niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 2 "Don't let me"

Kiedy rano zadzwonił budzik, zdarzenia poprzedniego wieczoru wydawały się tylko zamglonym snem. On nie mógł wrócić. Przypomniałam sobie jego oczy, a moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Pełne nienawiści. Potrząsnęłam głową. Ruszyłam do kuchni. Zapach,który roznosił się w przedpokoju drażnił moje nozdrza. Weszłam pospiesznie do kuchni. Na gazie leżała patelnia z przypalającym się naleśnikiem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nikogo poza mną tu nie było. Nagle w salonie rozległ się głośny huk. Pchnęłam drzwi i ujrzałam Ricka leżącego na podłodze pośród rozbitej ramki. Spojrzał na mnie swoimi błyszczącymi oczyma i miauknął. 
-Głupi kot-westchnęłam i wróciłam do kuchni. Odwróciłam się. Przy kuchence stał nieznajomy mi chłopak. 
-Wymień lepiej zamki i nie chowaj klucza w donicy-usłyszałam niski głos. Odwrócił się i posłał mi rozbawiony uśmiech. 
-Wyjdź stąd-syknęłam. Brunet roześmiał się głośno.
-Groźna. Lubię takie-zagryzł wargę i podszedł bliżej.-On ci nie da tego co ja ci mogę dać, kochanie-spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Wynoś się stąd!-wrzasnęłam. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-Mam powtórzyć?-wywrócił oczami i odwrócił się na pięcie.
-Uważaj na niego. Nie jest bezpieczny-serce zaczęło walić w mojej piersi.
-Czekaj!-zwrócił się w moją stronę.-O kim ty mówisz?
-Oj już ty dobrze wiesz,Hope-poklepał mnie po ramieniu i wyszedł. Nie możliwe. Zamknęłam drzwi na klucz by zaraz osunąć się po nich na zimną posadzkę. Podkurczyłam kolana pod brodę, a po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Mam dość, pomyślałam chowając głowę między kolana. Wstałam i wróciłam chwiejąc się na nogach. Podparłam się blatu by nie upaść. Nagle rozległo się pukanie. W drzwiach stała Emily. Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów.
-Co się tak gapisz?-zapytałam rozdrażniona jej wzrokiem.
-Zostawiłaś u mnie ostatnim razem ładowarkę-wręczyła mi przedmiot z lekkim uśmiechem.-Dlaczego płakałaś?-przyglądała mi się uważnie. Nie wątpliwie Em była jedną z moich najbliższych koleżanek, ale nie mówiłam jej o moich problemach. Prawdopodobnie nie wiedziała o mnie nic. 
-Dziękuje za ładowarkę-uśmiechnęłam się blado. Już zamierzałam zamknąć drzwi gdy za plecami Emily pojawiły się znajome oczy. Patrzałam na niego wystraszona.
-Hope,co się sta...-położył rękę na jej ramieniu. Blondynka odwróciła się i zastygła w bezruchu. Chłopak uśmiechnął się do niej ukazując śnieżne zęby. 
-Miło było cię widzieć, Emily-odezwał się zachrypniętym głosem.
-Harry-szepnęła wpatrując się w niego jak w obrazek. Wywróciłam oczami chcąc jak najszybciej znaleźć się w pokoju. Zimny wiatr owiewał moje bose stopy. 
-Pa Em-westchnęłam i zamknęłam drzwi. Ruszyłam do pokoju chcąc ubrać na siebie coś cieplejszego. Po wybraniu ciuchów weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic myjąc włosy truskawkowym szamponem. Przebrana stanęłam przed lustrem. Spojrzałam na swój nadgarstek, na którym wciąż spoczywał opatrunek.Odwinęłam bandaż, a moim oczom ukazała się kompletnie zakrwawiona gaza. Syknęłam ściągając ją powoli. Przemyłam ranę wodą utlenioną i zakleiłam dużym plastrem. Wróciłam do kuchni. Podskoczyłam lekko gdy zobaczyłam chłopaka siedzącego na blacie.
-Twoja przyjaciółka jest na prawdę urocza-wstawiłam wodę na herbatę.
-Już się z nią umówiłeś na dziki seks?-jego śmiech rozniósł się echem po mieszkaniu.
