-Tylko niech pan nie pozwala jej przemęczać się. Nie chcemy chyba żeby znów tu leżała, prawda?-uśmiechnął się wręczając mi wypis.
-Tak panie doktorze. Będę na nią uważać-wyciągnąłem do niego rękę.-Dziękuję za wspaniałą opiekę na nią-uścisnął moją dłoń.
-To należy do naszych obowiązków.
Uśmiechnąłem się lekko i wszedłem do sali, w której Hope leżała.
-Gotowa?-pocałowałem ją w czoło.
-Harry, dobrze się czujesz?-uśmiechnęła się łapiąc mnie za rękę i pociągnęła bym usiadł.
-Tak. Wszystko ze mną w porządku. Dlaczego pytasz?-położyła dłoń na moim policzku.
-Jesteś dziś taki opiekuńczy i kochany-patrzała mi w oczy.
-To źle?-założyłem kosmyk jej włosów za ucho.
-Zostań taki na zawsze-szepnęła i przytuliła się do mnie.
-Chciałbym kochanie, ale oboje wiem, że tak od razu się nie da-szeptałem jej do ucha.
Podczas tych trzech dni siedzenia w szpitalu Hope stała mi się jeszcze bliższa. Nie do tego stopnia bym mógł nazwać ją dziewczyną, ale gdy ją widzę to uśmiech sam się pojawia. Sprawia, że chcę być lepszym człowiekiem. Jest moją małą zmianą. Chcę się dla niej zmieniać. Chcę by mogła się pochwalić koleżanką, że ma kogoś przy kim może czuć się bezpieczna.
-Ładnie pachniesz-odsunęła się ode mnie wciąż trzymając dłonie na moim karku.
-Dziękuję, księżniczko-zbliżyłem się do niej i złożyłem na ustach czuły pocałunek. Wplotła palce w moje włosy pogłębiając pocałunek.
-Hola hola. Nie tak szybko maleńka. Poczekaj chociaż aż wrócimy do domu-pocałowałem ją w policzek. Wydęła dolną wargę. Przygryzłem ją. Dziewczyna roześmiała się.
-Jesteś słodka-pocałowałem ją jeszcze raz w usta i wstałem.
-Chodź piękna. Jedziemy do domu-wyciągnąłem do niej rękę. Chwyciła ją i wstała.-Dziś zjemy obiad na mieście, dobrze?-zapytałem obejmując ją ramieniem. Przytuliła się do mojego boku.
-Gdzie jest Geo?-spojrzała na mnie.
-U Toma-mrugnąłem do niej.-Jest w dobrych rękach, kochanie-otworzyłem jej drzwi od auta.
-Gdy mówisz do mnie tak pieszczotliwie zaczynam wierzyć, że jesteś najlepszym co mnie do teraz spotkało-pocałowała mnie w policzek.
-Po prostu to wydaje mi się na porządku dziennym. Mówić tak do swojej sympatii-pogłaskałem ją po policzku.-Jesteś śliczna-pocałowałem ją namiętnie. Położyłem dłoń na jej udzie i jechałem w górę. Tak strasznie jej pragnąłem.
Gdy wracałem do domu na noc wiedząc, że ona leży w szpitalu nie zmrużyłem oka.
Moja ręka powoli zbliżała się do zwięczenia jej ud, ale ona je zacisnęła łapiąc za mój nadgarstek i przenosząc moją rękę na swoją pierś. Zamruczałem zadowolony tą śmiałością. Pieściłem jej pierś wiedząc, że w każdej chwili ktoś może nas przyuważyć. Jebać ich. Teraz najważniejsza jest tylko moja Hope. Wciąż ją całując wsadziłem dłoń pod jej bluzkę. Westchnęła gdy złapałem w palce sutek. Wykręcałem go delikatnie, naciskałem. Poczułem jak jej ręka wędruje ku mojego sznurka od dresów. Położyła ją na moim kroczu i zacisnęła dłoń.
-O cholera-jeknąłem z ustami przy jej szyi. Chciałem ją całą scałować. Poczuć jej miękką skórę na wargach.
Poczułem jak sznurek się rozluźnia i zaśmiałem się cicho czując jak wkłada rękę w moje spodnie. Nie powstrzymywałem jej. Podobało mi się, że jest taka bezwstydna.
****
Głaskałam jego kolegę delikatnie palcami. Odkrywałam każdy skrawek tego interesującego narzędzia. Natrafiłam na główkę. Pocierałam ją kciukiem, a Hazz sapał prosto w moje usta.
-Dojdziesz dla mnie w ten sposób?-szepnęłam mu do ucha gdy całował moją szyję. W odpowiedzi usłyszałam przeciągły jęk z jego ust.
-Grzeczny chłopczyk-przygryzłam płatek jego ucha łapiąc go w rękę. Dobrze, że założył dziś dresy, pomyślałam. Poruszałam ręką wzdłuż członka. Styles sapał patrząc mi w oczy. Odrzucił głowę do tyłu i warknął zaciskając powieki.
-Jeszcze chwila skarbie-dotknęłam jego policzka.
-Hope-sapnął chowając twarz w zagłebienie mojej szyi.-O kurwa-warknął gryząc mnie w szyję. Poczułam jak ciepły płyn rozlewa się po mojej dłoni.
-To było...Dziękuję, Hope-wyszeptał wciąż przytulając się do mnie. Ujażmiłam właśnie największego ogiera w Manchesterze.
-Cała przyjemność po mojej stronie-głaskałam go po plecach.-Polecam się na przyszłość-zaśmiałam się.
-Skorzystam-próbował wyrównać oddech.-Na pewno-pocałował mnie w szyję. Wyjęłam rękę i oblizałam palce. Patrzał na mnie uważnie z uśmiechem.
-Ja już nie jestem głodna. Nie wiem jak ty-cmoknęłam wycierając dłoń w spodnie. Pokręcił głową.
-A ja jestem jeszcze bardziej głodny-uśmiechnął się szarmancko.-Ale mam ochotę na coś innego-jego spojrzenie mówiło samo za siebie.
-Zajedziemy tylko do Starbucksa. Potrzebuje napić się czegoś zimnego-rozsiadłam się wygodnie na fotelu. Hazz był tak skupiony na drodze, że nie widział, że na niego patrzę. Zagryzał policzek mrużąc oczy.
-Co zobaczyłeś?-podążyłam za jego wzrokiem.
-Zayn-wskazał na chodnik.
-Emily-szepnęłam zakrywając usta dłonią.
Malik szarpał Em z dużą siłą. Hazz zatrzymał się przed pasami i przyglądał im się. Emily płakała próbując się uwolnić. Odpięłam pośpiesznie pas i wyskoczyłam z auta.
-Hope!-usłyszałam krzyk Harrego. Podbiegł do mnie i złapał za rękę.-Oszalałaś?-syknął zatrzymując mnie.
-To jest moja przyjaciółka-szeptałam bliska płaczu.-On jej robi krzywdę-spojrzałam na nich i łzy spłynęły po mojej twarzy.-Zrób coś!-krzyknęła przestraszona.-Proszę-wyszeptałam patrząc na niego.
-Idź do auta-szepnął odwracając się w ich stronę.-No idź-warknął. Ruszyłam w stronę samochodu, ale zatrzymałam się w połowie drogi i patrzała na to zdarzenie.
Harry podszedł do Malika i szarpnął go do tyłu za ramię. Gdy Mulat się odwrócił pięść Hazzy zderzyła się z jego twarzą. Emily pobiegła do mnie. Przytuliła się mocno wciąż płacząc.
-Spokojnie-głaskałam ją po plecach.-Już nic ci nie zrobi-próbowałam ją uspokoić. Patrzałam jak Zayn przyjmuje kolejne ciosy. Ledwo stał na nogach.
-Wsiądź do auta, Emily-odsunęłam ją od siebie i podbiegłam do Harrego.
-Przestań już-stanęłam przed nim i popchnęłam w tył. Sapał ciężko wycierając krew płynącą z nosa. Odwróciłam się w stronę Zayna. Uśmiechał się głupkowato.
-Ty gnoju-warknęłam i wycelowałam cios w klatkę piersiową. Upadł na ziemie.-Nie masz prawa tak ich traktować-splunęłam na niego i podeszłam do Hazzy.
-Hope-patrzał na mnie. Wciąż był wściekły. Jego oczy były prawie czarne. Przytuliłam się do niego. Włożyłam dłonie pod jego koszulkę by poczuł, że tu jestem.
-Lepiej idź do auta-wyszeptał. Głos mu drżał.
-Pójdę jeżeli ty też pójdziesz-mówiłam przytulona do jego klatki. Złapał mnie za ramiona i brutalnie od siebie odsunął.
-Powiedziałem idź do auta-warknął. Oddychał ciężko.-Nie możesz choć raz zrobić to o co cię proszę?
Przełknęłam głośno ślinę.
-Nigdzie bez ciebie nie pójdę-szepnęłam stojąc przed nim.
-Powiedziałem idź do auta!-krzyknął i poczułam jego dłoń na swoim policzku. Upadła na ziemie łapiąc się za bolące miejsce. Patrzał na mnie rozwścieczony, lecz po chwili to spojrzenie było pełne strachu. W oczach stanęły łzy. Upadł koło mnie na kolana.
-Hope-złapał mnie za rękę, ale ją wyrwałam i odsunęłam się od niego.-Przepraszam-podszedł do mnie na kolanach próbując przytulić.
-Nie dotykaj mnie-wyszeptałam oszołomiona.-Uderzyłeś mnie-patrzałam na niego.
-Prosiłem. Prosiłem żebyś poszła do auta-szlochał.-Nie chciałaś mnie posłuchać.
Podniosłam się z ziemi. Ukrył twarz w dłoniach. Odwróciłam się i pobiegłam. Chciałam uciec od tego co się właśnie stało. Łzy płynęły strużką.
-Hope!-usłyszałam głos Emily.-Hope stój!-poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękę w tył. Spojrzałam na Em i rozpłakałam się.
-Cśś-przytuliła mnie mocno.-Już dobrze-głaskała mnie po włosach.
Płakałam wtulona w jej ramię. Otworzyłam oczy i popatrzałam przed siebie. Wciąż siedział na chodniku chowając twarz w dłoniach. Jak on mógł mnie uderzyć?
-Chodź. Pójdziemy do mnie-osunęła mnie delikatnie od siebie i złapała mocno za rękę.
Emily jest niemądra, ale jest moją przyjaciółką. Tylko ona została po śmierci rodziców. Przeszłyśmy kawałek i już stałyśmy pod jej domem. Co prawda nie był duży, ale miał wspaniałe wnętrze. Takie przytulne. Na ścianach wisiały zdjęcia. Na niektórych byłam nawet i ja. Wprowadziła mnie do salonu. Usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi.
Chciałam zniknąć.
Jesteś moim aniołkiem.
Jesteś śliczna.
Wszystko będzie dobrze.
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie. Schowałam twarz między kolanami i cicho płakałam. Czułam się jak wrak człowieka. Zaufałam mu.
-Hope?-poczułam dłonie ma ramionach.
-Zaufałam mu-wyszeptałam przez łzy.-A on to kurwa zniszczył!-krzyknęłam waląc czołem w kolano.-Byłam taka głupia-warknęłam.
-Kochanie, proszę nie rób tak-złapała moją głowę i oparła ją o swoje ramię.
-Powiedział dziś do mnie kochanie-mówiłam patrząc przed siebie, lecz nic nie widziałam. Obraz rozmazywał się przez łzy.-Powiedział, że jestem jego sympatią.
Emily pocierała moje ramię.
-Hope. Zdajesz sobie sprawę z tego, że Harry miał atak?-mówiła z powagą.-Nie kontrolował tego co robi. Na pewno nie chciał cię uderzyć. Sprzeciwiłaś mu się. To go zdenerwowało. Nie chciał tego zrobić.
-Skąd wiesz, że ma ataki furii?-podniosłam się i spojrzałam na nią.
-Rozmawiałam z Louisem. Opowiadał mi o nim-uśmiechnęła się lekko. Emily była u Louisa w szpitalu?
-Byłaś u niego w szpitalu?!-zapytałam z niedowierzaniem.-Przecież ty nie cierpisz szpitali-zaśmiałam się zakłopotana.
-Zadzwonił do mnie i spytał czy mogę go odwiedzić-mówiła z uśmiechem.
-Kiedy zdobyłaś jego numer?
-Gdy wy poszliście tańczyć on się do mnie dosiadł. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, ale pamiętam że zanim zobaczył jak wychodzicie zwymiotowałam na jego buty-jej policzki zrobiły się szkarłatne. Uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło.
-Jak zawsze-westchnęłam kręcąc głową.
I w taki właśnie sposób spędziłyśmy cały dzień. Rozmawiając i śmiejąc się. Nie myślałam o Harrym. Nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy tak długo.
-Well-wychyliła się z kuchni.-Muszę iść do sklepu po jajka. Nie ruszaj się stąd. Będę za chwilę.
Usłyszałam tylko trzask drzwi. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do przeglądania zdjęć, które zrobiła Emily kilka dni temu.
Zarabiała tym na życie. Jej prace były piękne. Nie przepadałam za pozowaniem do zdjęć, ale te zdjęcia, które zrobiła Em były śliczne. Siedziałam na kocu w parku i przyglądałam się zabawie dwóch psów. Wyglądałam jak nie ja. Uśmiechnięta. Pełna życia. To nie mogłam być ja.
Podziwianie jej dzieł przerwał mi odgłos zamykanych drzwi. Wstałam i weszłam do korytarza.
-Harry?-spojrzał na mnie. Z jego dłoni płynęła krew. Nos miał zaczerwieniony tak jak i oczy i mokre policzki. Wyglądał strasznie. Podszedł o krok, a ja się cofnęłam
-Porozmawiaj ze mną-wyszeptał drżącym głosem.-Hope proszę-znów zrobił krok.
-Uderzyłeś mnie-poczułam jak pod powiekami ponownie zbierają się łzy.-Dostałam od ciebie w twarz-szepnęłam cofając się jeszcze o krok. Natrafiłam plecami na ścianę. Och, no serio?! Znów?! Pomyślałam łapiąc oddech.
-Przepraszam. Ja na prawdę nie chciałem. Nie wiedziałem co robię. Dopiero gdy zobaczyłem twoje przestraszone spojrzenie uświadomiłem sobie co się stało-podszedł blisko. Patrzał na mnie zapłakanymi oczyma. Zrobiło mi się ciężko na sercu. Jego łzy bolą mnie bardziej niż to uderzenie. Położył zimną dłoń na moim obolałym policzku, a z moich oczu popłynęły łzy.
-Uderzyłeś mnie-powtórzyłam nie kontrolując słów wychodzących z moich ust. Upadł na kolana.
-Przepraszam-powiedział ze spuszczoną głową.-Przepraszam-podszedł do mnie na kolanach.-Proszę wybacz mi!-wyszlochał przytulając się do moich ud. Wplotłam palce w jego włosy. Harry przepraszał mnie na kolanach. Do czego to doszło. Patrzałam przed siebie, a łzy same płynęły.
-Proszę. Nie chcę cię stracić-szeptał tak cicho, że ledwo słyszałam. Kucnęłam przed nim i wzięłam jego twarz w dłonie.
-Jeśli ci wybaczę skażę się na takie traktowanie? Jeżeli będę stawała ci na drodze gdy będziesz miał atak furii za każdym razem dostanę w twarz?-patrzałam mu w oczy.
-Nie. Nigdy więcej cię nie skrzywdzę. Nigdy więcej cię nie uderzę. Tylko mi wybacz-po jego policzku spłynęła łza. Przytuliłam go najmocniej jak tylko mogłam.
-Wybaczam-wyszeptałam mu do ucha. Wtulił się we mnie jeszcze mocniej. Odsunęłam się od niego.
-Nigdy więcej nie pozwolę żebyś się z kimkolwiek bił-wycedziłam przez zęby.-Nigdy-powtórzyłam i czule go pocałowałam. Położył dłonie na moich policzkach i pogłębił nieco pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy i lekko za nie pociągałam. Mruknął z zadowoleniem. Usiadłam mu na kolanach i oplotłam jego biodra nogami. Poprawił się pode mną siadając skrzyżnie nie przestając mnie całować.
Siedzieliśmy tak przez kilka minut po prostu się całując. Hazz mruczał co jakiś czas gdy poruszyłam się.
-Nie rób tak-wymruczał na chwilę się odrywając. Poruszyłam jeszcze raz biodrami. Szew moich spodni otarł się o jego rosnącą erekcję. Zachichotałam przygryzając jego wargę.
-Hope, proszę zaprzestań robienia tej czynności, bo nie czuję się na siłach-szeptał całując moją szyję.
-Ale obiecałeś mi coś-zrobiłam smutną minkę. Złapał mnie za policzki. Przesunął kciukiem po mojej dolnej wardze i wsadził mi go do usta. Ssałam jego palca jak dziecko smoczek. Hazz patrzał na mnie uważnie.
-Wróć ze mną do domu-wyszeptał wyciągając palec.-Wrócisz?
Patrzałam mu w oczy. Znów cierpiał. Bał się.
-Wrócę.
Nasze usta znów się złączyły. Chciałam go pożreć na obiad.
-W co uderzyłeś?-zapytałam przypominając sobie o dłoni. Westchnął ciężko.
-Szybę samochodu-pokręciłam głową.
-Hazz-nie patrzał na mnie.-Kochanie-zdecydowałam się na inną taktykę.-Spójrz na mnie.
Harry Styles. Demon w ludzkim wcieleniu.
Harry Styles. Mój bohater.
Spojrzał na mnie. To było to samo spojrzenie co pięć lat temu. Kuło w serce.
-Musisz nauczyć się nad sobą panować Hazz. Jeżeli nie nauczysz się kontrolować agresji będzie coraz gorzej. Nie dość, że zrobisz coś komuś to jeszcze sobie zrobisz poważną krzywdę. Nie chcę żeby coś ci się stało-potarłam jego policzek wierzchem dłoni.
Zaskoczył mnie gdy przytulił się do mnie jak mały chłopczyk. Schował twarz w moje ramię.
-Boisz się czegoś?-wyszeptałam mu do ucha.
-O ciebie. Boję się, że coś ci się przy mnie stanie. Że pewnego dnia stracę kontrolę na dobre i zrobię ci poważną krzywdę-patrzał na mnie pięknymi zielonymi oczami.-Nie jesteś przy mnie bezpieczna-zsunął mnie ze swoich kolan i wstał.-Jestem złym człowiekiem. Nie powinienem był wtedy przychodzić. Lepiej ci będzie beze mnie-wytarł mokre jeszcze policzki i odwrócił się do mnie plecami.
-Lepiej już sobie pójdę-ruszył do wyjścia ze spuszczoną głową. Zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do niego przytulając się do jego pleców.
-Bez ciebie wcale nie będzie mi lepiej. Bez ciebie znów będzie szaro i smutno. Bez ciebie nie będę sobą, bo przecież wraz z tobą odejdzie część mnie. Nie chcę żebyś odchodził. Nie chcę żebyś sobie szedł. Chcę żebyś ze mną został-przytuliłam się do jego pleców jeszcze mocniej.-Proszę. Zostań-szeptałam zaciskając oczy.
Poczułam jak się do mnie odwraca. Podniosłam na niego wzrok. Patrzał na mnie z góry.
-Hope-westchnął.-Co jeśli...
-Zamknij się!-krzyknęłam uderzając pięścią w jego klatkę.-Przestać gadać. Po prostu o tym nie myśl.
Miałam dość. Odsunęłam się od niego i oplotłam się ramionami.
-Jeżeli tak bardzo chcesz odejść to idź-mówiłam ze spuszczoną głową.
-Dobrze wiesz, że nie chcę, ale tak będzie lepiej-miał poważny ton.
-To idź! Uciekaj od uczuć! Biegnij tchórzu!-krzyczałam płacząc. Łzy zamazywały mi obraz.-No już! Spierdalaj jak tak bardzo chcesz!
Patrzałam na niego. Podszedł do mnie i przytulił.
-Dlaczego mi to robisz?-wyszlochałam opierając czoło o jego tors. Głaskał mnie po głowie.
-Moja malutka-pocałował mnie w czubek głowy. Rozpłakałam się na dobre. Nie kontrolowałam łez. Leciały tak jak chciały.
-Nie zostawiaj mnie-wypłakałam.-Proszę.
****
Nogi jej się ugięły. Przysunąłem ją do siebie bliżej i mocno przytuliłem. Poraniona dłoń zaczęła boleć. Starałem się o tym nie myśleć.
-Nie płacz już-złapałem jej brodę w palce.-Nigdzie się nie wybieram-pocałowałem ją delikatnie w ust.
-Wróci...-Emily pojawiła się w korytarzu.-To ja nie przeszkadzam-skręciła do kuchni śmiejąc się.
Wziąłem Hope na ręce i wychyliłem się do kuchni.
-Em, masz jakoś wolny pokój?
Spojrzała na mnie ze skruchą. Uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową. Poczułem oddech szatynki na szyi. Oddychała spokojnie.
-Ostatnie drzwi na górze. Pokój gościnny. Jest dwuosobowe łóżko. Zostań z nią. Potrzebuje tego teraz bardziej niż wcześniej-skinęła głową.
-Dziękuję-szepnąłem i ruszyłem w stronę schodów.
Hope poruszyła się na moich rękach i czułem jak wpatruje się we mnie.
-Gdzie idziemy?-zapytała zachrypniętym od płaczu głosem.
-Idziemy spać, kochanie-pocałowałem ją w czoło.-Jesteś bardzo zmęczona.
Doszedłem do wyznaczonego pokoju. Drzwi były otwarte co bardzo mi się podobało. Wszedłem do środka. Położyłem Kitty na łóżku i zamknąłem drzwi. Wróciłem do niej i pomogłem jej się rozebrać. Leżała na kołdrze w samej bieliźnie. Wyglądała tak ślicznie. Jasna skóra kontrastowała z czerwienią pościeli. Włosy rozkloszowane wokół jej głowy.
-Wyglądasz ślicznie-szepnąłem patrząc na nią uważnie. Uniosła się na łokciach. Kiwnęła na mnie palcem bym położył się koło niej. Ściągnąłem spodnie, bluzę i w samych bokserkach usiadłem koło Hope opierając się o ścianę. Przytuliła się do mnie. Nasze nogi splątaliśmy ze sobą. Chciałbym tak leżeć całe dnie z tą dziewczyną przytuloną do mego torsu. Przytuliłem ją do siebie i zacząłem bawić się jej włosami. Well kreśliła rozmaite wzory na mojej skórze.
-Chciałbym cofnąć czas-powiedziałem patrząc przed siebie.
-Do jakiego momentu?-czułem jej spojrzenie na sobie i ciepłą dłoń na lewej piersi. Tuż nad sercem.
-Do tego jak zabiłem Micheala. Zabrałbym cię stamtąd nie robiąc mu krzywdy. Wtedy byś mnie nie nienawidziłam. Moglibyśmy być normalną parą-spojrzałem na nią.
-Ale nie cofniesz go. Nie sprawisz, że wszystko będzie inaczej. Powinieneś przestać myśleć o tym co zrobiłeś źle. Żyj chwilą. Jestem tu i cię nie nienawidzę. To prawda żywiłam do ciebie urazę. I to ogromną, ale teraz jest inaczej. Teraz chcę żebyś przytulał mnie i całował. Wciągał na swoje kolana i szeptał słodkie słówka. Chcę żebyś był ze mną, bo poza tobą nie mam nikogo. Zostań ze mną, bo przy tobie czuję, że jednak coś zacznę na tym świecie-szeptała patrząc mi w oczy.
-Nigdzie się nie wybieram, mała. Jestem tu i nigdzie mi się nie śpieszy-zbliżyłem twarz do jej i pocałowałem ją czule. Hope podniosła się wyżej i złapała moją twarz w dłonie pogłębiając pocałunek. Mruczała jak kotka gdy muskałem językiem jej podniebienie.
-Dotknij mnie-szepnęła opierając czoło o moje.-Proszę-pocierała mój policzek kciukiem.
-Hope, nie wiem czy jestem w stanie to zrobić po tym co się stało. Możemy trochę poczekać?-położyłem dłoń na jej szyi.
-Czekałam prawie tydzień-jęknęła gdy pocałowałem ją za uchem.-Tydzień-powtórzyła gdy złapałem pierś w dłoń.
-I poczekasz jeszcze trochę-szepnąłem odsuwając się od niej. Patrzała na mnie zdziwiona. Westchnąłem głośno zsuwając się niżej. Zamknąłem oczy próbując uspokoić porządanie i rosnącą erekcje w bokserkach, ale poczułem jak Hope siada na mnie okrakiem.
-Hazz-szepnęła kładąc się na mnie.-Proszę-jej oddech owiał moją twarz. Położyłem dłonie na jej biodrach i przekręciłem nas. Pisnęła zaskoczona gdy leżałem na niej. Nogami oplotła moje biodra. Pchnąłem biodrami, a ona jęknęła.
-Działasz na mnie jak narkotyk-szepnąłem i ocierałem się o jej kobiecość kroczem. Jej oddech przyśpieszył, a oczy miała skupione na mojej twarzy.
-Harry-jęknęła gdy dotknąłem niewielką wypukłość w jej majteczkach. Pocierałem ją palcem rozkoszując się jej przyjemnymi jękami. Położyła nogi na łóżku i uniosła biodra dopasowując się do mojej dłoni. Włożyłem dłoń w jej majtki masując delikatnie łechtaczkę. Jęczała uroczo zamykając oczy.
-Harry!-krzyknęła gdy wsadziłam w nią dwa palce.
-Nie krzycz-zatkałem jej usta swoimi.-Jesteśmy u Emily. Nie możemy być tak głośno, skarbie-poruszyłem palcami całując ją by nie krzyczała. Pojękiwała mi w usta wbijając paznokcie w moje ramiona. Wyciągnąłem rękę z jej bielizny i ściągnąłem ją. Pochyliłem
się i zajrzałem do szafki nocnej stojącej obok łóżka. Emily chyba często przyjmuje tu takich gości jak my, bo szuflada była pełna prezerwatyw. Wziąłem jedną.
-Proszę-podałem ją Hope, a sam ściągnąłem bokserki. Otworzyła paczuszkę i podała mi ją. Nasunąłem prezerwatywę na gotowego do akcji kolegę i spojrzałem na nią.
Była piękna. Lekko otwarte usta i błyszczące oczy. Pochyliłem się nad nią i oparłem na przedramionach.
-Dziś będzie lepiej-szepnąłem całując ją namiętnie i gwałtownie w nią wszedłem. Wciągnęła powietrze nosem wyginając się w łuk. Poruszałem się powoli, ale na całą długość.
-O kurwa-sapnęła drapiąc moje plecy. Po poprzednim ślady ledwo zdążyły się zagoić, a już drugie są w produkcji. Jęczała mi w usta. Włożyłem rękę pomiędzy nas i szukałem palcami tego magicznego guziczka. Pocierałem go kciukiem patrząc na nią. Po kilku pchnięciach poczułem jak zaciska się na mnie i wygina plecy warcząc i trzęsąc się pod wpływem orgazmu.
-Byłaś dziś szybka-wyszeptałem przytulając policzek do jej policzka. Wciąż drżała. Na twarzy miała czerwone jak krew wypieki.
-Jeszcze raz-zatrzymała moje biodra gdy chciałem się wycofać. Spojrzałem na nią unosząc jedną brew.-Proszę-szepnęła siadając mi na kolanach. Wciąż byłem w niej. Poruszyła biodrami w górę i w dół. Wyprostowałem nogi i złapałem jej pośladki w dłonie. Podnosiła się i opadała pojękując cicho. Odrzuciła głowę do tyłu wciąż się poruszając. -Czy odebrałam ci tym sposobem dominację?-zapytała patrząc mi w oczy.
-Już dawno to zrobiłaś, skarbie-pocałowałem ją namiętnie i pchnąłem biodra w górę.-Dojdziesz dla mnie jeszcze raz. Uwielbiam na ciebie patrzeć gdy masz zamglone oczy-przytuliłem ją mocno do siebie tym samym kładąc się na łóżku. Wypychałem biodra do góry coraz szybciej, a ona krzyczała coraz głośniej.
-Jebać to, że ktoś jest w domu-mruknąłem zaciskając dłoń na jej pośladku.-Krzycz moje imię. Krzycz żeby każdy słyszał, że jesteś moja-sapałem czując nadchodzący orgazm.
-Harry!-krzyknęła opierając dłonie na mojej klatce.
-Kto jest najlepszy?-warczałem przez zaciśnięte zęby.
-Harry!
-Czyja jesteś?
-Twoja Harry!
Pisnęła i opadła na mnie znów drżąc. Poruszyłem się w niej jeszcze dwa razy i nadeszło spełnienie. Przytuliłem ją mocno. Najmocniej jak mogłem gdy ona wciąż zapadała się. Poczekałem aż się uspokoi i pocałowałem ją w czoło.
-Byłaś dzielna, Hope-głaskałem ją po plecach. Gdy się podniosła poczułem pieczenie na obojczyku.
-Przepraszam. Zrobiłam ci malinkę-podniosła się i położyła obok.
Podmuchała na ślad i pocałowała go.
-Nie ściągaj lepiej koszulki nigdzie-szepnęła unosząc się na łokciach.-Możesz nie przeżyć tych wszystkich przesłuchań-uśmiechnęła się uroczo.
-Tak na prawdę to i tak nikt nie uwierzyłby, że pozwoliłem dziewczynie się drapać-pocałowałem ją w policzek i ściągnąłem prezerwatywę zwijając ją i wyrzuciłem do kosza stojącego przed łóżkiem. Chwyciłem bokserki i założyłem je.
-Chcesz swoje majtki?-uśmiechnąłem się i podniosłem je z ziemi.
-A będzie ci przeszkadzać jeżeli będę bez?-spojrzała na mnie wymownie.
-To rozpraszające wiedzieć, że koło ciebie leży piękna dziewczyną, z którą przed chwilą uprawiałeś seks, bez majtek-wzruszyłem ramionami.
Roześmiała się głośno wstając i podeszła do mnie.
-Dobrze więc. Założę je, ale nic więcej-wzięła ode mnie bieliznę i założyła ją. Przygryzłem wargę patrząc na jej ruchy.
-Jesteś taka piękna-przyciągnąłem ją do siebie gdy się wyprostowała.
-Twój...jeszcze nie opadł-zagryzała wargę i poczułem jej dłonie ma swoich pośladkach.
-I nie opadnie-zaśmiałem się cicho. -Tak na mnie działasz, mała.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz