sobota, 25 października 2014

Rozdział 9 "You are the best daddy!"

Tom zatrzymał auto przed jedną z lepszych restauracji.
-Hazz wydaje mi się, że ta restauracja jest nieco za droga-mruknęłam gdy staliśmy już przy wejściu.
-Skarbie nie martw się. Mam czym zapłacić-wyciągnął z kieszeni złotą kartę. Pomachał nią
i schował ponownie do kieszeni.
-Harry-warknęłam przeciągle gdy na myśl nasunęła mi się pierwsza myśl.
-Nie psujmy tak miłego wieczoru kłótnią na temat tego skąd mam pieniądze-złapał mnie mocno za rękę i pociągnął do środka. 
-To boli-szepnęłam gdy staliśmy na środku sali szukając wolnego stolika.-Harry, na litość boską-wyrwałam dłoń i odsunęłam się od niego. 
-Tam jest wolne-Dakota spojrzała na nas i ruszyła do wolnego stolika. George pobiegł za nią. 
-Kitty-Hazz położył dłoń na moim ramieniu.
-Spadaj-skrzyżowałam ręce na piersi i odsunęłam się dalej.
-To ja was zostawię-mruknął speszony Tom i dołączył do swojej ukochanej wraz z Emily. Usiadł koło niej na kanapie, objął ramieniem i delikatnie musnął jej wargi swoimi.
-Hope-stanął przede mną. Spuściłam wzrok.-Jasne. Najlepiej jest obrazić się i nie odzywać-burknął rozdrażniony.
-Powiedział to Pan Zmienny-warknęłam i wyszłam z lokalu. Wiedziałam, że za mną pójdzie, bo tuż po tym jak się odwróciłam słyszałam jego kroki.
-Hope!-krzyknął stojąc tuż za mną.
-Idź sobie. Nie chcę z tobą rozmawiać-powiedziałam stając wciąż plecami do niego. 
-Kitty, proszę-poczułam jego dłonie na brzuchu i brodę na ramieniu.-Skarbie-pocałował mnie tuż za uchem co nie mogło się nie skończyć cichym westchnięciem.-Nie bądź na mnie zła księżniczko-szeptał mi do ucha co jakiś czas całując w szyję.-Hope-odwróciłam się w jego stronę. Przytulił mnie do siebie.
-Wciąż jestem na ciebie zła-mruknęłam opierając czoło o jego pierś.
-Wiem-głaskał mnie po plecach.-Ale zmienisz zdanie gdy zapewnię ci zajebisty wieczór. Zjemy kolacje, pójdziemy na spacer, a jak mały pójdzie spać to sprawie, że nie będziesz pamiętała dnia wczorajszego, bo ja również byłem na ciebie zły, ty mała manipulantko-dostałam czułego całusa.
-Nie jestem manipulantką. To ty za mną poszedłeś. Ja wcale tego nie chciałam.
Och, kogo ja oszukuję? Chciałam żeby mnie przeprosił, lecz on wciąż tego nie zrobił.
-Zgodzę się pójść z tobą jeśli usłyszę jedno, niewielkie słowo-spojrzałam na niego.
-Przepraszam kochanie-pocałował mnie czule i długo.-Przepraszam za bycie dupkiem-mówił między pocałunkami.
-Przepraszam za bycie suką-odpowiedziałam na co on się roześmiał nie przerywając pocałunku.
-Jesteś niesamowicie dziwna-cmoknął mnie w nos. Splótł nasze palce i wróciliśmy do środka.
-Wole jak trzymasz mnie za rękę w ten sposób-szepnęłam patrząc na jego profil. Uniósł nasze dłonie i złożył na mojej pocałunek.
-Przepraszam, że sprawiłem ci ból-spojrzał mi w oczy i ucałował w skroń.
-Dość tych czułości. Siadajcie i zamawiamy, bo mały już marudzi-zaśmiał się Tom czochrając włoski chłopca. Usiedliśmy na kanapie naprzeciw Toma i Dakoty. Blondynka rozmawiała z Emily, a brunet z Geo. 
-Co chcesz?-szepnął mi do ucha Harry. Otworzyłam kartę i przeglądałam dania. 
-A jest takie danie jak Harry Styles?-lustrowałam wzrokiem potrawy. 
-I to niby ja jestem niewyżyty?-uniósł jedną brew. Dobrze, że mówił na tyle cicho by nikt nie słyszał.
-Lubię na ciebie patrzeć gdy jesteś taki delikatny jak podczas seksu-mruknęłam patrząc mu w oczy.-Widzę wtedy zupełnie innego chłopaka. Właśnie tego, w którym się zakochuje-musnęłam nosem jego policzek. Patrzał na mnie zachwycony wypowiedzianymi przeze mnie słowami. 
-Nie patrz tak, bo się zakochasz-uśmiechnęłam się lekko.
Harry stał się zupełnie inny niż gdy go spotkałam tamtej nocy. Był tym lepszym Harrym, którego nikt nie miał okazji poznać. Tym, który obroni mnie przed wszystkim i sprawi, że wszystkie smutki odejdą w zapomnienie. Tym, którego pokochałam. Czy go kocham? Chyba jeszcze nie ten czas. Ale śmiało mogę powiedzieć, że jest dla mnie dużo ważniejszy niż tydzień temu. 
-Za późno-Hazz przerwał moje rozmyślania. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Czyli mamy remis-roześmialiśmy się cicho. Styles kiwnął głową i pocałował mnie namiętnie, ale delikatnie. 
-Mój śliczny aniołek-szepnął przygryzając płatek mojego ucha.
-Mój przystojny diabełek-ugryzłam go w szyję. 
-Wystarczy tych malinek-wymruczał z seksowną chrypką.-Ja mam trzy. Ty też musisz mieć trzy-wpił się w moją szyję zasysając skórę. Powtórzył czynność jeszcze dwa razy i pocałował każdą z nich. 
-Teraz jesteś jeszcze śliczniejsza. I należysz do mnie.
Pocałowałam go czule i wróciłam w końcu do karty dań. 
-Czy mogę już przyjąć państwa zamówienie?-niska ruda kelnerka wpatrywała się w Harrego, a on w nią.
-Poprosimy trzy razy risotto z kurczakiem, jeden zestaw dziecięcy-wyrecytował Tom.
-My poprosimy również risotto, ale z warzywami oraz dzbanek wody-uśmiechnęłam się do niej krzywo i położyłam dłoń na ogromnej dłoni Harrego. Dziewczyna spiorunowała mnie i Stylesa wzrokiem i odeszła. Pomyślałam, że kolejna dziewczyna jest uraczona jego urodą i wdziękiem, ale niestety kochana. Jest mój. 
-Przepraszam na moment-zerwał się z miejsca i poszedł za kelnerką. Zaczął z nią rozmawiać gwałtownie gestykulując. Ruda coś mu odpowiedziała i Harry został spoliczkowany.  Poderwałam się gwałtownie i do nich podeszłam. 
-Jakim prawem uderzyła pani mojego chłopaka?-spojrzałam na niego. W oczach krył się gniew, który tylko ja potrafiłam dostrzec. 
-Obraził mnie-pisnęła z wyrzutem.
-Harry co powiedziałeś?-popatrzałam na niego spod byka. 
-Zaczął oskarżać mnie o...
-Pani jest Harry?!-machnęłam ręką.-Hazz?-dotknęłam jego ramienia. Drgnął i odwrócił te piękne tęczówki na mnie. 
-Nie spodobało mi się w jaki sposób na ciebie patrzała. Zwróciłem jej uwagę, a ona zaczęła się wkurzać. Nie pozwolę żeby ktokolwiek patrzał na ciebie krzywo.
Wzięłam go za rękę i położyłam ją na swoim policzku. Potarł go kciukiem. Ten gest sprawił, że jego oczy nie były już tak ciemne. Rozjaśniły się na mój ulubiony odcień zieleni.
-Ważne, że ty tak na mnie nie patrzysz. To jest dla mnie najważniejsze. Ty jesteś najważniejszy-splotłam nasze palce i spojrzałam mu w oczy.-Chodź, skarbie-pociągnęła go lekko w stronę stolika. Usiedliśmy na swoich miejscach, a wszyscy patrzeli na nas ze zdziwieniem. 
-To było urocze-jęknęła Ems. Kiwnęłam tylko głową i położyłam dłoń na udzie Hazzy. On wplótł swoje palce w moje i ścisnął je lekko.
-Już, spokojnie-szeptałam mu do ucha całując w miejsce gdzie kończyła się szczęka. Zaciskał zęby. Był zły, ale nie wściekły. 
-Dobry chłopczyk-musnęłam dłonią jego policzek.-Mój kochany.
Harry uspokajał się z każdym moim słowem. Przestał zaciskać palce na moich. Mięśnie szczęki już się nie napinały
-Dziękuję-szepnął całując mój policzek. 
-Możemy na moment wyjść na zewnątrz?-spytałam głośniej. Harold kiwnął głową.-Przepraszamy na moment-uśmiechnęłam się uprzejmie. 
Wyszliśmy na zewnątrz. 
-Hazz, czemu się zdenerwowałeś?-westchnął głośno. 
-Widziałem jak ma ciebie patrzała gdy złapałaś mnie za dłoń i nie spodobało mi się to. Spiorunowała nas wzrokiem-ujął moją dłoń. 
-Znasz ją?-zbliżyłam się do niego.
-To była przyjaciółka Lisy gdy jeszcze byliśmy razem-szepnął zwodząc mnie wzrokiem.
-Kto to Lisa?-odsunęłam się. 
-Mama Georga. Moja była narzeczona-w jego oczach stanęły łzy. Stałam jak wryta. 
-Two-ja narzeczona-jąkałam się. 
-Skarbie, proszę nie myśl o niej. To przeszłość. Lisa dla ciebie nie istnieje, dobrze?-położył swoje duże ciepłe dłonie ma moich policzkach.
-Ale to jest matka dziecka, które mówi na mnie mamo.
Westchnął głośno.
-Proszę cię-jęknął przykładając czoło do mojego.-To już historia-pocierał kciukiem moje usta. Przytuliłam się do niego mocno. Bałam się, że to mnie przytłoczy. Bałam się, że nie będę mogła spojrzeć na tego malucha, który nie jest niczemu winien. 
Głośny szloch wyrwał się z moich ust. Harry przytulił mnie jeszcze mocniej. 
-Nie płacz, księżniczko-głaskał mnie po plecach.
-Harry, boję się-wyszeptałam chowając twarz w jego koszulę. 
-Czego się boisz, kochanie?
-Że cię stracę. Że stracę nas. Boję się, że to mnie przytłoczy. Bycie mamą to nie moje zajęcie.
-Nawet tak nie mów-odsunął mnie od siebie.-Mały cię uwielbia. Nie myśl tak o sobie-pocałował mnie w policzek. -Nie płacz śliczna. Wszystko jest dobrze-przytulił mnie mocno. 

***

Kompletnie nie rozumiałem dlaczego nagle zaczęła płakać. Nic takiego się nie wydarzyło. 
-Hej, mała. Nie płacz już, proszę. Gdy płaczesz łamie mi się serce-pocałowałem ją czule. Oddała pocałunek z dozą namiętności. 
-Już-jest-dobrze-mówiłem między pocałunkami. Mruczała co jakiś czas.

-Kotku-jęknąłem gdy wpiła się w moje usta mocniej.-Musimy wracać-powiedziałem gdy się odsunęła.-Poczekaj jeszcze trochę, w wycałuję ciebie całą. Od stóp do głów.
-Ostatni?-złożyła usta w dzióbek, musnąłem je delikatnie
-Hope-ująłem jej dłoń. Spojrzała na mnie błyszczącymi oczyma.-Serce zaczęło mi walić gdy powiedziałaś o mnie mój chłopak-uśmiechnąłem się lekko.
-Kiedyś musiałam to powiedzieć, a przez twoje ostatnie napady zakochuję się w tobie jeszcze bardziej. Nie wiem jaki to ma związek ze sobą, ale tak jest. Fakt, że mogę coś zaradzić na twój atak furii sprawia, że czuję się wyjątkowa, bo słyszałam, że nikt nie był w stanie tego zrobić-przytuliła się do mnie. 
-Jesteś moją ostoją. Przy tobie mogę być spokojny. Nie muszę udawać twardziela. Wiem, że ty nie będziesz mnie oceniała-pocałowałem ją w czubek głowy. Uniosła głowę i patrzała na mnie. 
-Idziemy?-spytała dotykając mojego policzka. 
-Tak, bo jeszcze pomyślą, że uciekliśmy-zaśmialiśmy się i ruszyliśmy do środka. Gdy Emily nas zobaczyła od razu podbiegła. 
-Nic ci nie jest?-zapytała Hope gdy zobaczyła, że się rozmazała.
-Wszystko jest dobrze-uśmiechnęła się do niej.-Po prostu miałam chwilę słabości-położyła jej rękę na ramieniu. 
-Chodź do łazienki poprawisz sobie makijaż-wzięła ją po ramię i kiwnęła na Dakotę, żeby też poszła. Gdy dziewczyny odeszły ja zmierzałem do stolika. Miałem wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. Usiadłem na swoim miejscu, oparłem łokcie na stole i potarłem twarz dłońmi.
-Stary co się stało? O co poszło z tą kelnerką?-zapytał Tom pochyliwszy się nad stołem. 
Westchnąłem głośno.
-Beznadziejna sytuacja. Nie wspominajmy o tym-pokręciłem głową. Tom oparł się wciąż na mnie patrząc. 
-Zakochałeś się w niej, prawda?-wypalił nagle ni z gruszki ni z pietruszki. Kiwnąłem również opierając się o krzesło.
-I zdajesz sobie sprawę, że musisz się mega postarać?-znów tylko kiwnąłem głową. 
-Jeśli coś jej się stanie. Cokolwiek. Obiecuję ci, że to ty następnym razem będziesz potrzebował transfuzji i to nie jednej. Bóg zesłał ci na ziemię anioła. Nie pozwól jej uciec. Masz skarb w dłoniach Harry. Bardzo cenny. Nie każdy ma okazję zaznać smaku miłości z serca takiej dziewczyny. Jesteś szczęściarzem. Pamiętaj o tym i nie zjeb tego tak jak z Lisą-po wypowiedzeniu tego monologu po moich polikach spłynęły łzy.
-Niech cię szlag trafi, Lloyd-syknąłem wycierając policzki.-Potrafisz tak doszczętnie komuś wyjaśnić sprawę, która jest tak oczywista, że bardziej się nie da-brunet uśmiechał się chytrze. 
-Skutki pracy lekarza. Gdy masz umierającego pacjenta nie powinieneś owijać w bawełnę. Musiałem się tego nauczyć chociaż nie było łatwo-pokręcił głową. 
Nastała cisza między nami. Spojrzałem na swojego syna. Patrzał na mnie błyszczącymi zielonymi tęczówkami.
-Masz jutro wolne?-zapytałem by przerwać tę ciszę.
-Jutro idę na dziewiątą załatwić papierkową robotę. Zejdzie mi tak do trzynastej, a czemu pytasz?
-Kumpel dał mi bilety na swój mecz. To było już jakiś czas temu. Dostałem trzy. Miałem iść z Zaynem i Lou, ale niestety Tommo nie pójdzie, a na Malika nie mogę już patrzeć-wyjaśniłem patrząc na swoje dłonie splecione na stole.-Więc może pójdziesz z nami?-kiwnąłem na małego.
-Idziemy na mec?!-pisnął i wzrok wszystkich ludzi na sali zwrócił się ku nam. 
-Tak synku, ale nie krzycz, bo ludziom to przeszkadza-uśmiechnąłem się do niego. George zsunął się ze swojego miejsca i podbiegł do mnie. Wdrapał mi się na kolana i przytulił mocno. 
-Dziękuję tatku-szepnął mi do ucha.-Jesteś najlepszy tatuś-pocałował mnie w policzek.
Wystarczy jedno słowo by rodzic poczuł się szczęśliwy. Wystarczy jeden uśmiech dziecka by wiedzieć, że mimo sytuacji nie jest się złym rodzicem.
-Nie ma za co synu-przytuliłem go mocniej i pocałowałem w czoło.
-Bo będę zazdrosna-usłyszałem szept Hope i poczułem oddech na szyi.

~*~
Heh no więc tak. Myślę, że ten rozdział nie należy do najlepszych, ale musiałam go skończyć przy złym humorze, bo obiecałam sobie, że zacznę dodawać więcej rozdziałów to może wtedy ktoś zacznie komentować, ale nichuja ;-; Wybaczcie mi moje słownictwo,ale niestety taka prawda :) No dobrze mam nadzieje, że podobał wam się rozdział bla bla bla gadka szmatka tak wiem :) Dobrze więc, dziękuję tym co czytają :) 

Karo xox 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 8 "Mommy"

-Ten film jest strasznie nudny, Hazz-jęczała mi tak już od dobrych dwudziestu minut. Westchnąłem bezradny i sięgnąłem po pilota.
-To co chcesz robić?-wyłączyłem telewizor. Wdrapała mi się na kolana. Zarzuciła ręcę na mój kark. Patrzała na mnie z dziwnym uśmiechem.
-Co się szczerzysz, małpko?-cmoknąłem ją w nos.
-Pójdziemy dziś na miasto? Chciałabym pójść do kina, a potem na spacer-uśmiechnęła się uroczo. Roześmiałem się.
-Tak skarbie. Pójdziemy na randkę-pocałowała mnie krótko i wstała.
-Idziemy na randkę?-spojrzała na mnie zaciekawiona.
-Tak. Pójdziemy do kina, potem na spacer, a na koniec na kolacje, za którą zapłacę ja-podniosłem się z kanapy i przyciągnąłem ją do siebie.
-Zgadzasz się?-wyszeptałem zbliżając twarz do jej. Kiwnęła głową. Stanęła na palcach i pocałowała mnie czule.
-To leć się ubierać-klepnąłem ją w pupę.
-Nie pozwalaj sobie-dostałem pstryczka w nos i uciekła. Pokręciłem głową i poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer Toma.
-Co tam młody?-usłyszałem w słuchawce.
-Jest dobrze-stwierdziłem szczerze.-Jak tam mały? Bardzo rozrabia?-Lloyd roześmiał się.
-George jest grzeczny, ale Dakota nie wyrabia z praniem.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Przyjadę po niego jutro rano jeżeli nie masz nic przeciwko.
-Jasne. Nie ma sprawy.
-Okej. Dzięki Tom-rozłączyłem się. Wyciągnąłem butelkę piwa z lodówki i otworzyłem ją. Wziąłem łyk i oparłem się o blat. Usłyszałem pukanie do drzwi. Odłożyłem butelkę i poszedłem otworzyć. Na schodach stała Em. Płakała.
-Co się stało Emily?-wpuściłem ją do środka.-Hope!-zawołałem dziewczynę. Zbiegła na dół z koszulą w ręce.
-Co jest?-spojrzała na Emily i położyła koszulę na oparciu kanapy. Podeszła do blondynki i mocno ją przytuliła.
-Co się stało, kochanie?-głaskała ją po głowie. Ems spojrzała na nią smutno.
-Louis... Znów go intubowali. W nocy przestał oddychać samodzielnie. Złamane żebra prawie przebiły mu płuca.
Hope zakryła usta dłonią.
-Harry-spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Rozłożyłem ręce, a ona szybko się we mnie wtuliła. Benson szlochała patrząc przed siebie. Przyciągnąłem ją do siebie i również przytuliłem. Nie
myślałem o niczym. Nie chciałem myśleć o tym, że to przeze mnie. Poczułem jak łzy wzbierają się pod moimi powiekami. Nie płacz, Styles. Jesteś facetem do cholery. Skarciłem się w myśli.
-Ems-zwróciłem się do niej.-Pierwszy pokój po lewej na górze jest dla ciebie. Idź odpocznij-wypuściłem obie z objęć i poszedłem z powrotem do kuchni. Wziąłem swoje piwo i poszedłem do salonu.
-Dziękuje Harry-usłyszałem zachrypnięty głos Emily, a potem kroki na schodach. Wziąłem łyk trunku i wpatrywałem się w ścianę siedząc na ziemi.
-Hazz?-poczułem dłonie na ramionach. Przesunąłem się do przodu i pozwoliłem jej usiąść za mną. Nie mógłbym spojrzeć jej w oczy.
-Harry to nie twoja wina-przytuliła się do moich pleców. Wziąłem głęboki oddech, by nie dać łzą popłynąć.
-To ja go pobiłem. To przeze mnie teraz leży w tym jebanym szpitalu i walczy o życie. To wszystko moja wina-szeptałem. Oparłem ręce o kolana i spuściłem głowę chowając ją w dłoniach.
-Nie, nie, nie. Hazz. Nie płacz proszę-wstała gdy usłyszała jak pociągam nosem. Usiadła przede mną.-Spójrz na mnie-położyła dłonie na moich policzkach. Podniosłem na nią wzrok, ale łzy zamazały cały obraz.
-To nie byłeś ty. To był ten drugi człowiek. Ten co w tobie siedzi. To nie byłeś ty, słyszysz?-tłumaczyła gorączkowo głaszcząc moje policzki.
-Ale skoro siedzi we mnie to tak czy siak byłem ja. Powinni mnie trzymać w izolatce żebym nie zrobił już nikomu krzywdy. Hope. Jestem niebezpieczny i nie potrafię tego kontrolować. Przez to ciebie też uderzyłem-położyłem dłoń na jeszcze czerwonym policzku.-Ty na prawdę nie jesteś ze mną bezpieczna.
Hope spuściła głowę. Usłyszałem ciche westchnięcie.
-Ale kiedy ja cię potrzebuję-szepnęła bawiąc się swoimi palcami.
-Wiem-rozłożyłem ręce, a ona przysunęła się do mnie i wtuliła mocno w moją klatkę.-Wiem, Kitty-pocałowałem ją w czubek głowy.
Mój aniołek. Czułem na szyi jej oddech. Nie Harry. Nie możesz jej zostawić. Ona jest twoja. Musisz przy niej zostać. Mówił rozsądek. Spojrzałem na nią. Popatrzała mi w oczy i pocałowała w policzek. Złapałem jej brodę w dwa palce i czułe pocałowałem w usta, Muskała je delikatnie jakby bała się, że uciekne.
-Co mam zrobić żebyś poczuł się lepiej?-szepnęła splatając nasze palce. Patrzałem na nie. Jej drobna dłoń tonęła w mojej. Wypełniała ją jak brakujący puzzel. Ona była brakującym puzzlem w moim życiu.
-Kiedyś wyobrażałem sobie taką sytuacje siedząc w tym miejscu-wyszeptałem wciąż patrząc na nasze dłonie.-Ty siedziałaś tak jak teraz. Wtulona we mnie. Cisza. Spokój i miłość rosnąca w pokoju. Byliśmy szczęśliwi. Nic nam nie przeszkadzało. Cieszyliśmy się sobą.
-Jesteś szczęśliwy?-zapytała nagle. Oszołomiony pytaniem wpatrywałem się w nią.-Jesteś?-kiwnąłem głową.
-Jestem, bo mogę czuć twoje ciało obok mojego. Mogę czuć twój oddech na szyi i pocałunki na ustach. Jestem, bo wiem, że wciąż tu jesteś choć myślałem, że już dawno uciekniesz-pocałowałem jej dłoń.-A ty jesteś szczęśliwa?
Spojrzała na mnie i namiętnie pocałowała pocierając mój policzek kciukiem. To była jej odpowiedź.
-Tak-szepnęła między pocałunkami. Odsunęła się i ponownie się we mnie wtuliła. Siedzieliśmy tak, wtuleni w siebie słuchając swoich oddechów. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale tak się nie stało. Nagle do domu ktoś wpadł.
-Tato!-krzyknął malec i podbiegł do nas. Wtulił się we mnie, a potem w Hope.
-Sory stary, ale zaczął płakać, że chce do mamy i taty. Nie miałem serca trzymać go u nas więc go przywiozłem-usiadł na fotelu naprzeciw nas.

                                                                                ****

Mamy i taty? Spojrzałam zdezorientowana na Harrego.
-Mały nie miał dobrego kontaktu z biologiczną matką. Zostawiała go samego w domu i wychodziła. Wracała w nocy i zazwyczaj na niego krzyczała. Powiedział też, że mama nigdy nie powiedziała do niego po imieniu-mówił Tom.-Opowiedział mi o gdy kładłem go spać. Nie uronił łzy. Mówił z obojętnością, ale miał strach w oczach.
-George-zawołałam chłopca.-Przytulisz się do mnie?-rozłożyłam ramiona. Podszedł do mnie i mocno się przytulił.
-Cioś się śtało, mamusiu?
Te duże, zielone tęczówki wpatrywały się we mnie z miłością. Przytuliłam go mocniej i pocałowałem w główkę.
-Nie kochanie. Nic się nie stało-jedna łza spłynęła po moim policzku.
-Dlacego płaces? Plose nie płac-położył rączki na mojej twarzy.
-Jesteś kochanym maluchem-pogłaskałam go po policzku i otarłam łzę.
-To ja się będę zbierał-Tom podniósł się z fotela.-Kobieta w aucie czeka-ruszył w stronę wyjścia.
-Zostań. Wyciągnij ją z auta i pójdziemy na miasto coś zjeść-zaproponowałam. Uśmiechnął się do mnie.
-Zaraz wracam-wyciągnął kluczyki z kieszeni płaszcza. Odprowadziłam go wzrokiem.
-Kochanie jesteś pewna, że chcesz dziś wyjść?-usłyszałam cichy głos Hazzy za plecami.
-Nie możemy wiecznie siedzieć w domu. Wiem, że ciężko ci jest nie myśleć o Louisie, ale musisz też mieć swoje życie, Harry. Nie możesz wiecznie się zadręczać-pocałowałam go krótko i wstałam.-Geo-przywołałam malucha. Wybiegł z kuchni.-Idź na górę i wybierz sobie jakieś ubranie. Wykąpię cię i pójdziemy na obiad-klepnęłam go lekko w pupę i sama poszłam na górę. Weszłam do sypialni Harrego i wyciągnęłam z walizki jakieś ubrania. Pogoda była piękna jak na
Manchester. Przebrałam się i stanęłam przed lustrem. Spojrzałam na obandażowany nadgarstek. Przynajmniej pasuje kolorem. Stałam tak wpatrując się w swoje odbicie gdy poczułam dłonie na biodrach i brodę na ramieniu.
-Moja piękna-pocałował mnie policzek.-Idziesz kąpać małego?-kiwnęłam głową i pocałowałam go krótko.-Bądź jego mamą-szepnął gdy sięgałam do klamki.-Zrób to dla niego. Nie dla mnie. Sam nie uważam żebym był dobrym ojcem dla niego-mówił poważnym tonem. Odwróciłam się i rzuciłam mu się na szyję całując namiętnie.
-Przestań gadać głupoty i uwierz w siebie-wyszłam z pokoju. Geo czekał na mnie przy wannie rozebrany do majtek. A właściwie to bokserek dziecięcych rozmiarów.
-Kto ci kupił takie wystrzałowe majtasy?-kucnęłam przed nim.
-Wujek Tom-wyszczerzył się.
-Niestety musisz je ściągnąć, bo nie możesz się w nich kąpać-wzruszyłam ramionami. Chłopiec westchnął i ściągnął bieliznę. Wykąpałam go i ubrałam. Wysuszyłam mu włoski ręcznikiem. Ma proste włosy. Może po matce. Wyszliśmy z łazienki w pełni gotowi do wyjścia. Gdy szłam z Georgem korytarzem poczułam jak ktoś ciągnie mnie do jednego z pokoi. Drzwi się zamknęły i zostałam do nich przyparta.
-Moja śliczna-Harry uśmiechnął się uroczo i pocałował mnie w nos.-Piękności moja-jego dłoń znalazła się na moim biodrze i jechała w dół po pośladku.
-Harry ty niewyżyty dzieciaku-zaśmiałam się czując jego rękę wsuwającą się w moje spodenki.-Nie no przestań-złapałam jego rękę by dalej się nie poruszyła.
-Pozwól się dotknąć. Tylko jeden raz i masz spokój-zagryzł wargę.
-Na dole są goście. Nie chcę ich tam trzymać-patrzałam na jego oczy. Były pełne pożądania.
-Tobie długo to nie zajmuje-uśmiechał się chytrze. Westchnęłam czując jego palec na najwrażliwszym miejscu. Poruszał nim w górę i dół. Po moim ciele rozeszła się pierwsza fala przyjemności. Jęknęłam gdy wsadził we mnie palec.
-Pocałuj mnie-wysapałam wplątując palce w jego włosy. Zrobił jak prosiłam całował mnie delikatnie, ale z pasją. Włożył rękę między moje plecy a drzwi i przysunął do siebie ciasno. Poruszał palcem coraz szybciej prowadząc mnie wyżej i wyżej. Jęczałam w jego usta, a jemu to się nadzwyczaj podobało.
-No dalej kochanie. Zrób to dla mnie-pocierał palcem o ścianki mojego wnętrza.
-Hazz-jęknęłam chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Orgazm wstrząsał moim ciałem. Styles przytulał mnie do siebie gdy tak się zapadałam. Odczekał chwilę i wyciągnął rękę, oblizał palce i pocałował mnie. Czułam swój smak i wcale mi to nie przeszkadzało, bo całowały mnie usta Harrego.
-Jednak wolę smak twoich ust-stwierdziłam gdy się od siebie odsunęliśmy.
-Smakujesz na prawdę wybornie-oblizał usta i pocałował mnie zagryzając moją wargę.
Dakota.
-Chodź już ogierze-odepchnęłam go i wyszłam, a Harry zaraz za mną. Splótł nasze palce gdy schodziliśmy na dół.
-Już jesteśmy-Hazz pocałował mnie w skroń i objął ramieniem.
-Myśleliśmy, że utknęliście w tej łazience-Tom zabawnie poruszył brwiami.
Zza jego pleców wyszła piękna blondynka.
-Cześć-zaczęłam onieśmielona jej zniewalającą urodą.-Hope-wyciągnęłam rękę w jej stronę.
-Dakota-chwyciła ją, lecz zamiast ją potrząsnąć pociągnęła mnie do siebie i mocno przytuliła.-Miło cię poznać Hope-uśmiechnęła się gdy się odsunęłam.
-Ciebie również-odwzajemniłam gest.-Hazz-odwróciłam się w jego stronę.-Pójdę obudzić Em, bo nie mogę jej tak tu zostawić samej-ruszyłam na górę.
-Kochanie-złapał mnie za rękę gdy byłam w połowie schodów.-Daje jej jakieś ubrania, umaluj ją i pójdzie z nami. Nie może siedzieć sama. Byłoby jeszcze gorzej-pocierał kciukiem moje knykcie.
-Dobrze, Harry-pocałowałam go czule i poszłam na górę. Chwyciłam klamkę i weszłam po cichu do środku. Ems siedziała na łóżku chowając twarz między kolanami.
-Emily-szepnęłam siadając na brzegu łóżka. Położyłam dłoń na jej kolanie. Podniosła głowę. Miała czerwone oczy od łez.
-Boję się o niego, Hope. Niby nie znamy się długo, ale strasznie się o niego boję-mówiła ściszonym głosem.
-Wiem skarbie-przytuliłam ją mocno.-Nic mu nie będzie. Zobaczysz, jeszcze będziesz go miała dość-podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się przez łzy.
-Zawsze wiesz jak pocieszyć człowieka-pocałowała mnie w policzek.-Dziękuję, Hope-ponownie się we mnie wtuliła.
-A teraz przestań się mazać i chodź ze mną- wstałam ciągnąc ją za rękę. Wyszłyśmy na korytarz. Harry wciąż stał przy schodach. Kiwnęłam do niego, a on tylko uśmiechnął się i poszedł do salonu.
-To co pijemy?-usłyszał zanim weszłyśmy do sypialni Hazzy. Zaśmiałam się pod nosem i wprowadziłam przyjaciółkę.
-Idziemy na miasto coś zjeść więc Harry kazał mi cię przebrać i umalować, bo nie chce żebyś
siedziała sama-wzruszyłam ramionami. Podeszłam do walizki i wyciągnęłam strój pasujący do Em.
-Proszę-podołam jej ubrania.-Tam jest łazienka. Przebierz się. Później cię umaluję-uśmiechnęłam się do niej wskazując drzwi prowadzące do łazienki. Żeby ona wiedziała co tam się działo. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam na łóżku wyciągając kosmetyki. Przeglądałam je gdy nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Harry.
-Co jest?-zapytałam gdy usiadł koło mnie.
-Nic. Po prostu się stęskniłem-uśmiechnął się szeroko i objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego i pocałowałam go w policzek.
-Tylko na tyle mogę dziś liczyć?-wydął dolną wargę.
-Tak kochanie. Tylko tyle mogę ci dziś podarować. Dostałeś swoje gdy wciągnąłeś mnie do gościnnego-pstryknęłam go w nos. Westchnął głośno i spuścił głowę. Poklepałam go po plecach i wstałam. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie tak, że stanęłam między jego nogami. Przytulił się do mojego brzucha.
-Proszę tylko o jednego buziaka-podniósł na mnie wzrok.
-Ja już znam te twoje buziaki-pocałowałam go w czoło.-Ani jednego do końca dnia. Zbyt szybko się podniecasz-odchylił głowę i wybuchnął śmiechem.
-Masz rację. Już mi stoi-mówi to z taką powagą, że boję się spojrzeć czy to prawda. Odchyliłam się i spojrzałam w dół.
-Ty kłamczuchu!-uderzyłam go w ramię.-A myślałam, że zmienię zdanie i się trochę poprzytulamy na kanapie gdy mały pójdzie spać-wzruszyłam ramionami, odwróciłam się chcąc odejść, ale przytrzymał mnie za biodra. Wstał, a ja poczułam jego ręce na brzuchu.
-Hope-całował mój kark.-Katujesz mnie i dobrze się bawisz, prawda?-mówił między pocałunkami, którymi obsypywał moje ramię, szyję i kark.
-Bawię się bardzo dobrze-pogłaskałam go po dłoni, a potem wplotłam palce w jego.
-Lubisz się ze mną drażnić-to bardziej stwierdzenie niż pytanie, ale i tak kiwnęła głową.
-Chociaż tu nie chodzi o to. Po prostu uważam, że nie możemy ciągle się...-urwałam nie wiedząc jak to nazwać.
-Pieprzyć-dokończył za mnie Lokers wciąż całując moją szyję.
-Tak dokładnie. Chciałabym żeby ta relacja nie opierała się tylko na seksie. Nie kręci mnie coś takiego-wzruszyłam ramionami po raz nie wiem który tego dnia.
-To źle, że chcę cię mieć jak najbliżej się da?-odwrócił mnie twarzą do siebie.
-Nie ma w tym nic złego, ale gdy będziemy wszystkie wieczory spędzać na bzykaniu się to się sobą znudzimy. Nie chcę żebyś mi się znudził.
-Ja też nie chcę żebyś mi się znudziła, ale tak się nie stanie. Jesteś zbyt intrygująca-westchnęłam gdy zaczął całować miejsce tuż za uchem.
-Hazz do cholery!-odepchnęłam go od siebie.-Posłuchaj mnie choć przez chwilę. Chcę żeby z tego coś wyszło. Chcę planować z tobą przyszłość, ale tobie tylko jedno w głowie. Jeżeli będziesz się tak dziś naprzykrzał pójdę spać do gościnnego razem z Georgem-patrzałam mu w oczy.-Rozumiemy się?-oparłam dłonie na biodrach. Hazz spuścił głowę i wyszedł z pokoju. Wzięłam głęboki oddech.
-Gdzie on poszedł?-zapytała Emily wychodząc z łazienki.
-Obraził się na mnie, bo powiedział mu...
-Wiem co powiedziałaś. Słyszałam-pociąga nosem.
-Ems-podeszłąm do niej.-Płakałaś-stwierdziłam.-Dlaczego znowu płakałaś?-przytuliłam ją.
-Też chciałabym się tak kłócić ze swoim chłopakiem-powiedziała wtulona w moje ramię.-Chciałabym się z nim kłócić o byle gówno, a potem dostać buziaka na przeprosiny. Chciałabym go przytulać przy każdej możliwej okazji. Chciałabym żeby był przy mnie i kochał bez względu na wszystko-mówiła drżącym głosem.
-Em, Harry nie jest moich chłopakiem to po pierwsze. Po drugie jeszcze znajdziesz kogoś takiego-głaskałam ją po plecach.-I tak dobrze wiem, że masz na myśli Tomlinsona-usłyszałam jej śmiech. Poprawianie ludziom humory to powinna być moja praca.
-Mogę cię już umalować?
Skinęła tylko głową, więc zabrałam się za swoją robotę. Podczas całego zabiegu (który trwał zbyt długo) Emily opowiedziała mi o jej wizytach u Louisa w szpitalu. Prawdę mówiąc ona na prawdę na niego leci.
Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi, że ja lub Emily się zakochamy wyśmiałabym tą osobę i odeszła.
-Hope co ci się stało w rękę?-podniosłam na nią wzrok i napotkałam jej pytające a zarazem gniewne spojrzenie.
-Nie psujmy tego wieczoru, dobrze?-schowałam wszystkie kosmetyki do kosmetyczki.-Skończyłam. Możesz iść przejrzeć się w lustrze-wskazałam na lustra obok szafy. Dopiero teraz spostrzegłam się, że w tym domu jest dużo luster.
-Jak zawsze ślicznie-powiedziała wciąż się sobie przyglądając.
-Ślicznie wyglądasz Emily-wstałam i wrzuciłam kosmetyczkę do walizki.
-Dzięki tobie, Well-podeszła do mnie i przytuliła.
W momencie gdy wypowiedziała słowo Well przypomniałam sobie o Calumie i humor mi się zjebał. Zmusiłam się na uśmiech i wyszłam z pokoju, a ona za mną. Zeszłyśmy na dół.
-No w końcu jesteście-Tom wstał rozkładając ręce.
-Kochanie dobrze wiesz ile zajmuje kobiecie przygotowanie się-Dakota szturchnęła go w ramię, a on tylko zaśmiał się. George podbiegł do mnie i przytulił się do moich nóg.
-Co jest mały?-wzięłam go na ręce i pocałowałam w czoło.
-Ładnie wyglądas mamusiu-wtulił się w moje włosy.
-Dziękuję kochanie-przytuliłam go mocniej.-Co masz ochotę zjeść?-spytałam malca gdy stał już na ziemi.
-Kcem frytki!-zaklaskał wesoło w rączki. Zaśmiałam się. Podniosłam wzrok na resztę towarzystwa.
Dakota stała ze smutkiem w oczach, a Tom ją przytulał. Emily patrzała na mnie z ogromnym zaskoczeniem, a Styles jak był obrażony tak jest.
-Idziemy czy nie, bo przez wasze miny mam ochotę usiąść na kanapie i się z niej nie ruszać-westchnęłam cicho i podeszłam do Harrego.-Nadal jesteś na mnie zły?-oplotłam go w pasie rękoma i położyłam brodę na jego klatce patrząc mu w oczy.
-Tak-mruknął nie odwzajemniając uścisku.
-A dasz mi buziaka?-zatrzepotałam rzęsami jak nastolatka. Położył dłonie na moich policzkach i wpił się w moje usta. Uśmiechnęłam się w między czasie smakując jego usta.
-Już dobrze?-zapytałam gdy się od siebie oderwaliśmy. Kiwnął głową i jeszcze raz mnie pocałował tylko delikatnie.
-Chodź już-splotłam nasze dłonie i wyszliśmy. Gdy my odstawialiśmy sceny miłosne wszyscy zdążyli wyjść. Przed domem stał samochód Toma.
-Wydaję mi się, że będziemy siedzieć z tyłu, kochanie-poruszył zabawnie brwiami, a się zaśmiałam.
-Zboczeniec-mruknęłam pod nosem.
-Słucham?-spojrzał na mnie z zadziornym uśmiechem.
-Niewyżyty zboczuch-pobiegłam do samochodu i usiadłam na swoim miejscu.

                                                                                UWAGA!!!

Od dziś wchodzi zasada CZYTASZ=KOMENTUJESZ! Bardzo zależy mi na waszych opiniach. O ile ktoś czyta opowiadanie od początku może zauważyć, że nie jest najlepsze, ale z waszą pomocą może spodobać się i wam i mnie. Chciałabym żebyście wygłaszali swoje pomysły co może się wydarzyć. Kto może się pojawić. PROSZĘ wasz BARDZO żebyście mi pomagali. Byłabym wam bardzo wdzięczna. Okej to chyba na tyle. Mam nadzieję, że rozdział chociaż trochę się podobał choć nie należy do najdłuższych. Massive Thank You To Everyone Who Read This Shit ♥

Karo xox

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 7 "What if..."

Minęły trzy dni i lekarz pozwolił mi zabrać Hope do domu.
-Tylko niech pan nie pozwala jej przemęczać się. Nie chcemy chyba żeby znów tu leżała, prawda?-uśmiechnął się wręczając mi wypis.
-Tak panie doktorze. Będę na nią uważać-wyciągnąłem do niego rękę.-Dziękuję za wspaniałą opiekę na nią-uścisnął moją dłoń.
-To należy do naszych obowiązków.
Uśmiechnąłem się lekko i wszedłem do sali, w której Hope leżała. 
-Gotowa?-pocałowałem ją w czoło.
-Harry, dobrze się czujesz?-uśmiechnęła się łapiąc mnie za rękę i pociągnęła bym usiadł.
-Tak. Wszystko ze mną w porządku. Dlaczego pytasz?-położyła dłoń na moim policzku.
-Jesteś dziś taki opiekuńczy i kochany-patrzała mi w oczy.
-To źle?-założyłem kosmyk jej włosów za ucho. 
-Zostań taki na zawsze-szepnęła i przytuliła się do mnie. 
-Chciałbym kochanie, ale oboje wiem, że tak od razu się nie da-szeptałem jej do ucha.
Podczas tych trzech dni siedzenia w szpitalu Hope stała mi się jeszcze bliższa. Nie do tego stopnia bym mógł nazwać ją dziewczyną, ale gdy ją widzę to uśmiech sam się pojawia. Sprawia, że chcę być lepszym człowiekiem. Jest moją małą zmianą. Chcę się dla niej zmieniać. Chcę by mogła się pochwalić koleżanką, że ma kogoś przy kim może czuć się bezpieczna.
-Ładnie pachniesz-odsunęła się ode mnie wciąż trzymając dłonie na moim karku.
-Dziękuję, księżniczko-zbliżyłem się do niej i złożyłem na ustach czuły pocałunek. Wplotła palce w moje włosy pogłębiając pocałunek.
-Hola hola. Nie tak szybko maleńka. Poczekaj chociaż aż wrócimy do domu-pocałowałem ją w policzek. Wydęła dolną wargę. Przygryzłem ją. Dziewczyna roześmiała się. 
-Jesteś słodka-pocałowałem ją jeszcze raz w usta i wstałem.
-Chodź piękna. Jedziemy do domu-wyciągnąłem do niej rękę. Chwyciła ją i wstała.-Dziś zjemy obiad na mieście, dobrze?-zapytałem obejmując ją ramieniem. Przytuliła się do mojego boku. 
-Gdzie jest Geo?-spojrzała na mnie.
-U Toma-mrugnąłem do niej.-Jest w dobrych rękach, kochanie-otworzyłem jej drzwi od auta.
-Gdy mówisz do mnie tak pieszczotliwie zaczynam wierzyć, że jesteś najlepszym co mnie do teraz spotkało-pocałowała mnie w policzek.
-Po prostu to wydaje mi się na porządku dziennym. Mówić tak do swojej sympatii-pogłaskałem ją po policzku.-Jesteś śliczna-pocałowałem ją namiętnie. Położyłem dłoń na jej udzie i jechałem w górę. Tak strasznie jej pragnąłem. 
Gdy wracałem do domu na noc wiedząc, że ona leży w szpitalu nie zmrużyłem oka. 
Moja ręka powoli zbliżała się do zwięczenia jej ud, ale ona je zacisnęła łapiąc za mój nadgarstek i przenosząc moją rękę na swoją pierś. Zamruczałem zadowolony tą śmiałością. Pieściłem jej pierś wiedząc, że w każdej chwili ktoś może nas przyuważyć. Jebać ich. Teraz najważniejsza jest tylko moja Hope. Wciąż ją całując wsadziłem dłoń pod jej bluzkę. Westchnęła gdy złapałem w palce sutek. Wykręcałem go delikatnie, naciskałem. Poczułem jak jej ręka wędruje ku mojego sznurka od dresów. Położyła ją na moim kroczu i zacisnęła dłoń. 
-O cholera-jeknąłem z ustami przy jej szyi. Chciałem ją całą scałować. Poczuć jej miękką skórę na wargach.
Poczułem jak sznurek się rozluźnia i zaśmiałem się cicho czując jak wkłada rękę w moje spodnie. Nie powstrzymywałem jej. Podobało mi się, że jest taka bezwstydna. 

                                                                       ****

Głaskałam jego kolegę delikatnie palcami. Odkrywałam każdy skrawek tego interesującego narzędzia. Natrafiłam na główkę. Pocierałam ją kciukiem, a Hazz sapał prosto w moje usta. 
-Dojdziesz dla mnie w ten sposób?-szepnęłam mu do ucha gdy całował moją szyję. W odpowiedzi usłyszałam przeciągły jęk z jego ust.
-Grzeczny chłopczyk-przygryzłam płatek jego ucha łapiąc go w rękę. Dobrze, że założył dziś dresy, pomyślałam. Poruszałam ręką wzdłuż członka. Styles sapał patrząc mi w oczy. Odrzucił głowę do tyłu i warknął zaciskając powieki.
-Jeszcze chwila skarbie-dotknęłam jego policzka. 
-Hope-sapnął chowając twarz w zagłebienie mojej szyi.-O kurwa-warknął gryząc mnie w szyję. Poczułam jak ciepły płyn rozlewa się po mojej dłoni.
-To było...Dziękuję, Hope-wyszeptał wciąż przytulając się do mnie. Ujażmiłam właśnie największego ogiera w Manchesterze. 
-Cała przyjemność po mojej stronie-głaskałam go po plecach.-Polecam się na przyszłość-zaśmiałam się.
-Skorzystam-próbował wyrównać oddech.-Na pewno-pocałował mnie w szyję. Wyjęłam rękę i oblizałam palce. Patrzał na mnie uważnie z uśmiechem. 
-Ja już nie jestem głodna. Nie wiem jak ty-cmoknęłam wycierając dłoń w spodnie. Pokręcił głową. 
-A ja jestem jeszcze bardziej głodny-uśmiechnął się szarmancko.-Ale mam ochotę na coś innego-jego spojrzenie mówiło samo za siebie.
-Zajedziemy tylko do Starbucksa. Potrzebuje napić się czegoś zimnego-rozsiadłam się wygodnie na fotelu. Hazz był tak skupiony na drodze, że nie widział, że na niego patrzę. Zagryzał policzek mrużąc oczy. 
-Co zobaczyłeś?-podążyłam za jego wzrokiem.  
-Zayn-wskazał na chodnik.
-Emily-szepnęłam zakrywając usta dłonią.
Malik szarpał Em z dużą siłą. Hazz zatrzymał się przed pasami i przyglądał im się. Emily płakała próbując się uwolnić. Odpięłam pośpiesznie pas i wyskoczyłam z auta.
-Hope!-usłyszałam krzyk Harrego. Podbiegł do mnie i złapał za rękę.-Oszalałaś?-syknął zatrzymując mnie.
-To jest moja przyjaciółka-szeptałam bliska płaczu.-On jej robi krzywdę-spojrzałam na nich i łzy spłynęły po mojej twarzy.-Zrób coś!-krzyknęła przestraszona.-Proszę-wyszeptałam patrząc na niego.
-Idź do auta-szepnął odwracając się w ich stronę.-No idź-warknął. Ruszyłam w stronę samochodu, ale zatrzymałam się w połowie drogi i patrzała na to zdarzenie. 
Harry podszedł do Malika i szarpnął go do tyłu za ramię. Gdy Mulat się odwrócił pięść Hazzy zderzyła się z jego twarzą. Emily pobiegła do mnie. Przytuliła się mocno wciąż płacząc.
-Spokojnie-głaskałam ją po plecach.-Już nic ci nie zrobi-próbowałam ją uspokoić. Patrzałam jak Zayn przyjmuje kolejne ciosy. Ledwo stał na nogach.
-Wsiądź do auta, Emily-odsunęłam ją od siebie i podbiegłam do Harrego. 
-Przestań już-stanęłam przed nim i popchnęłam w tył. Sapał ciężko wycierając krew płynącą z nosa. Odwróciłam się w stronę Zayna. Uśmiechał się głupkowato.
-Ty gnoju-warknęłam i wycelowałam cios w klatkę piersiową. Upadł na ziemie.-Nie masz prawa tak ich traktować-splunęłam na niego i podeszłam do Hazzy.
-Hope-patrzał na mnie. Wciąż był wściekły. Jego oczy były prawie czarne. Przytuliłam się do niego. Włożyłam dłonie pod jego koszulkę by poczuł, że tu jestem. 
-Lepiej idź do auta-wyszeptał. Głos mu drżał. 
-Pójdę jeżeli ty też pójdziesz-mówiłam przytulona do jego klatki. Złapał mnie za ramiona i brutalnie od siebie odsunął.
-Powiedziałem idź do auta-warknął. Oddychał ciężko.-Nie możesz choć raz zrobić to o co cię proszę?
Przełknęłam głośno ślinę.
-Nigdzie bez ciebie nie pójdę-szepnęłam stojąc przed nim.
-Powiedziałem idź do auta!-krzyknął i poczułam jego dłoń na swoim policzku. Upadła na ziemie łapiąc się za bolące miejsce. Patrzał na mnie rozwścieczony, lecz po chwili to spojrzenie było pełne strachu. W oczach stanęły łzy. Upadł koło mnie na kolana.
-Hope-złapał mnie za rękę, ale ją wyrwałam i odsunęłam się od niego.-Przepraszam-podszedł do mnie na kolanach próbując przytulić.
-Nie dotykaj mnie-wyszeptałam oszołomiona.-Uderzyłeś mnie-patrzałam na niego.
-Prosiłem. Prosiłem żebyś poszła do auta-szlochał.-Nie chciałaś mnie posłuchać.
Podniosłam się z ziemi. Ukrył twarz w dłoniach. Odwróciłam się i pobiegłam. Chciałam uciec od tego co się właśnie stało. Łzy płynęły strużką.
-Hope!-usłyszałam głos Emily.-Hope stój!-poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękę w tył. Spojrzałam na Em i rozpłakałam się.
-Cśś-przytuliła mnie mocno.-Już dobrze-głaskała mnie po włosach.
Płakałam wtulona w jej ramię. Otworzyłam oczy i popatrzałam przed siebie. Wciąż siedział na chodniku chowając twarz w dłoniach. Jak on mógł mnie uderzyć? 
-Chodź. Pójdziemy do mnie-osunęła mnie delikatnie od siebie i złapała mocno za rękę. 
Emily jest niemądra, ale jest moją przyjaciółką. Tylko ona została po śmierci rodziców. Przeszłyśmy kawałek i już stałyśmy pod jej domem. Co prawda nie był duży, ale miał wspaniałe wnętrze. Takie przytulne. Na ścianach wisiały zdjęcia. Na niektórych byłam nawet i ja. Wprowadziła mnie do salonu. Usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi.
Chciałam zniknąć. 
Jesteś moim aniołkiem.
Jesteś śliczna.
Wszystko będzie dobrze.
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie. Schowałam twarz między kolanami i cicho płakałam. Czułam się jak wrak człowieka. Zaufałam mu. 
-Hope?-poczułam dłonie ma ramionach.
-Zaufałam mu-wyszeptałam przez łzy.-A on to kurwa zniszczył!-krzyknęłam waląc czołem w kolano.-Byłam taka głupia-warknęłam.
-Kochanie, proszę nie rób tak-złapała moją głowę i oparła ją o swoje ramię.
-Powiedział dziś do mnie kochanie-mówiłam patrząc przed siebie, lecz nic nie widziałam. Obraz rozmazywał się przez łzy.-Powiedział, że jestem jego sympatią.
Emily pocierała moje ramię.
-Hope. Zdajesz sobie sprawę z tego, że Harry miał atak?-mówiła z powagą.-Nie kontrolował tego co robi. Na pewno nie chciał cię uderzyć. Sprzeciwiłaś mu się. To go zdenerwowało. Nie chciał tego zrobić.
-Skąd wiesz, że ma ataki furii?-podniosłam się i spojrzałam na nią.
-Rozmawiałam z Louisem. Opowiadał mi o nim-uśmiechnęła się lekko. Emily była u Louisa w szpitalu?
-Byłaś u niego w szpitalu?!-zapytałam z niedowierzaniem.-Przecież ty nie cierpisz szpitali-zaśmiałam się zakłopotana.
-Zadzwonił do mnie i spytał czy mogę go odwiedzić-mówiła z uśmiechem.
-Kiedy zdobyłaś jego numer?
-Gdy wy poszliście tańczyć on się do mnie dosiadł. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, ale pamiętam że zanim zobaczył jak wychodzicie zwymiotowałam na jego buty-jej policzki zrobiły się szkarłatne. Uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło. 
-Jak zawsze-westchnęłam kręcąc głową.
I w taki właśnie sposób spędziłyśmy cały dzień. Rozmawiając i śmiejąc się. Nie myślałam o Harrym. Nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy tak długo.

-Well-wychyliła się z kuchni.-Muszę iść do sklepu po jajka. Nie ruszaj się stąd. Będę za chwilę.
Usłyszałam tylko trzask drzwi. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do przeglądania zdjęć, które zrobiła Emily kilka dni temu. 
Zarabiała tym na życie. Jej prace były piękne. Nie przepadałam za pozowaniem do zdjęć, ale te zdjęcia, które zrobiła Em były śliczne. Siedziałam na kocu w parku i przyglądałam się zabawie dwóch psów. Wyglądałam jak nie ja. Uśmiechnięta. Pełna życia. To nie mogłam być ja. 
Podziwianie jej dzieł przerwał mi odgłos zamykanych drzwi. Wstałam i weszłam do korytarza. 
-Harry?-spojrzał na mnie. Z jego dłoni płynęła krew. Nos miał zaczerwieniony tak jak i oczy i mokre policzki. Wyglądał strasznie. Podszedł o krok, a ja się cofnęłam
-Porozmawiaj ze mną-wyszeptał drżącym głosem.-Hope proszę-znów zrobił krok.
-Uderzyłeś mnie-poczułam jak pod powiekami ponownie zbierają się łzy.-Dostałam od ciebie w twarz-szepnęłam cofając się jeszcze o krok. Natrafiłam plecami na ścianę. Och, no serio?! Znów?! Pomyślałam łapiąc oddech.
-Przepraszam. Ja na prawdę nie chciałem. Nie wiedziałem co robię. Dopiero gdy zobaczyłem twoje przestraszone spojrzenie uświadomiłem sobie co się stało-podszedł blisko. Patrzał na mnie zapłakanymi oczyma. Zrobiło mi się ciężko na sercu. Jego łzy bolą mnie bardziej niż to uderzenie. Położył zimną dłoń na moim obolałym policzku, a z moich oczu popłynęły łzy. 
-Uderzyłeś mnie-powtórzyłam nie kontrolując słów wychodzących z moich ust. Upadł na kolana. 
-Przepraszam-powiedział ze spuszczoną głową.-Przepraszam-podszedł do mnie na kolanach.-Proszę wybacz mi!-wyszlochał przytulając się do moich ud. Wplotłam palce w jego włosy. Harry przepraszał mnie na kolanach. Do czego to doszło. Patrzałam przed siebie, a łzy same płynęły. 
-Proszę. Nie chcę cię stracić-szeptał tak cicho, że ledwo słyszałam. Kucnęłam przed nim i wzięłam jego twarz w dłonie.
-Jeśli ci wybaczę skażę się na takie traktowanie? Jeżeli będę stawała ci na drodze gdy będziesz miał atak furii za każdym razem dostanę w twarz?-patrzałam mu w oczy. 
-Nie. Nigdy więcej cię nie skrzywdzę. Nigdy więcej cię nie uderzę. Tylko mi wybacz-po jego policzku spłynęła łza. Przytuliłam go najmocniej jak tylko mogłam. 
-Wybaczam-wyszeptałam mu do ucha. Wtulił się we mnie jeszcze mocniej. Odsunęłam się od niego.
-Nigdy więcej nie pozwolę żebyś się z kimkolwiek bił-wycedziłam przez zęby.-Nigdy-powtórzyłam i czule go pocałowałam. Położył dłonie na moich policzkach i pogłębił nieco pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy i lekko za nie pociągałam. Mruknął z zadowoleniem. Usiadłam mu na kolanach i oplotłam jego biodra nogami. Poprawił się pode mną siadając skrzyżnie nie przestając mnie całować. 
Siedzieliśmy tak przez kilka minut po prostu się całując. Hazz mruczał co jakiś czas gdy poruszyłam się.
-Nie rób tak-wymruczał na chwilę się odrywając. Poruszyłam jeszcze raz biodrami. Szew moich spodni otarł się o jego rosnącą erekcję. Zachichotałam przygryzając jego wargę. 
-Hope, proszę zaprzestań robienia tej czynności, bo nie czuję się na siłach-szeptał całując moją szyję.
-Ale obiecałeś mi coś-zrobiłam smutną minkę. Złapał mnie za policzki. Przesunął kciukiem po mojej dolnej wardze i wsadził mi go do usta. Ssałam jego palca jak dziecko smoczek. Hazz patrzał na mnie uważnie. 
-Wróć ze mną do domu-wyszeptał wyciągając palec.-Wrócisz?
Patrzałam mu w oczy. Znów cierpiał. Bał się.
-Wrócę.
Nasze usta znów się złączyły. Chciałam go pożreć na obiad.
-W co uderzyłeś?-zapytałam przypominając sobie o dłoni. Westchnął ciężko. 
-Szybę samochodu-pokręciłam głową.
-Hazz-nie patrzał na mnie.-Kochanie-zdecydowałam się na inną taktykę.-Spójrz na mnie.
Harry Styles. Demon w ludzkim wcieleniu. 
Harry Styles. Mój bohater.
Spojrzał na mnie. To było to samo spojrzenie co pięć lat temu. Kuło w serce. 
-Musisz nauczyć się nad sobą panować Hazz. Jeżeli nie nauczysz się kontrolować agresji będzie coraz gorzej. Nie dość, że zrobisz coś komuś to jeszcze sobie zrobisz poważną krzywdę. Nie chcę żeby coś ci się stało-potarłam jego policzek wierzchem dłoni. 
Zaskoczył mnie gdy przytulił się do mnie jak mały chłopczyk. Schował twarz w moje ramię. 
-Boisz się czegoś?-wyszeptałam mu do ucha. 
-O ciebie. Boję się, że coś ci się przy mnie stanie. Że pewnego dnia stracę kontrolę na dobre i zrobię ci poważną krzywdę-patrzał na mnie pięknymi zielonymi oczami.-Nie jesteś przy mnie bezpieczna-zsunął mnie ze swoich kolan i wstał.-Jestem złym człowiekiem. Nie powinienem był wtedy przychodzić. Lepiej ci będzie beze mnie-wytarł mokre jeszcze policzki i odwrócił się do mnie plecami.
-Lepiej już sobie pójdę-ruszył do wyjścia ze spuszczoną głową. Zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do niego przytulając się do jego pleców.
-Bez ciebie wcale nie będzie mi lepiej. Bez ciebie znów będzie szaro i smutno. Bez ciebie nie będę sobą, bo przecież wraz z tobą odejdzie część mnie. Nie chcę żebyś odchodził. Nie chcę żebyś sobie szedł. Chcę żebyś ze mną został-przytuliłam się do jego pleców jeszcze mocniej.-Proszę. Zostań-szeptałam zaciskając oczy. 
Poczułam jak się do mnie odwraca. Podniosłam na niego wzrok. Patrzał na mnie z góry. 
-Hope-westchnął.-Co jeśli...
-Zamknij się!-krzyknęłam uderzając pięścią w jego klatkę.-Przestać gadać. Po prostu o tym nie myśl.
Miałam dość. Odsunęłam się od niego i oplotłam się ramionami.
-Jeżeli tak bardzo chcesz odejść to idź-mówiłam ze spuszczoną głową.
-Dobrze wiesz, że nie chcę, ale tak będzie lepiej-miał poważny ton.
-To idź! Uciekaj od uczuć! Biegnij tchórzu!-krzyczałam płacząc. Łzy zamazywały mi obraz.-No już! Spierdalaj jak tak bardzo chcesz! 
Patrzałam na niego. Podszedł do mnie i przytulił. 
-Dlaczego mi to robisz?-wyszlochałam opierając czoło o jego tors. Głaskał mnie po głowie. 
-Moja malutka-pocałował mnie w czubek głowy. Rozpłakałam się na dobre. Nie kontrolowałam łez. Leciały tak jak chciały. 
-Nie zostawiaj mnie-wypłakałam.-Proszę.

                                                                              ****

Nogi jej się ugięły. Przysunąłem ją do siebie bliżej i mocno przytuliłem. Poraniona dłoń zaczęła boleć. Starałem się o tym nie myśleć. 
-Nie płacz już-złapałem jej brodę w palce.-Nigdzie się nie wybieram-pocałowałem ją delikatnie w ust. 
-Wróci...-Emily pojawiła się w korytarzu.-To ja nie przeszkadzam-skręciła do kuchni śmiejąc się. 
Wziąłem Hope na ręce i wychyliłem się do kuchni. 
-Em, masz jakoś wolny pokój?
Spojrzała na mnie ze skruchą. Uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową. Poczułem oddech  szatynki na szyi. Oddychała spokojnie. 
-Ostatnie drzwi na górze. Pokój gościnny. Jest dwuosobowe łóżko. Zostań z nią. Potrzebuje tego teraz bardziej niż wcześniej-skinęła głową.
-Dziękuję-szepnąłem i ruszyłem w stronę schodów.
Hope poruszyła się na moich rękach i czułem jak wpatruje się we mnie.
-Gdzie idziemy?-zapytała zachrypniętym od płaczu głosem.
-Idziemy spać, kochanie-pocałowałem ją w czoło.-Jesteś bardzo zmęczona. 
Doszedłem do wyznaczonego pokoju. Drzwi były otwarte co bardzo mi się podobało. Wszedłem do środka. Położyłem Kitty na łóżku i zamknąłem drzwi. Wróciłem do niej i pomogłem jej się rozebrać. Leżała na kołdrze w samej bieliźnie. Wyglądała tak ślicznie. Jasna skóra kontrastowała z czerwienią pościeli. Włosy rozkloszowane wokół jej głowy. 
-Wyglądasz ślicznie-szepnąłem patrząc na nią uważnie. Uniosła się na łokciach. Kiwnęła na mnie palcem bym położył się koło niej. Ściągnąłem spodnie, bluzę i w samych bokserkach usiadłem koło Hope opierając się o ścianę. Przytuliła się do mnie. Nasze nogi splątaliśmy ze sobą. Chciałbym tak leżeć całe dnie z tą dziewczyną przytuloną do mego torsu. Przytuliłem ją do siebie i zacząłem bawić się jej włosami. Well kreśliła rozmaite wzory na mojej skórze. 
-Chciałbym cofnąć czas-powiedziałem patrząc przed siebie.
-Do jakiego momentu?-czułem jej spojrzenie na sobie i ciepłą dłoń na lewej piersi. Tuż nad sercem.
-Do tego jak zabiłem Micheala. Zabrałbym cię stamtąd nie robiąc mu krzywdy. Wtedy byś mnie nie nienawidziłam. Moglibyśmy być normalną parą-spojrzałem na nią. 
-Ale nie cofniesz go. Nie sprawisz, że wszystko będzie inaczej. Powinieneś przestać myśleć o tym co zrobiłeś źle. Żyj chwilą. Jestem tu i cię nie nienawidzę. To prawda żywiłam do ciebie urazę. I to ogromną, ale teraz jest inaczej. Teraz chcę żebyś przytulał mnie i całował. Wciągał na swoje kolana i szeptał słodkie słówka. Chcę żebyś był ze mną, bo poza tobą nie mam nikogo. Zostań ze mną, bo przy tobie czuję, że jednak coś zacznę na tym świecie-szeptała patrząc mi w oczy. 
-Nigdzie się nie wybieram, mała. Jestem tu i nigdzie mi się nie śpieszy-zbliżyłem twarz do jej i pocałowałem ją czule. Hope podniosła się wyżej i złapała moją twarz w dłonie pogłębiając pocałunek. Mruczała jak kotka gdy muskałem językiem jej podniebienie. 
-Dotknij mnie-szepnęła opierając czoło o moje.-Proszę-pocierała mój policzek kciukiem. 
-Hope, nie wiem czy jestem w stanie to zrobić po tym co się stało. Możemy trochę poczekać?-położyłem dłoń na jej szyi. 
-Czekałam prawie tydzień-jęknęła gdy pocałowałem ją za uchem.-Tydzień-powtórzyła gdy złapałem pierś w dłoń.
-I poczekasz jeszcze trochę-szepnąłem odsuwając się od niej. Patrzała na mnie zdziwiona. Westchnąłem głośno zsuwając się niżej. Zamknąłem oczy próbując uspokoić porządanie i rosnącą erekcje w bokserkach, ale poczułem jak Hope siada na mnie okrakiem. 
-Hazz-szepnęła kładąc się na mnie.-Proszę-jej oddech owiał moją twarz. Położyłem dłonie na jej biodrach i przekręciłem nas. Pisnęła zaskoczona gdy leżałem na niej. Nogami oplotła moje biodra. Pchnąłem biodrami, a ona jęknęła.
-Działasz na mnie jak narkotyk-szepnąłem i ocierałem się o jej kobiecość kroczem. Jej oddech przyśpieszył, a oczy miała skupione na mojej twarzy. 
-Harry-jęknęła gdy dotknąłem niewielką wypukłość w jej majteczkach. Pocierałem ją palcem rozkoszując się jej przyjemnymi jękami. Położyła nogi na łóżku i uniosła biodra dopasowując się do mojej dłoni. Włożyłem dłoń w jej majtki masując delikatnie łechtaczkę. Jęczała uroczo zamykając oczy. 
-Harry!-krzyknęła gdy wsadziłam w nią dwa palce. 
-Nie krzycz-zatkałem jej usta swoimi.-Jesteśmy u Emily. Nie możemy być tak głośno, skarbie-poruszyłem palcami całując ją by nie krzyczała. Pojękiwała mi w usta wbijając paznokcie w moje ramiona. Wyciągnąłem rękę z jej bielizny i ściągnąłem ją. Pochyliłem
się i zajrzałem do szafki nocnej stojącej obok łóżka. Emily chyba często przyjmuje tu takich gości jak my, bo szuflada była pełna prezerwatyw. Wziąłem jedną. 
-Proszę-podałem ją Hope, a sam ściągnąłem bokserki. Otworzyła paczuszkę i podała mi ją. Nasunąłem prezerwatywę na gotowego do akcji kolegę i spojrzałem na nią. 
Była piękna. Lekko otwarte usta i błyszczące oczy. Pochyliłem się nad nią i oparłem na przedramionach.
-Dziś będzie lepiej-szepnąłem całując ją namiętnie i gwałtownie w nią wszedłem. Wciągnęła powietrze nosem wyginając się w łuk. Poruszałem się powoli, ale na całą długość. 
-O kurwa-sapnęła drapiąc moje plecy. Po poprzednim ślady ledwo zdążyły się zagoić, a już drugie są w produkcji. Jęczała mi w usta. Włożyłem rękę pomiędzy nas i szukałem palcami tego magicznego guziczka. Pocierałem go kciukiem patrząc na nią. Po kilku pchnięciach poczułem jak zaciska się na mnie i wygina plecy warcząc i trzęsąc się pod wpływem orgazmu. 
-Byłaś dziś szybka-wyszeptałem przytulając policzek do jej policzka. Wciąż drżała. Na twarzy miała czerwone jak krew wypieki. 
-Jeszcze raz-zatrzymała moje biodra gdy chciałem się wycofać. Spojrzałem na nią unosząc jedną brew.-Proszę-szepnęła siadając mi na kolanach. Wciąż byłem w niej. Poruszyła biodrami w górę i w dół. Wyprostowałem nogi i złapałem jej pośladki w dłonie. Podnosiła się i opadała pojękując cicho. Odrzuciła głowę do tyłu wciąż się poruszając. 
-Czy odebrałam ci tym sposobem dominację?-zapytała patrząc mi w oczy.
-Już dawno to zrobiłaś, skarbie-pocałowałem ją namiętnie i pchnąłem biodra w górę.-Dojdziesz dla mnie jeszcze raz. Uwielbiam na ciebie patrzeć gdy masz zamglone oczy-przytuliłem ją mocno do siebie tym samym kładąc się na łóżku. Wypychałem biodra do góry coraz szybciej, a ona krzyczała coraz głośniej. 
-Jebać to, że ktoś jest w domu-mruknąłem zaciskając dłoń na jej pośladku.-Krzycz moje imię. Krzycz żeby każdy słyszał, że jesteś moja-sapałem czując nadchodzący orgazm.
-Harry!-krzyknęła opierając dłonie na mojej klatce.
-Kto jest najlepszy?-warczałem przez zaciśnięte zęby.
-Harry!
-Czyja jesteś?
-Twoja Harry!
Pisnęła i opadła na mnie znów drżąc. Poruszyłem się w niej jeszcze dwa razy i nadeszło spełnienie. Przytuliłem ją mocno. Najmocniej jak mogłem gdy ona wciąż zapadała się. Poczekałem aż się uspokoi i pocałowałem ją w czoło.
-Byłaś dzielna, Hope-głaskałem ją po plecach. Gdy się podniosła poczułem pieczenie na obojczyku. 
-Przepraszam. Zrobiłam ci malinkę-podniosła się i położyła obok. 
Podmuchała na ślad i pocałowała go. 
-Nie ściągaj lepiej koszulki nigdzie-szepnęła unosząc się na łokciach.-Możesz nie przeżyć tych wszystkich przesłuchań-uśmiechnęła się uroczo.
-Tak na prawdę to i tak nikt nie uwierzyłby, że pozwoliłem dziewczynie się drapać-pocałowałem ją w policzek i ściągnąłem prezerwatywę zwijając ją i wyrzuciłem do kosza stojącego przed łóżkiem. Chwyciłem bokserki i założyłem je.  
-Chcesz swoje majtki?-uśmiechnąłem się i podniosłem je z ziemi.
-A będzie ci przeszkadzać jeżeli będę bez?-spojrzała na mnie wymownie. 
-To rozpraszające wiedzieć, że koło ciebie leży piękna dziewczyną, z którą przed chwilą uprawiałeś seks, bez majtek-wzruszyłem ramionami. 
Roześmiała się głośno wstając i podeszła do mnie. 
-Dobrze więc. Założę je, ale nic więcej-wzięła ode mnie bieliznę i założyła ją. Przygryzłem wargę patrząc na jej ruchy. 
-Jesteś taka piękna-przyciągnąłem ją do siebie gdy się wyprostowała.
-Twój...jeszcze nie opadł-zagryzała wargę i poczułem jej dłonie ma swoich pośladkach. 
-I nie opadnie-zaśmiałem się cicho. -Tak na mnie działasz, mała.