-Nie wygląda tak dobrze nago jak w ubraniu-przeczesał dłonią włosy.-Podobała ci się wczorajsza przejażdżka?-zapytał z głupkowatym uśmieszkiem. 
-Pomijając fakt,że zasnęłam wtula w zabójce? Mogłaby się nie odbyć-próbowałam sprawić wrażenie odważnej, ale ręce trzęsły się ze strachu. Stałam oko w oko z niebezpieczeństwem. 
-Nie bój się. Nic ci nie zrobię, Hope-zeskoczył z blatu. Zaczął iść w moją stronę. Odruchowo cofnęłam się w tył.
-Zabiłeś mojego brata-wyszeptałam bliska płaczu.-Skatowałeś go-podszedł jeszcze bliżej.
-Chciał ci zrobić krzywdę. Nie mogłem do tego dopuścić-po mojej twarzy spływały łzy.
-To był mój brat, Harry! Brat!-wykrzyczałam dławiąc się powietrzem. Chłopak patrzał na mnie zdenerwowany.
-Chciał cię uderzyć. Co to za brat,który bije rodzoną siostrę?-mówił spokojnie. Upadłam na ziemie przygnieciona wspomnieniami. Wszystko zaczęło powracać. Schowałam twarz w dłonie głośno płacząc. Harry klęknął naprzeciw mnie i złapał na nadgarstki. 
-Nie dotykaj mnie!-wyrwałam ręce i odsunęłam się.-Nie zbliżaj się do mnie-nie odpuścił. Przysunął się do mnie na kolanach.
-Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię-patrzał na mnie. Po moich policzkach wciąż spływały słone łzy. Otarłam je i spojrzałam na jego oczy.-Nic ci nie zrobię-wyszeptał. Co się stało z tym gwałtownym Harrym, którego widziałam kilka godzin temu na ulicy? Przyglądałam się jego twarzy. Zauważyłam niewielką ranę nad jego łukiem brwiowym.
-Co ci się stało?-zapytałam powstrzymując drżenie głosu.
-Małe porachunki z dawnym kumplem-uśmiechnął się,a jego twarz otuliły dołeczki. Wpatrywał się we mnie z ciekawością.
-Co się tak gapisz?-zaśmiał się cicho. Podniósł się z kolan i wyciągnął do mnie rękę. Nie do końca wiedziałam o co mu chodzi,ale chwyciłam ją. Pociągnął mnie w górę. Zachwiałam  się na nogach i wpadałam prosto w jego ramiona. 
-Nie sądziłem, że tak szybko się do mnie przykleisz. Myślałem, że będę musiał z tobą trochę walczyć-odepchnęłam go i podciągnęłam rękawy koszuli. Chłopak spojrzał na mój oklejony nadgarstek. Posłał mi pytające spojrzenie.
-Nie powinno cię to interesować-zaczęłam bawić się nerwowo palcami. Znów się zbliżył. Poczułam jak lekko łapie moją rękę i unosi ją do góry. Odkleił plaster i spojrzał na mnie ze złością w oczach.
-Rick to głupi kot, ale lubię się z nim droczyć-starałam się obronić.
-I udrapał cię właśnie w tym miejscu?-wyrwałam rękę i wyminęłam go. Czułam jego wzrok na plecach.
-Lepiej będzie jak już pójdziesz-wyszeptałam opierając się o zlew. 
-To ci nie pomoże, Hope. To tylko komplikuje-westchnęłam głośno próbując opanować emocje. Nie mogę znów płakać. 
-Co ty możesz o tym wiedzieć?-odwróciłam się gwałtownie.-Przecież twoje życie jest idealne! Masz przyjaciół! Masz rodzinę! Nie wiesz co ja czuję! Nie wiesz jak się czuję! Nie znasz mnie! Nie wiesz co we mnie siedzi! Nic o mnie nie wiesz, Harry!-łzy znów swobodnie wypływały z moich oczu.-Wracaj do swojego wspaniałego życia! Nie powinnam cię obchodzić! Jestem nikim! Słyszysz?! Nikim!-dławiłam się łzami. Spojrzałam na niego.Stał w tym samym miejscu i wpatrywał się w mnie. Nagle zerwał się i podszedł do mnie umieszczając w swoich ramionach. Zszokowana spojrzałam w górę i napotkałam jego oczy. Pełne bólu. Bólu?! 
-Co ty wyprawiasz?-odepchnęłam go od siebie.
-Nie mogę patrzeć jak płaczesz-wyszeptał.-Twoje łzy są zbyt cenne-spuścił głowę i wyszedł. Stałam osłupiała gapiąc się w miejsce,w którym jeszcze przed chwilą stał. Potrząsnęłam głową. Ruszyłam pędem do drzwi. Siedział na motorze. Jakby wiedział, że przybiegnę.
-Wsiadasz?-poklepał miejsce za sobą. Podobnie jak poprzedniego wieczoru. Biłam się z myślami. Nie wiedziałam co robić. Wyszłam przed dom. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w jego stronę. Uśmiechnął się triumfalnie. 
-Wiedziałem, że przyjdziesz-przesunął się do przodu i odpalił silnik. Usiadłam na swoim miejscu i oplotłam go w talii rękoma. Poczułam ciepło bijące od jego ciała. Przytuliłam ciało do jego pleców i patrzałam mu przez ramię. Gdy ruszył ryk silnika rozniósł się pomiędzy domami. 

                                                           ***

Gdy poczułem jej brodę na ramieniu uśmiech momentalnie wkradł się na moją twarz. Przyspieszyłem, a ona zacieśniła uścisk na moim brzuchu. Zaśmiałem się. Odwróciłem głowę w prawo i spojrzałem na nią kątem oka. Miała zaciśnięte oczy. 
-Otwórz oczy-poleciłem jej. Posłuchała. Wróciłem wzrokiem na jezdnie. Zjechałem na pole i zatrzymałem się. Hope rozluźniła uścisk i odsunęła się.
-Nigdy więcej nie wsiądę z tobą na motor-szybko zsiadła z maszyny i stanęła obok. Słońce chowało się za chmury co sprawiło,że momentalnie zrobiło się chłodno. Wyciągnąłem kluczyk ze stacyjki i zszedłem z motoru. Dziewczyna rozglądała się wokół. 
-Dlaczego mnie tu przywiozłeś?-była odwrócona do mnie plecami.
-Chciałem cię wyciągnąć z domu-wzruszyłem ramionami. Na jej polikach wciąż widniały ślady łez. Podszedłem do niej. 
-Podoba ci się tu?-pokiwała lekko głową wciąż patrząc przed siebie. Nagle ruszyła do przodu. 
-Tam jest ławka-wskazała palcem na małe palenisko. Szedłem za nią obserwując dokładnie każdy jej ruch. Szła z gracją, a jej długie czarne włosy co jakiś czas były rozwiewane przez podmuchy wrześniowego wiatru. Gdy dotarliśmy na miejsce usiadła na ławeczce i wpatrywała się w przestrzeń przed sobą. Usiadłem koło niej z rękoma schowanymi w kieszeniach. Panowała cisza gdy w końcu się odezwałem.
-Masz rację. Nie znam cię, Hope. Ale chętnie poznam-spojrzałem na nią. Wciąż patrzała przed siebie. Odsunęła się lekko. Bała się. Bała się, że coś jej zrobię. Nie zamierzałem jej skrzywdzić.
-Co ty ode mnie chcesz?-zapytała drżącym głosem.-Dlaczego wróciłeś?-zauważyłem w jej oczach łzy.
-Zżerało mnie poczucie winy-wypaliłem. Tak na prawdę sam nie wiedziałem.
-Nie kłam,Harry-odrzuciła chłodno.-Dlaczego nie odjedziesz na swoim motorze w stronę zachodzącego słońca?Dlaczego nie znikniesz?-głos jej się łamał.
-Nie mogę-spojrzała na mnie. Z jej brązowych oczu zaczęły płynąć łzy.
-Nie mogę na ciebie patrzeć. Brzydzę się tobą,a ty mi mówisz, że nie możesz? Przecież ty możesz wszystko. Możesz mieć wszystko i wszystkich. Każdy ci ulegnie-słowa wypływały z jej ust jak woda.
-Prócz ciebie-wychrypiałem półgłosem.-Ty jesteś inna. Ty nie ulegasz. To mnie w tobie fascynuje. Jesteś wyzwaniem. A ja je przyjąłem.
-Przestań pierdolić, Hazz.-Jej głos zabrzmiał jak warknięcie.-Oboje wiemy,że zależy ci tylko na jednym. Wyruchać i zostawić. I nie mów mi, że jest inaczej.-Nie wiedziałem co powiedzieć.
-Ktoś zlecił mi żeby cię porwać. Siedzę tu z tobą tylko po to żeby cię do siebie przekonać,a potem wywiozę cię na drugi koniec świata. Zgwałcę, zostawię gdzieś w lesie i umrzesz-mówiłem zachowując powagę. Roześmiała się, a jej oczy zalśniły.
-Zabawny jesteś-wyczułem ten sarkazm. Ująłem jej twarz w dłonie. Patrzałem jej prosto w oczy.
-Boisz się mnie?-wyszeptałem. Nigdy nie sądziłem, że mój głos może być tak ściszony. Uciekła wzrokiem. Taka odpowiedź mi wystarczy. Zacisnąłem dłonie na jej policzkach.
-To boli-wyszeptała. W jej oczach znów pojawiły się niewielkie łzy. Od razu puściłem jej twarz i odwróciłem wzrok.
-Co mam zrobić żebyś się nie bała?-szepnąłem pod nosem. Sądzę, że to usłyszała gdyż westchnęła ciężko.
-Jak mam się ciebie nie bać,Harry?-zapytała smutno.-Zabiłeś mojego brata. Na moich oczach, pobiłeś go na śmierć. Jesteś zabójcą-mówiła poważnie.
-Widzę, że ty ciągle widzisz tylko jedno. Widzisz mnie w najgorszym stanie. Ale teraz siedzę tu. Jestem spokojny. Nie roznosi mnie złość. Zabiłem go. To prawda. Ale ty nie wiesz jak to jest. Nie wiesz jak to jest stracić kontrolę nad sobą. Nie masz bladego pojęcia.-Patrzałem przed siebie. Wolałem nie wiedzieć jej spojrzenia.
-Dlaczego mnie wtedy obroniłeś? Co tobą kierowało?-zapytała cicho. Wziąłem głęboki oddech. 
-Nie lubię otwierać się przed ludźmi-odpowiedziałem i wstałem z miejsca. 
-Jeżeli mi nie powiesz pójdę sobie-roześmiałem się.
-Szantażujesz mnie, maleńka?-uśmiechnąłem się chytrze. Kiwnęła stanowczo głową. 
-W takim razie idź,bo ja nic ci nie powiem-wzruszyłem ramionami. Patrzała na mnie jeszcze przez chwilę i ruszyła przed siebie. Patrzałem jak odchodzi. Odwróciłem się tyłem kopiąc kamień leżący opodal. Przeczesałem włosy palcami gdy poczułem jak coś nieśmiało przytula się do moich pleców. Nie spodziewałem się tego. Stanęła na przeciwko mnie. Zadarła głowę w górę by spojrzeć na mnie.
-Boję się-szepnęła. Spojrzałem na jej smutne oczy. 
-Boisz się mnie?-pokręciła spokojnie głową.-To czego się boisz, Hope?-oplotła rękoma moją talię i położyła głowę na klatce.
-Boję się,że one kiedyś wezmą górę. Że kiedyś nie dam rady wstać.Boję się, że się zabiję-wyszeptała cicho łkając. Otuliłem ją swoimi ramionami. 
-Nie możesz tak mówić. Musisz żyć. Nie możesz się poddać-szeptałem jej we włosy.
-Już to zrobiłam-głośny szloch wyrwał się z jej pięknych ust. Usiadłem z powrotem na ławce,a Hope usiadła na moich kolanach.
-Kompletnie się poddałam-wtuliła twarz w moją szyję.-Siedzę na kolach faceta, który zabił mi brata-zaśmiała się cicho. Gdy spojrzałem na jej twarz miała załzawione oczy, spierzchnięte usta i czerwone policzki. Wyglądała tak niewinnie gdy siedziała wtulona w mój tors. Złapałem jej brodę w dwa palce i uniosłem w górę. Patrzała mi w oczy.
-Nikt cię już nie skrzywdzi, Kitty-ucałowałem jej policzek. Zaraz po tym na jej twarzy pojawił się rumieniec.
-Nie ufam ci, Harry-wyszeptała spuszczając głowę.
-Wiem. Nie dziwię ci się-przytuliłem ją mocniej.
-Nie chcę cię-zaczęła bawić się zamkiem mojej kurtki.
-Wiem.
-Jesteś dla mnie nikim-spojrzała w moje oczy. W jej brązowych tęczówkach był ból. Pokiwałem głową.
-Ale nie puszczaj mnie-zamknęła oczy. Przełożyłem rękę pod jej nogami i złączyłem dłonie.
-Nie zamierzam-ucałowałem ją w czoło.-Nawet nie wiesz jak mi jest przykro-podniosła głowę i spojrzała na mnie pytająco. Westchnąłem spuszczając głowę.
-Nie chciałem go zabić-wyszeptałem, a przed oczami stanął mi obraz zmasakrowanej twarzy chłopaka. Poczułem jej drobną zimną dłoń na swoim policzku. Odwróciłem twarz w jej stronę. Po jej twarzy znów spływały małe perełki. 
-Nie potrafiłem przestać. Moje drugie oblicze zawładnęło moim ciałem. Nie wiedziałem co robię. Chciałem cię tylko obronić-poczułem palące ciepło na policzku.
-Harry...-po moich plecach przeszedł dreszcz gdy jej usta wypowiadały moje imię. Co ta dziewczyna ze mną robi?
-Nie płacz-wytarła słoną łzę toczącą się w dół po mojej twarzy. Usta Hope złożyły lekki pocałunek na moim policzku. Spojrzałem na nią. Uśmiechnęła się do mnie. Jej oczy rozświetliły się. Mrok powoli wkraczał na niebo zapowiadając deszcz. Drzewa wokół nas zostały przykryte ciemną płachtą. Wstałem wciąż trzymając ją na rękach. Patrzała na mnie z zaciekawieniem. Posłałem jej lekki uśmiech i ruszyłem w stronę motoru.
-Umiem chodzić-zaśmiała się. Postawiłem ją na ziemi. Była taka niska. Taka drobna. Rękawy za dużej koszuli zwisały z jej rąk. Patrzała na mnie swoimi niewinnymi oczkami, a mnie miękło serce. To serce, które jeszcze niedawno było nie do wzruszenia. Nagle jej ciało przeszedł dreszcz. Złapał się za ramiona i szła przed siebie. Pospiesznie ściągnąłem kurtkę i założyłem na jej ramiona.
-Będzie ci zimno-ściągnęła ją z siebie.-Załóż ją.
-Nie jest mi zimno-zaprzeczyłem. Po moim ciele przeszedł dreszcz pozostawiając na mojej skórze gęsią skórkę. Czarnowłosa wywróciła oczami i włożyła ręce w rękawy. 
-Dziękuję-uśmiechnęła się lekko. Doszliśmy do miejsca, w którym zostawiłem mój motor.
-Tym razem usiądziesz z przodu,bo znów zaśniesz-zaśmiała się. Wsiadłem na motor i przesunąłem się w tył. Usiadła przede mną z nogami po jednej stronie.
-Jeżeli chcesz możesz się do mnie przytulić-uśmiechnąłem się zachęcająco.-Będzie ci cieplej.-Spojrzała na mnie rozbawiona.
-Co ty kombinujesz, kolego?-uniosła jedną brew. Zaśmiałem się głośno i odpaliłem silnik. Gdy tylko ruszyliśmy, Hope wtuliła się w moją klatkę i patrzała na mnie.
-Nie patrz się tak,bo mnie stresujesz-spojrzałem na nią przelotnie.
-Masz ładne rzęsy-zachichotałem.
-Dziękuję...chyba-jej śmiech odbił się od mojej klatki.-Nie jest ci zimno?-wtuliła twarz w moją klatkę i pokręciła głową. Uśmiechnąłem się pod nosem i skupiłem całą swoją uwagę na drodze. Po godzinie drogi spojrzałem na nią. Jej rzęsy spoczywały na górze policzków, a klatka miarowo unosiła się i opadała. Tak jak przypuszczałem. Zasnęła. Ucałowałem jej czoło gdy stanąłem na światłach.
-Jesteś już moja-wyszeptałam patrząc na jej spokojną twarz.

Stanąłem pod domem. Wyłączyłem silnik i wziąłem Hope na ręce przy okazji wyciągając kluczyk ze stacyjki. Ruszyłam do wejść. Z trudem otworzyłem drzwi gdyż dziewczyna zaczęła wiercić się i przekręcać. Gdy już udało mi się dostać do środka cicho zamknąłem drzwi.
-Coś późno pan dziś wrócił, panie Styles-Megan posłała mi ciepły uśmiech.
-Wiem-odrzuciłem cicho.-Może pani już iść do domu. Poradzę sobie-gosposia zmierzała ku wyjściu gdy odwróciła się w moją stroną.
-Niech pan na nią uważa. Ma zraniony nadgarstek-spojrzała na mnie. Jej wzrok wydawał się oskarżać mnie o jej ranę. Warknąłem na nią i poszedłem na górę. Wszedłem powoli do sypialni i ułożyłem jej niewielkie ciało na łóżku. Ściągnąłem jej buty i spodnie i przykryłem kołdrą. Sam ściągnąłem buty,spodnie i bluzkę i zamykając drzwi ułożyłem się koło niej. Przez chwilę leżała nieruchomo gdy nagle przytuliła się do mojego torsu mrucząc jak kotka.
-Jesteś cieplejszy niż poduszka-oplotłem ją swoim ramieniem.-Dobranoc, Styles-wychrypiała zaspana.
-Dobranoc, Kitty-ucałowałem czubek jej głowy i zamknąłem oczy.


Dżizas jest 2 w nocy,a ja dodaję rozdział XD Mam nadzieję, że się spodoba <3 Hope you like it ♥

/ Caro  xx

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 1 "Why he had to appear again?"

Ciemność owładnęła Manchester już kilka godzin temu. Szłam szybko ściskając ramiączko torebki przewieszonej przez moje ramie. Wokoło nie było żadnej żywej duszy co bardzo mnie zaniepokoiło. Do głowy zaczęły przychodzić mi czarne myśli. Gdy obejrzałam się w prawo pod lampą po drugiej stronie ulicy stała grupka chłopaków popijająca coś z butelki.
-Hej mała!-wykrzyknął wysoki blondyn i zaczął iść w moją stronę. Patrzałam na niego przestraszona. Moja klatka piersiowa podnosiła się i opadała szybciej. Cofnęłam się o krok gdy napotkałam murek. Węższego chodnika nie mogli zrobić, pomyślałam zdenerwowana. Za chłopakiem podążali jego koledzy.Chwyciłam się kurczowo murka patrząc w dół.
-Jeżeli chcesz się zabić to skacz, śmiało-zaśmiał się ironicznie. Był coraz bliżej, a ja uporczywie chciałam cofnąć się do tyłu.
-Skarbie-dotknął dłonią mojego policzka. Strzepnęłam ją szybko patrząc na niego przerażonym wzrokiem.-Nie bój się. Nic ci nie zrobimy-położył rękę na moim biodrze podchodząc jeszcze bliżej. Patrzał na mnie z zawadiackim uśmieszkiem. Odepchnęłam go od siebie z całej siły. Gdy odsunął się ledwo na krok zamachnęłam się i moja ściśnięta dłoń zderzyła się z jego policzkiem, ale to go nie ruszyło. Rozmasował miejsce uderzenia i zacisnął szczęki wciąż się uśmiechając.
-Tak nie będziemy się bawić-chwycił mocno za mój nadgarstek i przyciągnął do siebie. Nagle rozległ się ryk motoru. Blondyn nie zwrócił uwagi gdy zatrzymał się przy jego kolegach. Kierowca ściągnął kask i potrząsną głową by ułożyć jakoś niesforne loki.
-Kolego. Tak nie wolno. Ona nic ci nie zrobiła-podniósł się ze swojego motocykla. Spojrzał na jego dłoń zaciśniętą na moim nadgarstku.
-Sprawiasz jej tym ból-spojrzał na moją twarz. Oczy piekły mnie od łez, ale nie mogłam pozwolić im polecieć. Chłopak o blond czuprynie puścił moją rękę i stanął na przeciw loczka.
-Ktoś cię tu prosił o zdanie?-wycedził przez zęby. Chłopak roześmiał się gorzko.
-Nikt nie musiał mnie prosić, kolego-uniósł kąciku ust ku górze, a dołeczki otuliły jego policzki.
-Wypieprzaj chłoptasiu-warknął. Dopiero teraz spostrzegłam się,że blondyn jest nico niższy od swojego przeciwnika.
-Nie będziesz mówił mi co mam robić-syknął, a oczy Lokersa przysłoniła czarna płachta złości. Złapał niższego chłopaka za koszulkę i uniósł do góry. Patrzał na niego ze wściekłością. Rzucił nim o ziemie i pochylił się. Jego duża pięść spoczęła na policzku blondyna.
-To za nieszanowanie kobiety-po chwili uderzył go ponownie ze zwiększoną siłą.-To za pyskowanie-i kolejny cios wylądował na twarzy chłopka.-Nigdy nie mówi innym co mają robić-po tych słowach zaczął okładać go pięściami. Koledzy bitego chłopaka już dawno uciekli. Strach sparaliżował moje ciało. Nie mogłam się ruszyć. Chciałam go powstrzymać,ale nie wiedziałam jak. Myślałam co może stać się gdy go nie powstrzymam. W końcu zebrała się na odwagę i podeszłam do bruneta siedzącego na niższym chłopaku.
-Zostaw go!-krzyknęłam.-Proszę! Zostaw go!-starałam się odciągnąć loczka od niego. Ciągnęłam go za ramiona do tyłu. Chłopak wstał i patrzał na jego twarz. Dyszał niespokojnie. Stanęłam przed nim w wtedy to zobaczyłam. Te oczy. Pełne furii. Wściekła zieleń doskonale współgrała z jego stanem. Położyłam dłonie na jego torsie.
-Uspokój się-wiedziałam, że ciągle spogląda na niego ponad moim ramieniem.-Spokojnie-głaskałam go po klatce. Loczek spojrzał w moje oczy. Dosłownie przewiercał mi głowę.
-Wszystko jest dobrze-kiwnął głową i wziął głęboki oddech.
-Zmywajmy się stąd-rzucił oschle. Przełożył nogę na drugą stronę motoru. Patrzałam na tę diabelską maszynę pełna obaw. Chłopak zaśmiał się gardłowo. Potrząsnęłam głową chcąc odtrącić złe wspomnienia.
-Muszę?-zapytałam drżącym głosem. Chłopak pokiwał głową z uśmiechem i poklepał miejsce za sobą. Podeszłam niepewnie do motoru. W oczach Lokersa wciąż była furia, ale kolor jego oczu pogłębił się nadając mu uroku. Przerzuciłam nogę na drugą stronę i usiadłam na swoim miejscu. Umiejscowiłam stopy na specjalnych podstawkach i nieśmiało oplotłam ramiona wokół jego talii. Chłopak odpalił silnik. Gdy maszyna ruszyła zacieśniłam uścisk wywołując głośny śmiech u mojego towarzysza. Przytuliłam policzek do jego pleców. Zamknęłam oczy by odgonić wizje z przeszłości. Nie spostrzegłam się kiedy zasnęłam wtulona w plecy chłopaka.

Poczułam jak ktoś lekko chwyta mnie za nogę. Otworzyłam oczy, ale zaraz je zamknęłam, gdyż napotkałam zdenerwowane oczy. Roześmiał się co spowodowało wibracje w jego klatce piersiowej, do której byłam przytulona.
-Nie sądziłem, że zaśniesz.Tak to posadziłbym cię z przodu-uśmiechnął się lekko. Postawił mnie lekko na ziemi.
-Kto by pomyślał,że twoje oczy tak szybko z pełnych furii mogą zmienić się w łagodne-podrapałam się po głowię. Spojrzałam na drzwi przed sobą. Skąd wiedział gdzie mieszkam?! Spoglądałam na niego zdenerwowana.
-Wiem takie rzeczy-uśmiechnął się chytrze i ruszył przed siebie.
-Dziękuję!-ponownie roześmiał się gdy krzyknęłam lekko zmieszana. Wystawił kciuk w górę i wsiadł na motor. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do środka. Kaszlnęłam głośno, a po mieszkaniu rozległo się echo. Łzy napłynęły mi do oczu. Poszłam do pokoju rzucając torbę na łóżko. Zasłoniłam okno i zaczęłam szukać rozciągniętej koszulki, która służyła mi za piżamę. Gdy w końcu ją znalazłam udałam się do łazienki w celu wzięcia długiej kąpieli. Napuściłam wody do wanny, zaczęłam ściągać z siebie ubrania. Weszłam do ciepłej wody. Potarłam mokrymi dłoniami twarz. Łzy spływały po niej swobodnie. Jak zwykle wieczorami. Ale tego wieczoru wszystkie emocje wzięły górę. Spojrzałam w bok.Na niewielkiej półeczce obok wanny leżałam moja mała przyjaciółka. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam obracać w palcach.
-No i co ty ze mną robisz?-powiedziałam do siebie patrząc na połyskujący metal w moich palcach. Podniosłam rękę do góry uwydatniając nadgarstek. Na lewym przedramieniu widniało pełno jasnych blizn. Przyłożyłam żyletkę do nadgarstka i lekko przejechałam ostrzem po skórze. Krew zaczęła zbierać się w niewielkie punkciki w ranie po czym zalała całą jej powierzchnię i spływała powoli w dół by po chwili zmieszać się z wodą. Wpatrywałam się w strużkę czerwonej cieczy z głową pełną wspomnień. Przed moimi oczami znów ukazał się obraz jego oczu. Pełnych wściekłości. Nie panował nad sobą. Tak samo jak tego dnia gdy skatował mojego brata. Z jednej strony byłam mu wdzięczna. Michael chciał zrobić mi krzywdę, a on tylko mnie przed nim obronił. Ale gdy stracił nad sobą panowanie. Gdy zaczął okładać go pięściami we wszystkie możliwe miejsca nie potrafiłam ustać na nogach. Patrzałam jak po twarzy Michaela spływa krew. Chłopak upadł na ziemie. Nie ruszał się. Lokers usiadł na nim i znów jego pięści lądowały na twarzy mojego starszego brata jedna po drugiej. Wtedy podniosłam się i odciągnęłam za ręce do tyłu. Patrzał na jego zmasakrowaną twarz. Nie mogłam na to patrzeć. Nie mogłam patrzeć na to jak mój brat umiera. Zasłoniłam ten nieprzyjemny widok ciałem chłopaka i wtuliłam się w jego plecy. Chłopak o zmierzwionych lokach wyrwał ręce z mojego chwytu i ruszył przed siebie siadając na motor. Spojrzał na mnie z złością i odjechał. Zostawił mnie samą, ale czego można było się spodziewać. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Zanurzyłam rękę w wodzi by ukoić ból. Patrzałam jak szkarłat miesza się z wodą i blednie. Siedziałam w wannie jeszcze pół godziny. Wyszłam z niej owijając się ręcznikiem. Stałam przed lustrem patrzą na swoje odbicie. Brzydziłam się go. Odwróciłam wzrok na nadgarstek, na którym krew powoli zasychała. Przebrałam się w piżamę i powędrowałam o kuchni. Nalałam sobie szklankę wody,upewniłam się czy drzwi są zamknięte i ruszyłam do sypialni. Gdy przechodziłam przez framugę zahaczyłam ręką o metalowy jej fragment co spowodowało, że zaschnięta krew na moim przegubie ręki zdarła się. Szkarłatny płyn zaczął sączyć się z mojego nadgarstka.
-Cholera-syknęłam łapiąc za krwawiące miejsce i pobiegłam szybko do kuchni. Wyciągnęłam z apteczki gazę i bandaż i zrobiłam sobie opatrunek. Westchnęłam widząc ścieżkę czerwonych kropek sięgającą do mojego pokoju. Weszłam do łazienki chwyciłam za mopa i zaczęłam wycierać plamki. Wrzuciłam go z powrotem do łazienki i poszłam do pokoju uważając na wszystkie wystające elementy. Usiadłam na łóżku chowając twarz w dłonie. Dlaczego on znów musiał się pojawić?


Mam nadzieję,że rozdział się podobał :) Nie mam jeszcze wprawy w opisywanie bójek,ale jest dobrze.Chyba ._. No nie ważne ;) Jutro chyba pojawi się drugi rozdział <3 

/Caro xx