piątek, 23 maja 2014

Rozdział 4 "Kitty"

                                                    ***************
 Ściskałem mocno kierownicę. Ona wygląda tak pociągająco. Oblizywałem usta próbując odtrącić od siebie nieprzyzwoite myśli. Wjeżdżając na podjazd słychać było donośne basy z wnętrza ogromnej willi. Wysiadłem biorą głęboki oddech. Chciałem otworzyć jej drzwi, ale ona w ułamku sekundy stanęła u mego boku.
-Spokojnie-położyła dłoń na moim ramieniu i weszliśmy do środka. Impreza trwała w najlepsze. Pijani ludzie obijali się o ściany próbując gdziekolwiek się dostać. Dym unosił się w korytarzy gęstą, szarą kotarę. Złapałem Hope za rękę i ruszyłem na poszukiwania przyjaciela. Jak zwykle stał z grupką pustych blondynek. 
-Harry!-podszedł do nas z szerokim uśmiechem. Zbiliśmy piątki na przywitanie.
-Louis. To jest Hope, moja przyjaciółka-zachichotała pod nosem i podała mu swoją drobną dłoń.-Hope,skarbie. To jest Louis. Mój głupi przyjaciel-spojrzałem na zdenerwowane blondyneczki.
-Miło cię poznać, Lou-uśmiechnęła się nieśmiało. Tommo przyglądał jej się uważnie. Poruszył zabawnie brwiami i roześmiał się.
-Seksowna-szepnął mi na ucho.
-Czy ty wiesz jak trudno jest mi się powstrzymać?-zaśmiałem się cicho. Hope została porwana przez rozentuzjazmowane blondynki.
-Dobrze wiesz, że długo tak nie pociągniesz. Ona nie da ci tego czego oczekujesz-zmierzył mnie pouczającym spojrzeniem.
-Znajdź mi jakąś-jęknąłem czując jak robi mi się gorąco patrząc na jej tyły. Louis przyciągnął do siebie jedną z dziewczyn, wyszeptał jej coś na ucho i wskazał na mnie. Skrzywiłem się czując jak jej ręka spoczywa na moim kroczu. Złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem za sobą. Szedłem szybko prosto do łazienki. Wepchnąłem ją i zamknąłem drzwi na klucz. Usadziłem ją na umywalce i zacząłem posuwać. To brzmi okrutnie, ale wykorzystałem ją do swojej przyjemności. Gdy wychodziliśmy wszystkie oczy były skierowane na nas, ale zaraz wrócili do poprzednich czynności. Spojrzałem na tłum tańczących nastolatków i dostrzegłem znajome rysy. 
-Zayn!-krzyknąłem próbując przekrzyczeć głośną muzykę. Mulat odwrócił się i uśmiechnął się szeroko. Uścisnąłem go.
-Co ty tu robisz? Miałeś być w Chicago-poklepałem go po ramieniu.
-Muszę cię pilnować. Obiecałem-wzruszył ramionami.-Poza tym przywyknąłem do Manchesteru-spojrzał na dziewczynę stojącą obok mnie. Uśmiechnąłem się zakłopotany. 
-Chodź, Louis pewnie będzie chciał z tobą pogadać-przytaknął i ruszyłem w stronę grupki blondyneczek. Hope odwróciła się w naszą stronę i skrzywiła się. 
-Co on tu robi?-załapała moje ramię i wtuliła się w nie. Spojrzałem pytająco na Malika. Uśmiechał się do niej. 
-Malik, możesz mi do cholery wytłumaczyć o co chodzi?-warknąłem. Dziewczyna schowała się za mną. 
-Tylko się z nią witałem-uśmiechnął się chytrze rozkładając ręce.-Chciałem poznać dziewczynę mojego najlepszego przyjaciela.
-To jest twój przyjaciel?!-pisnęła przytulając dłonie do moich pleców. 
-To nie jest moja dziewczyna-syknąłem.-Odwal się od niej. Dobrze ci radzę. Wiem co ci w głowie siedzi, Malik-wywrócił oczami. Brunetka spojrzała na mnie wystraszona. 
-Co jej zrobiłeś?-przytuliłem ją do siebie. 
-No przecież mówię, że tylko się z nią witałem. Ale ona jak widać zrozumiała to inaczej-zarechotał. Gdy Hope stanęła obok mnie Zayn złapał jej policzek w dłoń i zbliżył się do niej.
-Jesteś taka seksowna jak się boisz-ucałował jej policzek. Nie wytrzymałem. Zazdrość wzięła górę. Odepchnąłem go w tył i obdarowałem mocnym prawym sierpowym. 
-Powiedziałem raz. Więcej nie będę powtarzał-zgiąłem go w pół, moje kolano spoczęło na jego brzuchu. Już miałem zadać mu kolejny cios gdy ktoś złapał mnie za rękę.
-Wystarczy-usłyszałem znajomy cichy głos. Odsunąłem się od chłopaka. Well ciągnęła mnie w stronę prowizorycznego baru. Wzięła z blatu dwa kubeczki i nalała do nich wódki po czym dodała Coli i podała mi jeden. 
-Dziękuję, ale nie musiałeś go bić-zaśmiała się.-To w końcu twój przyjaciel Hazz-upiłem łyk drinka i uraczyłem ją lekkim uśmiechem. 
-Nie mogłem pozwolić by tak się do ciebie zwracał. A poza tym Zayn jest pierdolonym dupkiem i traktuje wszystkie kobiety tak samo-wzruszyłem ramionami. Hope podskoczył odkładając kubeczek.
-Moja ulubiona piosenka-złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę tymczasowego parkietu. Przebijaliśmy się przez ludzi by dotrzeć na środek. Stanąłem na przeciw niej i kompletnie nie wiedziałem co zrobić. 
-Wczuj się w muzykę, to ci pomoże-uśmiechnęła się kiwając się na boki. Złapałem ją za rękę i okręciłem. Zaśmiała się wesoło.
"I just want you to dance with me tonight!"
Nasze ciała poruszały się w rytmach następnej piosenki. Jej bliskość przyprawiała mnie o zawroty. Gdy się zbliżyła poczułem jej słodki zapach. Stanęła tyłem i ocierała się o mój tors plecami. Zamruczałem gdy plotła palce jednej dłoni w moje włosy. Tańczyliśmy przez większość imprezy z przerwami na drinki.
-Usiądźmy. Bolą mnie już nogi-uśmiechnęła się ciągnąc mnie w stronę wolnej sofy. Usiedliśmy na niej i sączyliśmy drinki. Upiłem łyk swojego i momentalnie zakręciło mi się w głowie.
-Mocne-syknąłem wycierając usta.-Zmysłowo tańczysz-oparłem się i rozłożyłem ręce na oparciu. 
-Przez pewien czas codziennie chodziłam do klubów-wzruszyła ramionami.
-Ja nie chodzę do klubów. Za dużo ludzi-zaśmiałem się. Hope rozejrzała się dookoła. Uniosła jedną brew i spojrzała na mnie. 
-Tu jest praktycznie tak samo. Tłum ludzi, głośna muzyka, alkohol, narkotyki, papierosy-zaczęła wyliczać na palcach.
Emily.
-Narkotyki?-spojrzałem na nią rozbawiony. Wskazała palcem na grupkę ludzi palących jointy. Roześmiałem się głośno. Brunetka spojrzała ponad moją głową i zaraz spuściła wzrok. 
-Emily-wyszeptała upijając łyk drinka. Odwróciłem się i wymusiłem uśmiech. 
-Cześć-usiadła pomiędzy nami. Położyła nogi na moim kolanie i wpatrywała się we mnie.
-Cześć Em-zmusiłem się na uprzejmy ton głosu.-Co tutaj robisz?-zachichotała dziwnie i spojrzała na mnie. 
-Zapijam ból-wyszczerzyła zęby.-Dostałam okres i myślałam, że nie wytrzymam. Nie zostałam zaproszona, ale właściciel się nie obrazi, prawda?-plątał jej się język.
-Nie, skądże. Wręcz przeciwnie-spojrzałem na Hope. Zaśmiała się patrząc na nogi blondynki. Zsunąłem je i wstałem z sofy. Wyciągnąłem rękę w stronę Hope.
-Zatańczysz?-uśmiechnąłem się znacząco. Bez namysłu chwyciła ją ruszyliśmy na parkiet. Obejrzałem się w tył. Emily patrzała za nami dość smutnym wzrokiem, ale pijana jest jeszcze bardziej irytująca niż gdy jest trzeźwa. 
-Uratowałeś mi życie-roześmiała się.
-Wiem. Zdaje się, że już po raz kolejny-z głośników zaczęła rozbrzmiewać wolna melodia. Złapałem ją za dłonie i umieściłem je na swoim karku. Moje dłonie spoczęły na jej talii. Kołysaliśmy się delikatnie w rytm muzyki. Przez krótką chwilę patrzała mi w oczy. Spuściła wzrok oblewając się rumieńcem. Podniosłem jej brodę do góry palcem wskazującym.
-Lubię patrzeć na twój rumieniec-cmoknąłem ją w nos. Zachichotała patrząc na moje usta. Zagryzła wargę, a mnie zrobiło się gorąco. 
-Błagam, nie rób tego-położyłem dłoń na jej policzku pocierając kciukiem jej dolną wargę.
-Dlaczego? Drażni cię to?-uśmiechnęła się delikatnie.
-Jeśli nie chcesz żebym przeleciał cię w toalecie to lepiej przestań-otworzyła szerzej oczy i wpatrywała się we mnie zaskoczona. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę korytarza. Poszliśmy w miejsce gdzie ludzie jeszcze nie dotarli. Pchnęła mnie na ścianę. Położyła drobne dłonie na moich policzkach i spojrzała prosto w oczy.

                                                                                   **************

Patrzałam na niego nie do końca pewna co robię. Oddychałam nierównomiernie, a serce waliło mi młotem. Co się ze mną dzieje? Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałam. Rany Julek jaki on jest przystojny. 
-Co zamierzasz zrobić, Hope?-wyszeptał z seksowną chrypką. Sama nie wiem co chcę zrobić, pomyślałam lekko rozbawiona. 
-Nie rób niczego czego będziesz później żałować, bo ostrzegam, jeżeli zrobisz to o czym myślę to uznam, że jesteś już moja-żarty się go trzymają. Złapał mnie za kark i przyciągnął bliżej. 
-Harry-jęknęłam gdy jego druga dłoń znalazła się na moim pośladku lekko go ściskając.-Nie rób tego-sapnęłam czując jego słodkie usta na swojej skórze. Jego dłoń zsuwała z mojego karku w dół. Położył ją na moim biodrze i obrócił się. Teraz ja dotykałam plecami zimnej ściany. 
-Czego teraz chcesz najbardziej?-szepnął mi do ucha przygryzając płatek. Westchnęłam gdy znów dotknął ustami mojej skóry. Składał mokre pocałunki na szyi. Pocałował kącik moich ust i ścisnął mój pośladek. Westchnęłam ciężko czując jak ciepło rozlewa się we mnie w błyskawicznym tempie. Wzdłuż kręgosłupa poczułam przyjemny dreszcz wywołany tą pieszczotą.
-Chcę poczuć smak twoich ust-wysapałam pomiędzy szybkimi oddechami. Spojrzał na mnie z wyraźnym rozbawieniem. 
-Harry, proszę-jęknęłam cicho gdy złożył pocałunek na moim obojczyku. Czy na ja prawdę muszę mieć tak dużo czułych punktów, myślę zrozpaczona. 
-A byłaś grzeczna?-zaśmiał się cicho.-Nie wydaje mi się-przygryzłam wargę próbując zatrzymać rosnące uczucie pożądania.-Nazwałaś mnie pieprzonym egoistą-uśmiechnął się chytrze. Miałam ogromną ochotę spoliczkować tego pięknego chłopaka, ale jego usta na mojej skórze są jak zakazany owoc. Spróbujesz raz, a potem nie możesz się mu oprzeć. Pełne malinowe wargi zatrzymały się na moim policzku. Chłopak odsunął się ode mnie i spojrzał głęboko w oczy. 
-Chyba powinniśmy przestać. Nie chcę żebyś później tego żałowała-wystawił lekko język by zwilżyć nim usta. Spuściłam wzrok próbując unormować oddech.
-Podnieciłaś się-rzucił ni stąd ni zowąd. Rumieniec błyskawicznie wpełzł na moją twarz.
-Jeszcze niedawno mówiłaś, że się mną brzydzisz, a teraz zaprzeczasz sama sobie, Hope-pokręcił głową, a w jego oczach zatańczyła iskierka rozbawienia.
-Nie powinnam była zaczynać-szepnęłam speszona. Złapał moją brodę w dwa palce i spojrzał na mnie oczami płonącymi pożądaniem. 
-Jesteś słodka gdy się peszysz-muska lekko mój policzek. Automatycznie robię się szkarłatna na buzi i mam ochotę uciec, ale w mojej głowie rodzi się wyobrażenie jego napiętych mięśni po obu stronach mojej głowy i momentalnie robi mi się gorąco. 
-Wiem, że to niestosowne, ale pragnę cię bardziej niż kogokolwiek innego. Chciałabym przekonać się co czuły wszystkie kobiety obecne w twoim łóżku-przytuliłam się do niego. Wdychałam jego zapach-perfumy i lekki zapach żeli pod prysznic.
-Jesteś pewna? Trochę już wypiłaś...-urywa uciszony moim pocałunkiem. Jest namiętny lecz zmysłowy.
-Teraz mi wierzysz?-szepnęłam patrząc na niego z dołu. Pokiwał lekko głową,  a kąciki jego ust podniosły się nieco do góry. Złapał mnie za rękę i ciągnąc za sobą wyprowadził nas przed dom.
-Nie powinniśmy pożegnać się z Lou?-zapytałam gdy kierowaliśmy się w stronę srebrnego auta stojącego na pojeździe.
-Nie będzie zły-uśmiechną się lekko.-Na prawdę-dodał otwierając mi drzwi.
-Poczekaj chwilę-zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami.-Powiedziałeś, że jeżeli zrobię to co masz na myśli to będę twoja. Co chciałeś przez to powiedzieć,Harry?-uniosłam jedną brew.
-Jeżeli się ze mną prześpisz to będzie jednoznaczne z tym, że mi się oddajesz-powiedział łagodnym głosem. Totalnie mnie zamurowało. Więc o to chodziło przez cały ten czas.
-Ty sukinsynu-syknęłam zaciskając szczęki. Uniosłam rękę, a moja dłoń szybko znalazła się na jego poliku. Odepchnęłam go od siebie i pobiegłam przed siebie. Dlaczego, głupia, na to nie wpadłam. Stanęłam na środku chodnika, a gorące łzy spływały po moich policzkach. Usiadłam na trawie chowając twarz w dłonie. Głośny szloch wydostał się z moich ust. Nagle poczułam, że ktoś mi się przygląda. Uniosłam głowę i zauważyłam pytające spojrzenie Louisa. Pokręciłam głową i wybuchnęłam głośnym płaczem. Poczułam się wykorzystana. Poczułam się jak za życia mojego okropnego brata. Usiadł koło mnie i otulił silnym ramieniem.
-Co ci powiedział?-ten to jednak potrafi być bezpośredni.
-Chciał mnie tylko przelecieć. Jak wszystkie laski w Menchesterze-wtuliłam się w jego tors.
-A czego oczekiwałaś od chłopaka, który może mieć wszystko? Wystarczy, że tylko pstryknie palcami, a sznur dziwek ustawia się do niego w kolejce. On nigdy nie bawił się w uczucia. Zawsze brał dziewczynę do domu, obrócił ją na kilka sposobów i praktycznie wyrzucał z domu gdy były za długo.-Westchnął cicho pocierając moje ramie dłonią.-Według mnie najlepszym rozwiązaniem będzie jeżeli wyrzucisz go ze swojej głowy na zbity ryj, bo nie zasługujesz na to by tak cierpieć. Nie znamy się prawie w ogóle, ale widać, że jesteś delikatna i, że masz dobre serce. Nie oddawaj go komuś kto sprawia, że wylewasz łzy-pocałował mnie lekko w skroń. Louis jest jak starszy brat. Wydaje mi się, że mogłabym się z nim zaprzyjaźnić. 
-Louis, jesteś na prawdę miły-uśmiechnęłam się do niego przez łzy. Nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że się uśmiecha.
-Czyli powinnam go unikać?-podniosłam na niego załzawione oczy. Pokiwał lekko głową.-A co jeżeli przyjdzie do domu?-Louis westchnął głośno.
-To takie w stylu Harrego. Zamknij mu drzwi przed nosem albo wyprowadź się-kąciki jego ust drgnęły lekko. 
-Ale on się zdenerwuje. A ja się go boję gdy wpada w szał. Sam widziałeś co zrobił z Zayem-wzdrygnęłam się lekko na to wspomnienie.
-Nie możesz pokazywać mu, że się boisz, bo to go nakręca. Jego cień żywi się ludzkim strachem. Musisz go pokonać. Znam Stylesa od piaskownicy. Wiem co mówię-podkulił nogi i oplótł je ramionami.-Sam kiedyś oberwałem. I to dość mocno-skrzywił się jakby odczuł ogromny ból. 
-Co się stało?-patrzałam na niego uważnie.-Dlaczego cię uderzył?
-Bo dowiedziałem się, że bierze narkotyki-wyszeptał. Mrugałam powiekami przyswajając tą informacje.
-Nadal to robi?-wbiłam wzrok w moje buty. Zauważyłam, że stopa mojego towarzysza jest dużo większa od mojej. 
-Tak-powiedział ledwo słyszalnym głosem. Poczułam suchość w ustach. To wyjaśnia dlaczego bywa porywczy i bezlitosny. Zerwałam się na równe nogi. 
-Muszę z nim porozmawiać. Wiesz gdzie może być?-spojrzałam na bruneta. Źrenice mu się powiększyły, a oddech przyspieszył. Kiwnął na mnie głową. Poczułam lepiąca się dłoń na moim nagim ramieniu. Wstrzymałam oddech. Krew odpłynęła z twarzy. Odwróciłam się powoli. Gdy stanęłam z nim twarzą w twarz patrzał na mnie dzikim spojrzeniem. Przełknęłam ślinę.
-Harry-wyszeptałam błagalnie gdy złapał mnie za ramie. Uśmiechnął się ironicznie.
-Sądziłaś, że ode mnie uciekniesz?-wwiercał we mnie swoje rozbiegane spojrzenie.
-Nie, Harry. Nie chciałam uciec-poczułam jak łzy zbierają się po powiekami. Boję się go. Nic na to nie poradzę.
-Zostaw ją, Styles-Louis stanął pomiędzy nami. Dłoń Harrego już nie spoczywała na moim ramieniu. To co się rozgrywało później było straszne. Harry zaczął okładać swojego przyjaciela pięściami, a on godnie przyjmował je broniąc mnie. Gdy Tommo upadł na ziemie Hazz rzucił się na niego z większą wściekłością. Twarz Louisa wyglądała jak obite jabłko. Z łuku brwiowego, ust i nosa krew leciała zwartą strużką. Brunet nie ruszał się. Strach sparaliżował moje ciało. Chciałam go powstrzymać, ale nie mogłam wykonać najmniejszego ruchu. "Nie pozwól by zabił kolejnego człowieka! Hope rusz się!" krzyczała moja zrozpaczona podświadomość. Potrząsnęłam głową i stanęłam za Harrym. Złapałam go w łokciach i pociągnęłam w tył. Sapał i warczał niczym rozjuszony wilk. 
-Przestań!-pisnęłam. Styles znieruchomiał. Wpatrywał się w zakrwawioną buzię swojego przyjaciela. Wspomnienia spod mojego domu pojawiły się w mojej głowie z prędkością światła. Odtrąciłam je szybko i stanęłam naprzeciw pięknego chłopca. Twarz miał ściągniętą bólem i strachem. 
-Harry...-dotknęłam jego klatki piersiowej. Wciąż patrzał na swojego przyjaciela.-Hazz...proszę.Spójrz na mnie-zielone oczy były przepełnione smutkiem i strachem. Patrzał na mnie przewiercając moją głowę na wskroś. 
-Proszę, uspokój się-oplotłam delikatnie ramionami jego talię. Z jego ust wydobyło się głośne jęknięcie. Wtulił twarz w moje włosy i głośno płakał. 
-Harry-szepnęłam odsuwając go od siebie na długość ramion.-Po co to robisz? Dlaczego niszczysz sobie życie?-mówiłam ściszonym głosem bliska płaczu. "Nie płacz, Hope!" Spojrzała na mnie podirytowana Podświadomość. Lokers patrzał na mnie wciąż rozbieganym spojrzeniem. 
-Znów mam cię wsadzić do kabiny prysznicowej, ale puścić zimną wodę?-jego mina mówiła sama za siebie. Wykrzywił usta w niewyraźny grymas.
-Hope. Słodka, niewinna Hope-pokręcił głową.-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jak na mnie działasz?-jego lepka łapa ponownie spoczęła na moim ramieniu.-Patrzę na ciebie i nie mogę zgadnąć co myślisz-uśmiechnął się chytrze i zrobił krok w moją stronę.
-Myślę, że jesteś kretynem i nie potrafisz żyć jak normalny człowiek-syknęłam przez zaciśnięte zęby.-A teraz zabierz tą łapę, bo ci ją złamie.-Roześmiał się ironicznie.
-Jestem na lekkim haju, a ty mi grozisz? Ty?-uśmiechnął się drwiąco. Po wpływem impulsu moja zaciśnięta pięść zderzyła się z jego piękną twarzą.
-Jesteś nikim Harry-warknęłam.-Jesteś popierdolonym zboczeńcem!-uklęknęłam koło Louisa. Wciąż leżał wpół przytomny. Położyłam jego głowę na swoich kolanach. Brunet zaczął kasłać. Wypluł pokaźną ilość krwi obok siebie i złapał się za brzuch.
-Nie myliłam się. Jesteś niebezpieczny-spojrzałam na Styles'a spod łba głaszcząc jego przyjaciela po włosach.
-Jesteś moim aniołem?-spytał Tommo patrząc na mnie przymrużonymi oczyma.-Czy ja już umarłem?-dotknął mojej twarzy zakrwawioną dłonią.
-Nie Lou. Żyjesz-uśmiechnęłam się do niego pocieszająco.
-Dzięki Ci Chryste-uniósł lekko dłonie ku niebu.-Ale ty wyglądasz jak mały aniołek pod tą lampą, Hope.
-Masz przy sobie telefon?-zapytałam łagodnie patrząc ukradkiem na Harrego. Przyglądał nam się uważnie.
-Lewa kieszeń-uśmiechnął się do Hazzy. Zupełnie nie wie co się stało. Wyciągnęłam komórkę z jego kieszeni i wezwałam karetkę. 
-Radze ci stąd iść, bo zadzwonię na policje-syknęłam w stronę lokowanego -Jutro przywiozę ci ubrania, które u mnie zostawiłeś-kontynuowałam patrząc na mizernie wyglądającą buzię Tomlinsona. Harry stał w miejscu przyglądając mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-No spadaj!-krzyknęłam rozdrażniona. Chłopak spojrzał na mnie z...ze smutkiem?! Po czym spuścił głowę i odszedł. 

Rzuciłam klucze na stolik stojący koło drzwi i weszłam do salonu. Padłam zmęczona na kanapę. Przetarłam twarz dłońmi. Po czterech godzinach spędzonych przy szpitalnym łóżku należy mi się długa gorąca kąpiel. 
-Co za popieprzony dzień-westchnęłam i podniosłam się z sofy. Ściągnęłam buty i rzuciłam je koło drzwi. Nim zdążyłam zrobić krok w stronę pokoju rozległo się pukanie. Z niechęcią  zawróciłam i otworzyłam drzwi. Stałam jak skamieniała. Nie wiedziałam co mam zrobić. 
-Styles-pisnęłam po czym szybko zasłoniłam dłonią usta. 
-Hope, proszę, nie bój się mnie-wyciągnął rękę w moją stronę. Automatycznie zrobiłam krok w tył. 
-Odejdź-głos miałam drżący. Chciałam zamknąć drzwi, ale zatrzymał je dłonią. 
-Proszę wysłuchaj mnie-błagał ze skruszoną miną.
-Mnie też pobijesz, bo dowiedziałam się, że ćpasz?-syknęłam, a strach powoli przeistaczał się w wściekłość. Lokers westchnął głośno, spuścił głowę i potrząsał nią. 
-Jest czwarta nad ranem, jestem obolały i zmęczony. Nie zamierzam nawet podnosić na ciebie głosu. Tylko po prostu mnie wysłuchaj, proszę-nie podnosił na mnie wzroku. Wzięłam głęboki oddech. "Walcz, Well! Walcz!" Dopingowała moja podświadomość.
-Mam wysłuchiwać twoich żałosnych przeprosin? Tego jak bardzo jest ci przykro, że to się zdarzyło? Że pobiłeś swojego przyjaciela do nieprzytomności na moich oczach? Jeżeli tak jest to lepiej zejdź mi z oczu, bo gwarantuje, że zadzwonię po policje-mówiłam z pogardą.-Wiesz co? Przez moment myślałam, że nie jest z tobą źle, że jednak tu-postukałam palcem w jego klatkę piersiową.-Jest serce. Ale myliłam się. I to bardziej niż mi się wydawało. Jesteś bez duszy, Hazz. I to się chyba nigdy nie zmieni. Żegnaj Harry-zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Do oczu napłynęły mi łzy. Dlaczego ja płaczę z powodu jakiegoś idioty, zbeształam się w myślach. Słona ciecz sączyła się z moich oczu małymi strużkami. Otworzyłam gwałtownie drzwi. Siedział na schodach werandy plecami do mnie. 
-Ale wiesz co mnie boli?-zapytałam łamiącym głosem.-Pocałowałeś mnie. Dałeś mi nadzieje, że może jednak jest inaczej. Że w moim życiu może zagościć uśmiech. Zaczęłam wierzyć, że istnieje coś takiego jak zauroczenie. Ale ty zgasiłeś ten maleńki płomyk wiary w moim sercu! Sprawiłeś, że szarość, złość, smutek i ból znów wróciły!-krzyczałam dławiąc się łzami.-Łzy znów zaczęły wypalać skórę tworząc trwałe blizny!-oparłam się o framugę drzwi i osunęłam się po niej na ziemię. Zakryłam usta dłonią głośno płacząc. Styles zerwał się ze schodka i stanął do mnie przodem. 
-Jestem kretynem, idiotą i dobrze o tym wiem. Ranie ludzi słowami i nie tylko. Sprawiam, że nie mogą spać w nocy-szeptał.-Ale ja wcale nie chcę taki być. Nie chcę ćpać, bić, wyzywać. Nie chcę żeby ktokolwiek się mnie bał. Tak na prawdę to ja boję się ich. Boję się, że znów będę przez nich cierpiał. Tak jak wtedy...gdy mój brat zabił mamę. Zranił nie tylko ją, ale i mnie. Nie mogłem spać po nocach gdy ja zabiłem jego. Miałem koszmary. Budziłem się z płaczem. To były jedyne momenty, w których płakałem. Gdy zacząłem sprowadzać dziewczyny do domu nie miałem już koszmarów, bo nie spałem-mówił patrząc na swoje buty.-Nie chcę żebyś przeze mnie płakała. Nie chcę twojego cierpienia. Nie chcę!-krzyknął i upadł koło mnie na kolana.-Nie chcę, słyszysz?!-spojrzałam na niego. Płakał. Duże łzy spływały po jego idealnej twarzy. 
-Powiedz teraz jedno słowo a odejdę i już nigdy mnie nie zobaczysz. Wystarczy jedno słowo-głos mu się łamał.
-Harry...-szepnęłam. "Powiedz mu żeby spadał. Tak będziesz bezpieczniejsza." Mówiła stanowczo podświadomość. Ale czy ja chcę być bezpieczna? Na moim sercu zaciskała się jakaś niewidzialna dłoń gdy patrzałam na jego łzy. Usiadłam do niego przodem krzyżując nogi. "Hope, on płacze. Powiedział ci, że płakał tylko gdy miał koszmary, a tymczasem teraz płacze! Tylko ty potrafisz wycisnąć z niego uczucia." Odezwało się serce-piękna blond dziewczyna, ubrana w zwiewną białą sukienkę i z wiankiem drobnych kwiatków we włosach. Ona ma racje. Sprawiłam, że płacze choć nie jest mi z tym dobrze.
-Hazz...-wyciągnęłam nieśmiało ręce w jego stronę. Oplotłam jego szyję ramionami i przyciągnęłam do siebie. Wtulił się w moją szyję przyciskając do siebie bliżej.
-Nie płacz, proszę-wplotłam palce w jego włosy.-Teraz już nie musisz bać się ludzi. Nic ci nie zrobią-szeptałam mu do ucha całując uspokajająco po szyi. Nagle chuligan z Manchesteru o skamieniałym sercu stał się bezbronnym małym chłopcem wypłakującym gorzkie łzy.
-Ćśśś..-głaskałam go po plecach.-Harry-odsunęłam go od siebie na długość ramion.-Spójrz na mnie. Chciałabym zobaczyć twoje oczy-złapałam jego policzki w dłonie i uniosłam głowę do góry. Patrzał na mnie zapłakanymi oczyma.
-Dziękuje ci-wyszeptał, ponownie spuścił wzrok, a broda zaczęła mu drżeć.-Nawet nie wiesz jak wiele to dla mnie znaczy-wpatrywał się w swoje splątane dłonie leżące na kolanach. Pochyliłam się delikatnie w jego stronę.
-Mam nadzieję, że to zatamuje twoje łzy.-Zbliżyłam twarz do jego i złożyłam na jego ustach pocałunek tak lekki jak skrzydełka motyla. Chłopak drgnął i znieruchomiał. Powtórzyłam czynność tylko trochę odważniej. Muskałam jego usta, a on wciąż siedział nieruchomo. Położył dłonie na moich ramionach i odsunął mnie od siebie.
-Nie zrozum mnie źle, ale nie powinnaś-mówił patrząc na mnie uważnie. Jakby wyczekując mojej reakcji.
-Och.-Spuściłam głowę.
-To nie tak, że mi się nie podoba, ale mam w krwi jeszcze trochę narkotyków i mogłoby się to źle skończyć, a nie chcę znów dostać w twarz-zaśmiał się cicho. Poczułam jak robię się czerwona i spuściłam głowę jeszcze niżej, tak by włosy spadły na twarz. Harry ujął moją twarz w swoje duże ciepłe dłonie i uniósł moją twarz do góry.
-Posłuchaj-spojrzenie miał łagodne.-Jesteś piękną dziewczyną...
-Dzięki-prychnęłam rozbawiona.
-Jesteś piękna dziewczyną-spojrzał na mnie z udawaną złością po czym uśmiechnął się uroczo.-Jesteś opiekuńcza i masz ciekawą osobowość. Bardzo chciałbym cię bliżej poznać. Może zaczniemy naszą znajomość od nowa?-potarł mój polik kciukiem. Pokiwałam nieśmiało głową onieśmielona jego urodą.
-Hope, miło mi-wyciągnęłam rękę w jego stronę. Chwycił ją i potrząsnął.
-Harry-pociągnął mnie za rękę i pocałował delikatnie w kącik ust. Zaśmiałam się głośno.
-Lubisz całować nieznajome?-uśmiechnęłam się szeroko. 
-Lubię. A zwłaszcza takie piękne jak ta tu-wskazał na mnie palcem. Pokręciłam głową z dezaprobatą. Złapał moją brodę w dwa palce i przyciągnął do siebie. 
-Jesteś najpiękniejszą dziewczynę jaką spotkałem-wyszeptał, a jego słodki oddech owiał moją twarz. Serce przyśpieszyło tępo bicia, a w uszach dudniła mi krew. Piękna blondynka kręciła się wokół własnej osi śmiejąc się wniebogłosy. "Ona się zakochała! Ona się zakochała!" Skandowała wesoło. Zgromiłam ją szybko wzrokiem. 
-Nie prawda-odszepnęłam uraczona zielenią jego tęczówek.-Nie jestem ani śliczna, ani piękna, ani nawet ładna-wzruszyłam ramionami. Pokręcił głową z szerokim uśmiechem.
-Możemy wejść do środka, bo wciąż siedzimy na werandzie i jest zimno, a ty jesteś w samej sukience-podniósł się z drewnianego podłoża i podał mi dłoń. Chwyciłam ją szybko. Harry pociągnął mnie do góry z taką siłą, że wylądowałam w jego ramionach. Gdy przytulił mnie do swojego ciała mruknęłam zadowolona z tego jak ciepły jest.
-Co jest?-zaśmiał się.
-Jesteś taki cieplutki-wtuliłam twarz w jego klatkę z uśmiechem. Roześmiał się głośno i zaczął iść do przodu wciąż trzymając mnie w ramionach. Zamknął drzwi nogą i kierował się do salonu.
-Poczekaj. Pójdę się przebrać-uśmiechnęłam się do niego i pobiegłam do pokoju.
Po przebraniu się.
Zrzuciłam z siebie sukienkę i ubrałam coś wygodniejszego. Weszłam ponownie do salonu, ale Stylesa tam nie było. 

-Jestem w kuchni!-usłyszałam i ruszyłam do owego pomieszczenia. 
-Co ty tu robisz?-oparłam się ramieniem o framugę i uniosłam jedną brew. Loczek odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął szeroko.
-Ze względu na to, że jest praktycznie piąta to pomyślałem, że może zjemy jakieś...em...śniadanie?-podrapał się po głowie.
-To jest na prawdę świetny pomysł-weszłam głębiej do kuchni i usiadłam na blacie.-A co jemy?-kopnęłam go lekko w pupę. Odwrócił się gwałtownie i posłał mi pytające spojrzenie.
-Yyy...jajecznica, bekon i omlet?-uśmiechnął się podchodząc do mnie.-Może być, Kitty?-rumieniec znów wkradł się na moje policzki. Niby dziecinne określenie, ale onieśmiela mnie prawie jak on sam. Pokiwałam lekko głową, a on stanął przede mną opierając przedramiona na moich udach. 
-Co panią tak zawstydziło, pani Well?-uśmiechnął się szarmancko. 
-Pan mnie onieśmiela, panie Styles-spuściłam głowę. Zaczęłam nerwowo głaskać włoski na jego rękach.
-Hope, spójrz na mnie-podniosłam nieśmiało głowę.-Czym cię onieśmielam?-na jego ustach wciąż błąkał się cień rozbawienia.
-O właśnie tym-dotknęłam jego ust.-Są ładne i miękkie-roześmiał się głośno. Moja podświadomość patrzała na mnie rozbawiona spod okularów. 
-Na prawdę?-próbował wstrzymać się od śmiechu i nawet mu się udało.-A moje usta lubią twoje-poruszył zabawnie brwiami. Wciąż głaskałam go po ręce. 
-Sądziłam, że zaczynamy naszą znajomość od początku-spojrzałam na niego z ukosa.
-Oczywiście, ale to jest zupełnie inna znajomość-zaśmiał się cicho.
-Czyli jaka?-zaciekawiło mnie to.
-Gdy na ciebie patrze to automatycznie uśmiech wchodzi mi na usta. Jesteś jedyną osobą, która potrafi mnie powstrzymać gdy nad sobą nie panuję. I tylko ty umiesz mnie uspokoić. Jesteś pierwszą osobą dotykającą mnie w tak delikatny sposób-spojrzał na moje dłonie błądzące po jego ręce.-Po prostu chcę w końcu coś poczuć. Jakieś zauroczenie.
-Ja jestem zauroczona-uśmiechnęłam się nieśmiało.-I jak już ci powiedział...a raczej wykrzyczałam. Dałeś mi nadzieję na lepsze jutro. Mimo tego co zrobiłeś. Mimo tego jak bardzo mnie wtedy skrzywdziłeś teraz, w twoich ramionach czuję się bezpieczna, bo uważam, że ty nie zrobisz mi krzywdy-potarłam nosem o jego nos. Styles westchnął ciężko i odwrócił wzrok od mojej twarzy. Odwrócił się do mnie tyłem. Po chwili gdy chciał odejść na swoje poprzednie miejsce oplotłam jego biodra nogami i  przyciągnęłam do siebie. 
-Co się stało?-owinęłam ręce wokół jego ramion i przytuliłam policzek do pleców Harrego.
-Nie...nie możesz być przy mnie bezpieczna-pokręcił głową na znak dezaprobaty.-Przy mnie nigdy nie jest bezpiecznie-odwrócił się w moją stronę.
-Dlaczego?-wciąż oplatałam go nogami.
-Wyścigi, narkotyki, wrogowie. To wszystko...jeżeli stałaby ci się krzywda...-jego głos stał się schrypnięty i chłodny.-Przeze mnie byłabyś na nią narażona. Przeze mnie może ci się coś stać-zieleń jego oczu robiła się coraz bardziej ciemna.
-Hazz-dotknęłam jego twarzy. Zaciskał szczęki.-Harry, spokojnie.-głaskałam go po policzku. Przyciągnęłam go do siebie i czule pocałowałam. Gdy odsunął się ode mnie jego tęczówki wracały do swojego pierwotnego koloru, mojego ulubionego odcienia zielonego.
-Nic się nie stanie-wsunęłam palce w jego włosy i lekko za nie pociągałam. Mruknął przeciągle. Położył dłonie na mojej talii i przysunął się ponownie. Potarł swoim nosem o mój i uśmiechnął się lekko. 
-Mój ulubiony sposób uspokajania-oblizał usta i pocałował mnie w nos potem w czoło, oba poliki i na końcu długo i namiętnie w usta. Gdy chciał się oderwać przycisnęłam go do blatu nogami. 
-Nigdzie. Nie. Idziesz. Mój. Drogi.-Mówiłam między pocałunkami. Jego ręce błądziły po moim ciele. Wsadził dłonie pod moje pośladki i podniósł do góry. Owinęłam się ciaśniej wokół niego gdy zaczął iść w kierunku salonu. Zwinnie omijał wszystkie niskie meble nie odrywając ode mnie ust. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne i dzikie. Oparł moje plecy o ściane obok drzwi do sypialni. 
-Mogę ci ściągnąć bluzkę?-dyszał ciężki. Złapałam za rąbki koszulki i przełożyłam przez głowę rzucając na ziemię. Kontynuował naszą drogę do mojego pokoju całując moją szyję, dekolt, a nawet twarz. 
-Ładna malinka-szepnął mi do ucha przygryzając płatek. 
  
                                                                                    **********

Jęknęła cicho gdy przygryzłem płatek jej ucha. Weszliśmy do pokoju, a ja położyłem Hope delikatnie na łóżku. Stanąłem przed łóżkiem i ściągnąłem koszulkę. Dziewczyna usiadła i wpatrywała się we mnie. Jej wzrok zatrzymywał się na bliznach. 
-Jesteś bardzo przystojny-zagryzła wargę wyrzucając piersi do przodu. Skanowała każdy kawałek mojego ciała swoimi czekoladowymi oczami. Usiadłem na niej okrakiem. Położyła się na łóżku wciąż mi się przypatrując. Nachyliłem się i złożyłem mokry pocałunek na jej ustach. Położyła dłonie na mojej szyi i przyciągnęła mnie do siebie bliżej oplatając nogi wokół mojej talii. Gdy powoli nasz pocałunek stał się zachłanny zjechałem ustami na jej szyję. Chciałam scałować ją całą. Każdy milimetr. Od stóp do głów. Zjeżdżałem coraz niżej aż dotarłem pomiędzy jej piersi. Ucałowałem najpierw jedną potem drugą i położyłem na nich dłonie. Zacisnąłem palce na brodawkach, a ona jęknęła cicho wyginając plecy. Odsunąłem materiał stanika i ujrzałem białe blizny. W moim gardle zaczęła tworzyć się gula.
-Tutaj też?-wyszeptałem patrząc na nią z troską. Przełknęła ślinę i odwróciła wzrok.
-Spójrz na mnie i odpowiedz na moje pytanie-poprawiła stanik i zrzuciła mnie z siebie. Stanęła przy łóżkiem i ściągnęła spodnie.
-I tu-pokazała na swoje biodra.-Tutaj też-dotknęła brzucha. Zgięła się i złapała się na górną część ud. Stanęła do mnie bokiem i odsunęła kawałem majtek z bioder. Na jej ciele jest około pięćdziesięciu blizn. Poczułem jak łzy zbierają się pod powiekami. Schowałem twarz w dłonie i oparłem łokcie na kolanach. 
-Dlaczego?-wyszeptałem czując jak słone łzy spływają po mojej twarzy.-Dlaczego tak cierpisz? Nie zasługujesz na to!-poderwałem się do góry i wziąłem ją w ramiona. Nie mogłem pojąć co się ze mną dzieje. Przecież ja nigdy nie płakałem. Płakałem cicho w jej włosy, a ona wsadziła dłonie w tylne kieszenie moich jeansów. 
-Nie płacz, Hazz-podniosła głowę i oparła brodę na mojej klatce.-Nie przejmuj się nimi. To tylko blizny-zacisnęła dłonie na moich pośladkach. Westchnąłem ciężko i odsunąłem ją od siebie.
-Połóż się. Muszę je wszystkie zobaczyć z bliska-spojrzała na mnie pytająco, ale posłusznie położyła się na łóżku. Usiadłem obok niej i przypatrywałem się jej twarzy. Patrzała na mnie, uważnie przyglądając się każdej wykonywanej przeze mnie czynności. Najpierw ucałowałem białe kreski na jej brzuchu. Wokół pępka i tuż nad linią majtek. Zjeżdżałem w dół przez biodra, aż do ud. Rozchyliłem delikatnie jej nogi i łapiąc za łydki zgiąłem jej kolana. Całowałem wewnętrzną stronę prawej łydki, potem kolano. Moje usta wędrowały wciąż do góry przez udo. Przesunąłem nosem po wzgórku łonowym i kontynuowałem swoją drogę ku górze. 
-Harry-westchnęła wplątując palce w moje włosy i pociągając głowę do góry.-Zrób tak jak wcześniej t-tam n-na dole-na jej buzie wpełzł uroczy rumieniec. Wstałem z łóżka i pociągnąłem ją do przodu. Klęknąłem przed nią i łapiąc rękoma oba jej uda od spodu uniosłem je do góry. Spojrzałem na nią jeszcze raz i zapytałem:
-Na pewno?-uśmiechnąłem się lekko. Pokiwała nieśmiało głową.
-Mogę ci obiecać, że dojdziesz szybciej niż możesz to sobie wyobrazić-puściłem jej oczko i pocałowałem czułe miejsce jej dolnych partii. Jej majteczki robiły się powoli mokre. Przejechałem językiem po materiale, a brunetka jęknęła przeciągle. Powtórzyłem czynność. Dziewczyna zaczęła głośno sapać.
-Podoba ci się?-zapytałem nie odrywając ust od jej ciała. Odsunąłem jedyną barierę dzielącą mnie od sprawienia, że nie będzie mogła złapać oddechu. Przyłożyłem usta to jej kobiecości i wysunąłem język pieszcząc ją delikatnie. Hope wiła się, zaciskała dłonie na pościeli. Co jakiś czas z jej ust wydobywało się moje imię. Włożyłem w nią palec i zacząłem lekko nim poruszać. Pisnęła łapiąc za moje włosy. Ruchy mojej ręki stały się szybsze. 
-H-Harry-sapnęła wyginając plecy w delikatny łuk. Jedno słowo, a ja wiedziałem o co chodzi. Momentalnie zaprzestałem wszelkich czynności.

                                                                         ***********

Zawisł nade mną. Patrzał na mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Zmieniłem zdanie-wyszeptał zbliżając się do moich ust.-Chcę żebyś doszła pode mną-bezwstydny jak zwykle. Cały Styles.
-Wiem w co grasz, Harold-szepnęłam próbując uspokoić oddech.-I niezmiernie mi się to podoba, panie Styles-przygryzłam wargę. 
-Jeżeli chce pani jutro normalnie chodzić to proszę nie zagryzać wargi, panno Well-złapał za moją brodę i pociągnął w dół uwalniając wargę po czym czule mnie pocałował. Usłyszałam dźwięk rozpinanego rozporka, a potem stukot mocnego paska o podłogę. Jego usta wciąż spoczywały na moich. Potem odgłos rozrywania foli.  Po chwili poczułam jak delikatnie wsuwa się we mnie wciąż całując. To co wtedy poczułam nie było przyjemne. Ostatni raz gdy to czułam byłam gwałcona. Łza wspomnienia spłynęła po moim policzku, a ja odwróciłam głowę. Harry zastygł w bezruchu wiedząc o co chodzi.
-Mam przestać?-wychrypiał. Spojrzałam na jego twarz. Oczy miał duże jak spodki, a szczękę zaciśniętą. Uniosłam dłonie ku jego twarzy. Położyłam je po obu stronach twarzy chłopaka. 
-Nie-szepnęłam patrząc w jego oczy.-Nie przestawaj. Nie jest to jak na razie komfortowe, ale nie mogę wiecznie się tego bać-przyciągnęłam go do siebie i przywarłam ustami do jego.-Kontynuuj, proszę-poprosiłam czując jak mięśnie jego szczęki rozluźniają się. Harry odsunął się i wycofał biodra by za moment znów wejść we mnie; powoli i dziwnie delikatnie. To nie pasuje do tego chłopaka. Spojrzałam na niego starając się przyzwyczaić do delikatnych ruchów Stylesa. Położył oba przedramiona po dwóch stronach mojej głowy. 
-Pozwól mi kochać się z tobą jak jeszcze nigdy tego nie robiłaś. Pozwól mi cię mieć-szeptał mi do ucha przy każdym pchnięciu.-Chcę się z tobą kochać tak delikatnie jakbyś była z drogiej porcelany. Pozwól mi-z jego oczu zaczęły płynąć łzy. Nie mogę pojąć co się z nim dzieje. Najpierw zadziorny i pewny siebie, a teraz delikatny ze łzami spływającymi po jego zaczerwienionych policzkach. Który to już raz płakał od kiedy pojawił w moim domu? 
-Pozwalam ci-wyszeptałam ocierając łzy z jego twarzy.-Kochaj się mną cały ranek,dzień tydzień, ale proszę...nie zniosę więcej twoich łez-oplotłam go nogami w biodrach.-Nie płacz, piękny-złapałam go za ramiona.-Możesz mnie mieć, Harreh-pocałowałam go mocno. Lokers ponownie cofnął biodra i pchnął nieco mocniej. Westchnęłam czując nie znane mi dotąd uczucie przyjemności. Poruszał biodrami powoli, lecz z większą siłą. Powoli zaczynałam lubić to doznanie.
-Możesz robić to tak jak na początku?-wysapałam. Skinął tylko głową i wsunął się we mnie całą długością. Z jego oczu wciąż płynęły łzy skapując na moją twarz. 
-Dlaczego płaczesz?-znieruchomiał. W tej chwili wyglądał jak posąg greckiego boga seksu.
-Czego się boisz, draniu?-wplotłam palce w jego włosy i lekko za nie pociągałam. 
-Boję się, że zrobię ci krzywdę-a więc to siedzi w jego łzach.-Boję się, że stracę kontrolę i coś ci się stanie-patrzał na mnie załzawionymi oczyma.
-Nie myśl o tym co może się stać. Nic mi nie jest, Hazz-pocałowałam go w oba policzki scałowując słone łzy.-Proszę, kochaj się ze mną-głaskałam go po głowie. Patrzał na mnie nieufnie. Jakby obawiał się, że zmienię zdanie. I wtedy zapłakany chłopak otarłszy łzy z policzków ponownie zaczął się poruszać. Powoli, delikatne lecz z większą stanowczością. Całował moją szyję, piersi przygryzając brodawki, które stwardniały pod dotykiem jego ust. Pozwoliłam mu kochać się ze mną choć nie jesteśmy w sobie zakochani. Pozwoliłam mu mieć mnie choć na prawdę nie wiem dlaczego to zrobiłam. Pozwoliłam mu tylko dlatego, że płakał. "To było bardzo głupie, Hope. Dobrze o tym wiesz." Podświadomość kipiała ze złości, a blondynka leżała na trawie z zamglonymi oczami wpatrując się w niebo co jakiś czas pojękując. 
-Hope-poczułam jego dłoń na swoim policzku. Spojrzałam na niego zdezorientowana. Patrzał na mnie wnikliwie.
-Co się stało?-dopiero teraz dostrzegłam, że wisi nade mną w bezruchu. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Że wcale nie chcę tego robić? Że zrobiłam to tylko z litości. Pokręciłam jedynie głową. 
-Powiedz mi-wyszeptał. Poczułam jak znów się ze mnie wysuwa i wbija z większą siłą uderzając w najczulszy punkt wywołując u mnie głośny krzyk rozkoszy.
-Chyba, że nie chcesz jutro usiąść-uniósł jedną brew i ponowił swój ruch. Było mi dobrze. Jeszcze nigdy nie czułam takiego podniecenia. 
-Nie chcę jutro usiąść-powiedziałam bezmyślnie. A może umyślnie? Nie wiem, ale chciałam wiedzieć jak wygląda ten piękny chłopak szczytując. 
-Czy właśnie zgodziłaś się żebym pieprzył cię ostrzej niż dotychczas?-w jego oczach błyszczały iskierki. 
-Chcę po prostu żeby to nie wyglądało jak kochanie się, bo my wcale się nie kochamy. Ale żeby nie przypominało mi mojego brata-patrzałam mu w oczy. 
-Czyli mogę przyspieszyć?-zapytał cofając biodra. Skinęłam głową, a Harry przyspieszył. Wbijał się mocno, a jego uda odbijały się od mojej pupy z głośnym plaskiem. Przywarł ustami do mojej szyi pojękując cicho wprost do mojego ucha. Wiłam się pod nim, drapałam jego plecy praktycznie do krwi. Poczułam jego zęby na moim uchu gdy pociągnął za płatek. Krzyknęłam głośno. 
-Możesz zwolnić?-wysapałam ledwo łapiąc oddech. Styles przywarł do mnie każdym milimetrem swojego ciała i zataczał koła biodrami prowadząc mnie coraz wyżej. Zaczął cicho warczeć, lecz nie ze wściekłości. Wbijał się we mnie coraz mocniej i mocniej. Jego poczynania w żadnym stopniu nie przypominały tego co robił Michael. Było mi przyjemnie. Czułam jak po moim ciele rozchodzi się fala tego doznania. Gdy byłam już na skraju Loczek wycofał się całkowicie. Poczułam dziwną pustkę. Po sekundzie znów znalazł się na swoim miejscu powtarzając czynność. Mięśnie podbrzusza zaciskały się przyjemnie za każdym razem gdy uderzał w punkt G. Gdy byłam bliska orgazmu on wychodził ze mnie jak gdyby nigdy nic.
-Harry-jęknęłam gdy pocierał czubkiem swojej męskości o moje wejście.-Proszę...-wygięłam się w łuk gdy wsadził tam dwa palce.
-Uwielbiam już wymawiasz moje imię-pocałował mnie mocno i długo nie wyciągając palców.-Powiedz to jeszcze raz, Kitty-zgiął w mnie palce pocierając o ściankę pochwy.
-Harry!-krzyknęłam wbijając paznokcie w jego ramiona. 
-Dobra dziewczynka-uśmiechnął się jak mały chłopiec. Tego uśmiechu jeszcze nie miałam okazji poznać. Wyciągnął palce i przystawił je sobie do ust. Oblizawszy je wszedł we mnie powoli, delikatnie. 
-Pocałuj mnie żebym nie krzyczała-szepnęłam ledwo łapiąc powietrze. 
-Chcę żebyś krzyczała. Chcę żeby ludzie wiedzieli, że tu jestem-pocałował mnie krótko i wbił się we mnie mocno, na całą długość. Zostając w tym samym miejscu zaczął kręcić biodrami kółka. Sapał coraz głośniej, a ja widząc, że jemu również jest przyjemnie poddałam się temu czekającemu od wielu minut orgazmowi krzycząc, niemal wrzeszcząc jego imię. Wygięłam się w łuk drżąc z rozkoszy. Harry podparł się przedramionami po obu stronach mojej głowy i przywarł do mnie ustami. Po kilku pchnięciach znieruchomiał i nie odrywając ode mnie ust wykrzyczał moje imię przez przypadek przygryzając moją wargę zbyt mocno. Poczułam smak krwi,ale byłam z siebie zadowolona. Chłopak opadł na mnie ciężko dysząc. Oplotłam go nogami i uniosłam biodra do góry. Usłyszałam jego melodyjny śmiech i opuściłam nogi na łóżko. 
-Na dziś koniec atrakcji, mała-złożył pocałunek na mojej szyi pozostawiając kolejną malinkę pod szczęką.-To było...niesamowite-wyszeptał wycofując się. Ściągnął prezerwatywę i rzucił ją gdzieś na podłogę ponownie się na mnie kładąc.
-Tak, to prawda-wplotłam palce w jego włosy patrząc w sufit.-Widzisz, jednak umiesz się kontrolować-ucałowałam go w głowę. Zaśmiał się cicho. Poczułam nagłe zmęczenie. Zrzuciłam chłopaka z siebie i wstałam z łóżka. 
-Idę się wykąpać-uśmiechnęłam się do niego. Leżał na plecach podpierając się na łokciach. 
-A ja też mogę?-usiadł po turecku uśmiechając się słodko. Wyciągnęłam w jego stronę rękę, a on poderwał się szybko z miejsca i podszedł do mnie, wziął na ręce i zaniósł do łazienki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz