sobota, 25 października 2014

Rozdział 9 "You are the best daddy!"

Tom zatrzymał auto przed jedną z lepszych restauracji.
-Hazz wydaje mi się, że ta restauracja jest nieco za droga-mruknęłam gdy staliśmy już przy wejściu.
-Skarbie nie martw się. Mam czym zapłacić-wyciągnął z kieszeni złotą kartę. Pomachał nią
i schował ponownie do kieszeni.
-Harry-warknęłam przeciągle gdy na myśl nasunęła mi się pierwsza myśl.
-Nie psujmy tak miłego wieczoru kłótnią na temat tego skąd mam pieniądze-złapał mnie mocno za rękę i pociągnął do środka. 
-To boli-szepnęłam gdy staliśmy na środku sali szukając wolnego stolika.-Harry, na litość boską-wyrwałam dłoń i odsunęłam się od niego. 
-Tam jest wolne-Dakota spojrzała na nas i ruszyła do wolnego stolika. George pobiegł za nią. 
-Kitty-Hazz położył dłoń na moim ramieniu.
-Spadaj-skrzyżowałam ręce na piersi i odsunęłam się dalej.
-To ja was zostawię-mruknął speszony Tom i dołączył do swojej ukochanej wraz z Emily. Usiadł koło niej na kanapie, objął ramieniem i delikatnie musnął jej wargi swoimi.
-Hope-stanął przede mną. Spuściłam wzrok.-Jasne. Najlepiej jest obrazić się i nie odzywać-burknął rozdrażniony.
-Powiedział to Pan Zmienny-warknęłam i wyszłam z lokalu. Wiedziałam, że za mną pójdzie, bo tuż po tym jak się odwróciłam słyszałam jego kroki.
-Hope!-krzyknął stojąc tuż za mną.
-Idź sobie. Nie chcę z tobą rozmawiać-powiedziałam stając wciąż plecami do niego. 
-Kitty, proszę-poczułam jego dłonie na brzuchu i brodę na ramieniu.-Skarbie-pocałował mnie tuż za uchem co nie mogło się nie skończyć cichym westchnięciem.-Nie bądź na mnie zła księżniczko-szeptał mi do ucha co jakiś czas całując w szyję.-Hope-odwróciłam się w jego stronę. Przytulił mnie do siebie.
-Wciąż jestem na ciebie zła-mruknęłam opierając czoło o jego pierś.
-Wiem-głaskał mnie po plecach.-Ale zmienisz zdanie gdy zapewnię ci zajebisty wieczór. Zjemy kolacje, pójdziemy na spacer, a jak mały pójdzie spać to sprawie, że nie będziesz pamiętała dnia wczorajszego, bo ja również byłem na ciebie zły, ty mała manipulantko-dostałam czułego całusa.
-Nie jestem manipulantką. To ty za mną poszedłeś. Ja wcale tego nie chciałam.
Och, kogo ja oszukuję? Chciałam żeby mnie przeprosił, lecz on wciąż tego nie zrobił.
-Zgodzę się pójść z tobą jeśli usłyszę jedno, niewielkie słowo-spojrzałam na niego.
-Przepraszam kochanie-pocałował mnie czule i długo.-Przepraszam za bycie dupkiem-mówił między pocałunkami.
-Przepraszam za bycie suką-odpowiedziałam na co on się roześmiał nie przerywając pocałunku.
-Jesteś niesamowicie dziwna-cmoknął mnie w nos. Splótł nasze palce i wróciliśmy do środka.
-Wole jak trzymasz mnie za rękę w ten sposób-szepnęłam patrząc na jego profil. Uniósł nasze dłonie i złożył na mojej pocałunek.
-Przepraszam, że sprawiłem ci ból-spojrzał mi w oczy i ucałował w skroń.
-Dość tych czułości. Siadajcie i zamawiamy, bo mały już marudzi-zaśmiał się Tom czochrając włoski chłopca. Usiedliśmy na kanapie naprzeciw Toma i Dakoty. Blondynka rozmawiała z Emily, a brunet z Geo. 
-Co chcesz?-szepnął mi do ucha Harry. Otworzyłam kartę i przeglądałam dania. 
-A jest takie danie jak Harry Styles?-lustrowałam wzrokiem potrawy. 
-I to niby ja jestem niewyżyty?-uniósł jedną brew. Dobrze, że mówił na tyle cicho by nikt nie słyszał.
-Lubię na ciebie patrzeć gdy jesteś taki delikatny jak podczas seksu-mruknęłam patrząc mu w oczy.-Widzę wtedy zupełnie innego chłopaka. Właśnie tego, w którym się zakochuje-musnęłam nosem jego policzek. Patrzał na mnie zachwycony wypowiedzianymi przeze mnie słowami. 
-Nie patrz tak, bo się zakochasz-uśmiechnęłam się lekko.
Harry stał się zupełnie inny niż gdy go spotkałam tamtej nocy. Był tym lepszym Harrym, którego nikt nie miał okazji poznać. Tym, który obroni mnie przed wszystkim i sprawi, że wszystkie smutki odejdą w zapomnienie. Tym, którego pokochałam. Czy go kocham? Chyba jeszcze nie ten czas. Ale śmiało mogę powiedzieć, że jest dla mnie dużo ważniejszy niż tydzień temu. 
-Za późno-Hazz przerwał moje rozmyślania. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Czyli mamy remis-roześmialiśmy się cicho. Styles kiwnął głową i pocałował mnie namiętnie, ale delikatnie. 
-Mój śliczny aniołek-szepnął przygryzając płatek mojego ucha.
-Mój przystojny diabełek-ugryzłam go w szyję. 
-Wystarczy tych malinek-wymruczał z seksowną chrypką.-Ja mam trzy. Ty też musisz mieć trzy-wpił się w moją szyję zasysając skórę. Powtórzył czynność jeszcze dwa razy i pocałował każdą z nich. 
-Teraz jesteś jeszcze śliczniejsza. I należysz do mnie.
Pocałowałam go czule i wróciłam w końcu do karty dań. 
-Czy mogę już przyjąć państwa zamówienie?-niska ruda kelnerka wpatrywała się w Harrego, a on w nią.
-Poprosimy trzy razy risotto z kurczakiem, jeden zestaw dziecięcy-wyrecytował Tom.
-My poprosimy również risotto, ale z warzywami oraz dzbanek wody-uśmiechnęłam się do niej krzywo i położyłam dłoń na ogromnej dłoni Harrego. Dziewczyna spiorunowała mnie i Stylesa wzrokiem i odeszła. Pomyślałam, że kolejna dziewczyna jest uraczona jego urodą i wdziękiem, ale niestety kochana. Jest mój. 
-Przepraszam na moment-zerwał się z miejsca i poszedł za kelnerką. Zaczął z nią rozmawiać gwałtownie gestykulując. Ruda coś mu odpowiedziała i Harry został spoliczkowany.  Poderwałam się gwałtownie i do nich podeszłam. 
-Jakim prawem uderzyła pani mojego chłopaka?-spojrzałam na niego. W oczach krył się gniew, który tylko ja potrafiłam dostrzec. 
-Obraził mnie-pisnęła z wyrzutem.
-Harry co powiedziałeś?-popatrzałam na niego spod byka. 
-Zaczął oskarżać mnie o...
-Pani jest Harry?!-machnęłam ręką.-Hazz?-dotknęłam jego ramienia. Drgnął i odwrócił te piękne tęczówki na mnie. 
-Nie spodobało mi się w jaki sposób na ciebie patrzała. Zwróciłem jej uwagę, a ona zaczęła się wkurzać. Nie pozwolę żeby ktokolwiek patrzał na ciebie krzywo.
Wzięłam go za rękę i położyłam ją na swoim policzku. Potarł go kciukiem. Ten gest sprawił, że jego oczy nie były już tak ciemne. Rozjaśniły się na mój ulubiony odcień zieleni.
-Ważne, że ty tak na mnie nie patrzysz. To jest dla mnie najważniejsze. Ty jesteś najważniejszy-splotłam nasze palce i spojrzałam mu w oczy.-Chodź, skarbie-pociągnęła go lekko w stronę stolika. Usiedliśmy na swoich miejscach, a wszyscy patrzeli na nas ze zdziwieniem. 
-To było urocze-jęknęła Ems. Kiwnęłam tylko głową i położyłam dłoń na udzie Hazzy. On wplótł swoje palce w moje i ścisnął je lekko.
-Już, spokojnie-szeptałam mu do ucha całując w miejsce gdzie kończyła się szczęka. Zaciskał zęby. Był zły, ale nie wściekły. 
-Dobry chłopczyk-musnęłam dłonią jego policzek.-Mój kochany.
Harry uspokajał się z każdym moim słowem. Przestał zaciskać palce na moich. Mięśnie szczęki już się nie napinały
-Dziękuję-szepnął całując mój policzek. 
-Możemy na moment wyjść na zewnątrz?-spytałam głośniej. Harold kiwnął głową.-Przepraszamy na moment-uśmiechnęłam się uprzejmie. 
Wyszliśmy na zewnątrz. 
-Hazz, czemu się zdenerwowałeś?-westchnął głośno. 
-Widziałem jak ma ciebie patrzała gdy złapałaś mnie za dłoń i nie spodobało mi się to. Spiorunowała nas wzrokiem-ujął moją dłoń. 
-Znasz ją?-zbliżyłam się do niego.
-To była przyjaciółka Lisy gdy jeszcze byliśmy razem-szepnął zwodząc mnie wzrokiem.
-Kto to Lisa?-odsunęłam się. 
-Mama Georga. Moja była narzeczona-w jego oczach stanęły łzy. Stałam jak wryta. 
-Two-ja narzeczona-jąkałam się. 
-Skarbie, proszę nie myśl o niej. To przeszłość. Lisa dla ciebie nie istnieje, dobrze?-położył swoje duże ciepłe dłonie ma moich policzkach.
-Ale to jest matka dziecka, które mówi na mnie mamo.
Westchnął głośno.
-Proszę cię-jęknął przykładając czoło do mojego.-To już historia-pocierał kciukiem moje usta. Przytuliłam się do niego mocno. Bałam się, że to mnie przytłoczy. Bałam się, że nie będę mogła spojrzeć na tego malucha, który nie jest niczemu winien. 
Głośny szloch wyrwał się z moich ust. Harry przytulił mnie jeszcze mocniej. 
-Nie płacz, księżniczko-głaskał mnie po plecach.
-Harry, boję się-wyszeptałam chowając twarz w jego koszulę. 
-Czego się boisz, kochanie?
-Że cię stracę. Że stracę nas. Boję się, że to mnie przytłoczy. Bycie mamą to nie moje zajęcie.
-Nawet tak nie mów-odsunął mnie od siebie.-Mały cię uwielbia. Nie myśl tak o sobie-pocałował mnie w policzek. -Nie płacz śliczna. Wszystko jest dobrze-przytulił mnie mocno. 

***

Kompletnie nie rozumiałem dlaczego nagle zaczęła płakać. Nic takiego się nie wydarzyło. 
-Hej, mała. Nie płacz już, proszę. Gdy płaczesz łamie mi się serce-pocałowałem ją czule. Oddała pocałunek z dozą namiętności. 
-Już-jest-dobrze-mówiłem między pocałunkami. Mruczała co jakiś czas.

-Kotku-jęknąłem gdy wpiła się w moje usta mocniej.-Musimy wracać-powiedziałem gdy się odsunęła.-Poczekaj jeszcze trochę, w wycałuję ciebie całą. Od stóp do głów.
-Ostatni?-złożyła usta w dzióbek, musnąłem je delikatnie
-Hope-ująłem jej dłoń. Spojrzała na mnie błyszczącymi oczyma.-Serce zaczęło mi walić gdy powiedziałaś o mnie mój chłopak-uśmiechnąłem się lekko.
-Kiedyś musiałam to powiedzieć, a przez twoje ostatnie napady zakochuję się w tobie jeszcze bardziej. Nie wiem jaki to ma związek ze sobą, ale tak jest. Fakt, że mogę coś zaradzić na twój atak furii sprawia, że czuję się wyjątkowa, bo słyszałam, że nikt nie był w stanie tego zrobić-przytuliła się do mnie. 
-Jesteś moją ostoją. Przy tobie mogę być spokojny. Nie muszę udawać twardziela. Wiem, że ty nie będziesz mnie oceniała-pocałowałem ją w czubek głowy. Uniosła głowę i patrzała na mnie. 
-Idziemy?-spytała dotykając mojego policzka. 
-Tak, bo jeszcze pomyślą, że uciekliśmy-zaśmialiśmy się i ruszyliśmy do środka. Gdy Emily nas zobaczyła od razu podbiegła. 
-Nic ci nie jest?-zapytała Hope gdy zobaczyła, że się rozmazała.
-Wszystko jest dobrze-uśmiechnęła się do niej.-Po prostu miałam chwilę słabości-położyła jej rękę na ramieniu. 
-Chodź do łazienki poprawisz sobie makijaż-wzięła ją po ramię i kiwnęła na Dakotę, żeby też poszła. Gdy dziewczyny odeszły ja zmierzałem do stolika. Miałem wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. Usiadłem na swoim miejscu, oparłem łokcie na stole i potarłem twarz dłońmi.
-Stary co się stało? O co poszło z tą kelnerką?-zapytał Tom pochyliwszy się nad stołem. 
Westchnąłem głośno.
-Beznadziejna sytuacja. Nie wspominajmy o tym-pokręciłem głową. Tom oparł się wciąż na mnie patrząc. 
-Zakochałeś się w niej, prawda?-wypalił nagle ni z gruszki ni z pietruszki. Kiwnąłem również opierając się o krzesło.
-I zdajesz sobie sprawę, że musisz się mega postarać?-znów tylko kiwnąłem głową. 
-Jeśli coś jej się stanie. Cokolwiek. Obiecuję ci, że to ty następnym razem będziesz potrzebował transfuzji i to nie jednej. Bóg zesłał ci na ziemię anioła. Nie pozwól jej uciec. Masz skarb w dłoniach Harry. Bardzo cenny. Nie każdy ma okazję zaznać smaku miłości z serca takiej dziewczyny. Jesteś szczęściarzem. Pamiętaj o tym i nie zjeb tego tak jak z Lisą-po wypowiedzeniu tego monologu po moich polikach spłynęły łzy.
-Niech cię szlag trafi, Lloyd-syknąłem wycierając policzki.-Potrafisz tak doszczętnie komuś wyjaśnić sprawę, która jest tak oczywista, że bardziej się nie da-brunet uśmiechał się chytrze. 
-Skutki pracy lekarza. Gdy masz umierającego pacjenta nie powinieneś owijać w bawełnę. Musiałem się tego nauczyć chociaż nie było łatwo-pokręcił głową. 
Nastała cisza między nami. Spojrzałem na swojego syna. Patrzał na mnie błyszczącymi zielonymi tęczówkami.
-Masz jutro wolne?-zapytałem by przerwać tę ciszę.
-Jutro idę na dziewiątą załatwić papierkową robotę. Zejdzie mi tak do trzynastej, a czemu pytasz?
-Kumpel dał mi bilety na swój mecz. To było już jakiś czas temu. Dostałem trzy. Miałem iść z Zaynem i Lou, ale niestety Tommo nie pójdzie, a na Malika nie mogę już patrzeć-wyjaśniłem patrząc na swoje dłonie splecione na stole.-Więc może pójdziesz z nami?-kiwnąłem na małego.
-Idziemy na mec?!-pisnął i wzrok wszystkich ludzi na sali zwrócił się ku nam. 
-Tak synku, ale nie krzycz, bo ludziom to przeszkadza-uśmiechnąłem się do niego. George zsunął się ze swojego miejsca i podbiegł do mnie. Wdrapał mi się na kolana i przytulił mocno. 
-Dziękuję tatku-szepnął mi do ucha.-Jesteś najlepszy tatuś-pocałował mnie w policzek.
Wystarczy jedno słowo by rodzic poczuł się szczęśliwy. Wystarczy jeden uśmiech dziecka by wiedzieć, że mimo sytuacji nie jest się złym rodzicem.
-Nie ma za co synu-przytuliłem go mocniej i pocałowałem w czoło.
-Bo będę zazdrosna-usłyszałem szept Hope i poczułem oddech na szyi.

~*~
Heh no więc tak. Myślę, że ten rozdział nie należy do najlepszych, ale musiałam go skończyć przy złym humorze, bo obiecałam sobie, że zacznę dodawać więcej rozdziałów to może wtedy ktoś zacznie komentować, ale nichuja ;-; Wybaczcie mi moje słownictwo,ale niestety taka prawda :) No dobrze mam nadzieje, że podobał wam się rozdział bla bla bla gadka szmatka tak wiem :) Dobrze więc, dziękuję tym co czytają :) 

Karo xox 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz