie kochanie. Nic się nie stało-jedna łza spłynęła po moim policzku.
-Dlacego płaces? Plose nie płac-położył rączki na mojej twarzy.
-Jesteś kochanym maluchem-pogłaskałam go po policzku i otarłam łzę.
-To ja się będę zbierał-Tom podniósł się z fotela.-Kobieta w aucie czeka-ruszył w stronę wyjścia.
-Zostań. Wyciągnij ją z auta i pójdziemy na miasto coś zjeść-zaproponowałam. Uśmiechnął się do mnie.
-Zaraz wracam-wyciągnął kluczyki z kieszeni płaszcza. Odprowadziłam go wzrokiem.
-Kochanie jesteś pewna, że chcesz dziś wyjść?-usłyszałam cichy głos Hazzy za plecami.
-Nie możemy wiecznie siedzieć w domu. Wiem, że ciężko ci jest nie myśleć o Louisie, ale musisz też mieć swoje życie, Harry. Nie możesz wiecznie się zadręczać-pocałowałam go krótko i wstałam.-Geo-przywołałam malucha. Wybiegł z kuchni.-Idź na górę i wybierz sobie jakieś ubranie. Wykąpię cię i pójdziemy na obiad-klepnęłam go lekko w pupę i sama poszłam na górę. Weszłam do sypialni Harrego i wyciągnęłam z walizki jakieś ubrania. Pogoda była piękna jak na
Manchester. Przebrałam się i stanęłam przed lustrem. Spojrzałam na obandażowany nadgarstek. Przynajmniej pasuje kolorem. Stałam tak wpatrując się w swoje odbicie gdy poczułam dłonie na biodrach i brodę na ramieniu.
-Moja piękna-pocałował mnie policzek.-Idziesz kąpać małego?-kiwnęłam głową i pocałowałam go krótko.-Bądź jego mamą-szepnął gdy sięgałam do klamki.-Zrób to dla niego. Nie dla mnie. Sam nie uważam żebym był dobrym ojcem dla niego-mówił poważnym tonem. Odwróciłam się i rzuciłam mu się na szyję całując namiętnie.
-Przestań gadać głupoty i uwierz w siebie-wyszłam z pokoju. Geo czekał na mnie przy wannie rozebrany do majtek. A właściwie to bokserek dziecięcych rozmiarów.
-Kto ci kupił takie wystrzałowe majtasy?-kucnęłam przed nim.
-Wujek Tom-wyszczerzył się.
-Niestety musisz je ściągnąć, bo nie możesz się w nich kąpać-wzruszyłam ramionami. Chłopiec westchnął i ściągnął bieliznę. Wykąpałam go i ubrałam. Wysuszyłam mu włoski ręcznikiem. Ma proste włosy. Może po matce. Wyszliśmy z łazienki w pełni gotowi do wyjścia. Gdy szłam z Georgem korytarzem poczułam jak ktoś ciągnie mnie do jednego z pokoi. Drzwi się zamknęły i zostałam do nich przyparta.
-Moja śliczna-Harry uśmiechnął się uroczo i pocałował mnie w nos.-Piękności moja-jego dłoń znalazła się na moim biodrze i jechała w dół po pośladku.
-Harry ty niewyżyty dzieciaku-zaśmiałam się czując jego rękę wsuwającą się w moje spodenki.-Nie no przestań-złapałam jego rękę by dalej się nie poruszyła.
-Pozwól się dotknąć. Tylko jeden raz i masz spokój-zagryzł wargę.
-Na dole są goście. Nie chcę ich tam trzymać-patrzałam na jego oczy. Były pełne pożądania.
-Tobie długo to nie zajmuje-uśmiechał się chytrze. Westchnęłam czując jego palec na najwrażliwszym miejscu. Poruszał nim w górę i dół. Po moim ciele rozeszła się pierwsza fala przyjemności. Jęknęłam gdy wsadził we mnie palec.
-Pocałuj mnie-wysapałam wplątując palce w jego włosy. Zrobił jak prosiłam całował mnie delikatnie, ale z pasją. Włożył rękę między moje plecy a drzwi i przysunął do siebie ciasno. Poruszał palcem coraz szybciej prowadząc mnie wyżej i wyżej. Jęczałam w jego usta, a jemu to się nadzwyczaj podobało.
-No dalej kochanie. Zrób to dla mnie-pocierał palcem o ścianki mojego wnętrza.
-Hazz-jęknęłam chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Orgazm wstrząsał moim ciałem. Styles przytulał mnie do siebie gdy tak się zapadałam. Odczekał chwilę i wyciągnął rękę, oblizał palce i pocałował mnie. Czułam swój smak i wcale mi to nie przeszkadzało, bo całowały mnie usta Harrego.
-Jednak wolę smak twoich ust-stwierdziłam gdy się od siebie odsunęliśmy.
-Smakujesz na prawdę wybornie-oblizał usta i pocałował mnie zagryzając moją wargę.
Dakota.
-Chodź już ogierze-odepchnęłam go i wyszłam, a Harry zaraz za mną. Splótł nasze palce gdy schodziliśmy na dół.
-Już jesteśmy-Hazz pocałował mnie w skroń i objął ramieniem.
-Myśleliśmy, że utknęliście w tej łazience-Tom zabawnie poruszył brwiami.
Zza jego pleców wyszła piękna blondynka.
-Cześć-zaczęłam onieśmielona jej zniewalającą urodą.-Hope-wyciągnęłam rękę w jej stronę.
-Dakota-chwyciła ją, lecz zamiast ją potrząsnąć pociągnęła mnie do siebie i mocno przytuliła.-Miło cię poznać Hope-uśmiechnęła się gdy się odsunęłam.
-Ciebie również-odwzajemniłam gest.-Hazz-odwróciłam się w jego stronę.-Pójdę obudzić Em, bo nie mogę jej tak tu zostawić samej-ruszyłam na górę.
-Kochanie-złapał mnie za rękę gdy byłam w połowie schodów.-Daje jej jakieś ubrania, umaluj ją i pójdzie z nami. Nie może siedzieć sama. Byłoby jeszcze gorzej-pocierał kciukiem moje knykcie.
-Dobrze, Harry-pocałowałam go czule i poszłam na górę. Chwyciłam klamkę i weszłam po cichu do środku. Ems siedziała na łóżku chowając twarz między kolanami.
-Emily-szepnęłam siadając na brzegu łóżka. Położyłam dłoń na jej kolanie. Podniosła głowę. Miała czerwone oczy od łez.
-Boję się o niego, Hope. Niby nie znamy się długo, ale strasznie się o niego boję-mówiła ściszonym głosem.
-Wiem skarbie-przytuliłam ją mocno.-Nic mu nie będzie. Zobaczysz, jeszcze będziesz go miała dość-podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się przez łzy.
-Zawsze wiesz jak pocieszyć człowieka-pocałowała mnie w policzek.-Dziękuję, Hope-ponownie się we mnie wtuliła.
-A teraz przestań się mazać i chodź ze mną- wstałam ciągnąc ją za rękę. Wyszłyśmy na korytarz. Harry wciąż stał przy schodach. Kiwnęłam do niego, a on tylko uśmiechnął się i poszedł do salonu.
-To co pijemy?-usłyszał zanim weszłyśmy do sypialni Hazzy. Zaśmiałam się pod nosem i wprowadziłam przyjaciółkę.
-Idziemy na miasto coś zjeść więc Harry kazał mi cię przebrać i umalować, bo nie chce żebyś
siedziała sama-wzruszyłam ramionami. Podeszłam do walizki i wyciągnęłam strój pasujący do Em.
-Proszę-podołam jej ubrania.-Tam jest łazienka. Przebierz się. Później cię umaluję-uśmiechnęłam się do niej wskazując drzwi prowadzące do łazienki. Żeby ona wiedziała co tam się działo. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam na łóżku wyciągając kosmetyki. Przeglądałam je gdy nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Harry.
-Co jest?-zapytałam gdy usiadł koło mnie.
-Nic. Po prostu się stęskniłem-uśmiechnął się szeroko i objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego i pocałowałam go w policzek.
-Tylko na tyle mogę dziś liczyć?-wydął dolną wargę.
-Tak kochanie. Tylko tyle mogę ci dziś podarować. Dostałeś swoje gdy wciągnąłeś mnie do gościnnego-pstryknęłam go w nos. Westchnął głośno i spuścił głowę. Poklepałam go po plecach i wstałam. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie tak, że stanęłam między jego nogami. Przytulił się do mojego brzucha.
-Proszę tylko o jednego buziaka-podniósł na mnie wzrok.
-Ja już znam te twoje buziaki-pocałowałam go w czoło.-Ani jednego do końca dnia. Zbyt szybko się podniecasz-odchylił głowę i wybuchnął śmiechem.
-Masz rację. Już mi stoi-mówi to z taką powagą, że boję się spojrzeć czy to prawda. Odchyliłam się i spojrzałam w dół.
-Ty kłamczuchu!-uderzyłam go w ramię.-A myślałam, że zmienię zdanie i się trochę poprzytulamy na kanapie gdy mały pójdzie spać-wzruszyłam ramionami, odwróciłam się chcąc odejść, ale przytrzymał mnie za biodra. Wstał, a ja poczułam jego ręce na brzuchu.
-Hope-całował mój kark.-Katujesz mnie i dobrze się bawisz, prawda?-mówił między pocałunkami, którymi obsypywał moje ramię, szyję i kark.
-Bawię się bardzo dobrze-pogłaskałam go po dłoni, a potem wplotłam palce w jego.
-Lubisz się ze mną drażnić-to bardziej stwierdzenie niż pytanie, ale i tak kiwnęła głową.
-Chociaż tu nie chodzi o to. Po prostu uważam, że nie możemy ciągle się...-urwałam nie wiedząc jak to nazwać.
-Pieprzyć-dokończył za mnie Lokers wciąż całując moją szyję.
-Tak dokładnie. Chciałabym żeby ta relacja nie opierała się tylko na seksie. Nie kręci mnie coś takiego-wzruszyłam ramionami po raz nie wiem który tego dnia.
-To źle, że chcę cię mieć jak najbliżej się da?-odwrócił mnie twarzą do siebie.
-Nie ma w tym nic złego, ale gdy będziemy wszystkie wieczory spędzać na bzykaniu się to się sobą znudzimy. Nie chcę żebyś mi się znudził.
-Ja też nie chcę żebyś mi się znudziła, ale tak się nie stanie. Jesteś zbyt intrygująca-westchnęłam gdy zaczął całować miejsce tuż za uchem.
-Hazz do cholery!-odepchnęłam go od siebie.-Posłuchaj mnie choć przez chwilę. Chcę żeby z tego coś wyszło. Chcę planować z tobą przyszłość, ale tobie tylko jedno w głowie. Jeżeli będziesz się tak dziś naprzykrzał pójdę spać do gościnnego razem z Georgem-patrzałam mu w oczy.-Rozumiemy się?-oparłam dłonie na biodrach. Hazz spuścił głowę i wyszedł z pokoju. Wzięłam głęboki oddech.
-Gdzie on poszedł?-zapytała Emily wychodząc z łazienki.
-Obraził się na mnie, bo powiedział mu...
-Wiem co powiedziałaś. Słyszałam-pociąga nosem.
-Ems-podeszłąm do niej.-Płakałaś-stwierdziłam.-Dlaczego znowu płakałaś?-przytuliłam ją.
-Też chciałabym się tak kłócić ze swoim chłopakiem-powiedziała wtulona w moje ramię.-Chciałabym się z nim kłócić o byle gówno, a potem dostać buziaka na przeprosiny. Chciałabym go przytulać przy każdej możliwej okazji. Chciałabym żeby był przy mnie i kochał bez względu na wszystko-mówiła drżącym głosem.
-Em, Harry nie jest moich chłopakiem to po pierwsze. Po drugie jeszcze znajdziesz kogoś takiego-głaskałam ją po plecach.-I tak dobrze wiem, że masz na myśli Tomlinsona-usłyszałam jej śmiech. Poprawianie ludziom humory to powinna być moja praca.
-Mogę cię już umalować?
Skinęła tylko głową, więc zabrałam się za swoją robotę. Podczas całego zabiegu (który trwał zbyt długo) Emily opowiedziała mi o jej wizytach u Louisa w szpitalu. Prawdę mówiąc ona na prawdę na niego leci.
Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi, że ja lub Emily się zakochamy wyśmiałabym tą osobę i odeszła.
-Hope co ci się stało w rękę?-podniosłam na nią wzrok i napotkałam jej pytające a zarazem gniewne spojrzenie.
-Nie psujmy tego wieczoru, dobrze?-schowałam wszystkie kosmetyki do kosmetyczki.-Skończyłam. Możesz iść przejrzeć się w lustrze-wskazałam na lustra obok szafy. Dopiero teraz spostrzegłam się, że w tym domu jest dużo luster.
-Jak zawsze ślicznie-powiedziała wciąż się sobie przyglądając.
-Ślicznie wyglądasz Emily-wstałam i wrzuciłam kosmetyczkę do walizki.
-Dzięki tobie, Well-podeszła do mnie i przytuliła.
W momencie gdy wypowiedziała słowo Well przypomniałam sobie o Calumie i humor mi się zjebał. Zmusiłam się na uśmiech i wyszłam z pokoju, a ona za mną. Zeszłyśmy na dół.
-No w końcu jesteście-Tom wstał rozkładając ręce.
-Kochanie dobrze wiesz ile zajmuje kobiecie przygotowanie się-Dakota szturchnęła go w ramię, a on tylko zaśmiał się. George podbiegł do mnie i przytulił się do moich nóg.
-Co jest mały?-wzięłam go na ręce i pocałowałam w czoło.
-Ładnie wyglądas mamusiu-wtulił się w moje włosy.
-Dziękuję kochanie-przytuliłam go mocniej.-Co masz ochotę zjeść?-spytałam malca gdy stał już na ziemi.
-Kcem frytki!-zaklaskał wesoło w rączki. Zaśmiałam się. Podniosłam wzrok na resztę towarzystwa.
Dakota stała ze smutkiem w oczach, a Tom ją przytulał. Emily patrzała na mnie z ogromnym zaskoczeniem, a Styles jak był obrażony tak jest.
-Idziemy czy nie, bo przez wasze miny mam ochotę usiąść na kanapie i się z niej nie ruszać-westchnęłam cicho i podeszłam do Harrego.-Nadal jesteś na mnie zły?-oplotłam go w pasie rękoma i położyłam brodę na jego klatce patrząc mu w oczy.
-Tak-mruknął nie odwzajemniając uścisku.
-A dasz mi buziaka?-zatrzepotałam rzęsami jak nastolatka. Położył dłonie na moich policzkach i wpił się w moje usta. Uśmiechnęłam się w między czasie smakując jego usta.
-Już dobrze?-zapytałam gdy się od siebie oderwaliśmy. Kiwnął głową i jeszcze raz mnie pocałował tylko delikatnie.
-Chodź już-splotłam nasze dłonie i wyszliśmy. Gdy my odstawialiśmy sceny miłosne wszyscy zdążyli wyjść. Przed domem stał samochód Toma.
-Wydaję mi się, że będziemy siedzieć z tyłu, kochanie-poruszył zabawnie brwiami, a się zaśmiałam.
-Zboczeniec-mruknęłam pod nosem.
-Słucham?-spojrzał na mnie z zadziornym uśmiechem.
-Niewyżyty zboczuch-pobiegłam do samochodu i usiadłam na swoim miejscu.

                                                                                UWAGA!!!

Od dziś wchodzi zasada CZYTASZ=KOMENTUJESZ! Bardzo zależy mi na waszych opiniach. O ile ktoś czyta opowiadanie od początku może zauważyć, że nie jest najlepsze, ale z waszą pomocą może spodobać się i wam i mnie. Chciałabym żebyście wygłaszali swoje pomysły co może się wydarzyć. Kto może się pojawić. PROSZĘ wasz BARDZO żebyście mi pomagali. Byłabym wam bardzo wdzięczna. Okej to chyba na tyle. Mam nadzieję, że rozdział chociaż trochę się podobał choć nie należy do najdłuższych. Massive Thank You To Everyone Who Read This Shit ♥

Karo xox

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz