środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 3 "Kiss me"

And your heart's against my chest, your lips
Pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet 



Otworzyłam oczy lecz po chwili je zamknęłam. Promienie jesiennego słońca przedostawały się przez zasłony. Rozejrzałam się wokoło. Pomieszczenie było mi kompletnie nieznane, a osoba leżąca obok wywołała lekki uśmiech na mojej twarzy. Samo wspomnienie jego wczorajszych słów sprawiało, że w moim żołądku szalało stado motyli. Dotknęłam delikatnie jego policzka. Po chwili moje palce powędrowały na niewielkie rozcięcie nad brwią. Musnęłam ją opuszkami. 
-To boli-usłyszałam zaspany szept. Poczułam jak moja twarz oblewa się rumieńcem. Chwyciłam za brzeg kołdry i przykryłam się nią po czubek głowy. Harry podniósł się do pozycji siedzącej.
-Ślicznie się rumienisz-wyszarpnął powłokę z moich dłoni i odkrył mnie do pasa.
-Nie prawda-zasłoniłam rękoma twarz. Złapał za moje nadgarstki i przełożył je po obu stronach mojej głowy. Usiadł na mnie okrakiem. Nie zbyt komfortowa sytuacja.
-Cała jesteś śliczna-wyszeptał zbliżając się do mnie. Roześmiałam się.
-Co ty kombinujesz Harry?-nie chciałam żeby mój głos zabrzmiał tak chłodno.-Myślisz, że ja jestem jedną z tych, które wskoczą ci do łóżka jak tylko na nie spojrzysz? O nie, nie ze mną te numery, Styles-wywrałam ręce z jego uścisków, zrzuciłam go z siebie i zerwałam się z łóżka. Założyłam spodnie, buty i wybiegłam. Przy drzwiach frontowych stała kobieta o długich blond lokach i dużych brązowych oczach. Ominęłam ją i wszyłam przed dom. Gdzie ja do cholery jestem, pomyślałam rozglądając się. 
-Hope,zaczekaj!-stał przed drzwiami zakładając bluzę. Ruszyłam przed siebie.
-Hope! Stój!-poczułam szarpnięcie w tył.
-Zostaw mnie w spokoju. Nie chcę cię więcej widzieć-mówiłam ze spuszczoną głową.-Nie powinnam była z tobą jechać. Powinnam była wywalić cię z mojego mieszkania zaraz po tym jak cię zobaczyłam. Nie rozumiesz, że zniszczyłeś mi życie już wystarczająco bardzo?! Po co w ogóle przyjechałeś?! Dobić mnie?! Co?! No pochwal się swoimi zamiarami,Styles!-oczy zaczęły mnie piec, ale nie chciałam żeby poleciały. To oznaczałoby, że wygrał. Ale to jeszcze nie koniec.
-Hope...-wziął mnie za rękę, ale zaraz ją wyrwałam.-Hope,proszę...nie mów tak. Nie chcę cię przelecieć i zostawić. Chcę cię poznać. Chcę być twoim przyjacielem. Kitty, pozwól się poznać-mówił łagodnie.
-Zabiłeś go... Zabiłeś ostatnią osobę, która ze mną była. Miałam tylko jego. On był dla mnie wszystkim, a wtedy zjawiłeś się ty. Wielki obrońca kobiet... Harry, jak mogę pozwolić ci poznać siebie kiedy ty wyrządziłeś mi wielką krzywdę?-jego oczy momentalnie pociemniały. Mięśnie jego szczęki zaczęły się spinać, a pięści zacisnęły się. 
-Zaczynasz działać mi na nerwach, Hope-warknął srogim głosem. 
-Taki był mój cel. Poznać prawdziwego ciebie. Stanąć z prawdziwym Harrym oko w oko. Bardzo mnie cieszy, że się udało-uśmiechnęłam się triumfalnie. Styles złapał mnie za przedramię i przysunął do siebie bliżej.
-Jeżeli myślisz, że masz prawo tak mówić, to grubo się mylisz,skarbie-przeszywał mnie wzrokiem na wskroś. Zacisnął dłoń na moim przedramieniu. Siła była tak duża, że łzy same zaczęły spływać po moich policzkach.
-Idź do Emily. Ona chętnie się z tobą pozna-ciągnęłam dalej.-Już na pewno na ciebie czeka-jego oddech zaczął przyspieszać, a dłoń na ramieniu zacisnęła się jeszcze mocniej pod wpływem czego upadałam na kolana. Puścił moje przedramię i stał patrząc na mnie z góry. Oczy miał w kolorze bardzo ciemnej zieleni, a kostki bielały pod wpływem ścisku. To prawda trochę przegięłam, ale inaczej nie pokazałby swojego czarnego cienia.
-Idziemy dziś na imprezę do mojego przyjaciela. Ubierz się jakoś-powiedział półgłosem i odwrócił się tyłem.
-Nigdzie z tobą nie idę-podniosłam się rozmasowując bolące miejsce.
-Nie pytałem cię o zdanie-zaśmiałam się ironicznie.
-Zmusisz mnie?-podeszłam do niego. Gwałtownie zwrócił się w moją stronę. Stał niebezpiecznie blisko.
-Nie, ale oboje wiemy, że się mnie boisz i pójdziesz-na jego twarz wkradł się wredny uśmieszek. Wzruszyłam ramionami.
-Oj Hazz. Ty mnie chyba jeszcze nie znasz-poklepałam go po policzku, odwróciłam się na pięcie i szłam przed siebie. Złapał moją dłoń. Wiedziałam, że nie odpuści. 
-Nie pozwoliłem ci odejść-wycedził prze zęby.
-A co ty? Mama jesteś żeby mówić mi co mam robić. Odpuść sobie Harry. Trafiłeś na złą osobę-wyrwała dłoń i ruszyłam dalej.
-Przyjadę o 18. Masz być gotowa-powiedział, a ja szłam dalej. Wystawiłam w powietrzu środkowego palca nie odwracając nawet w jego stronę głowy. Usłyszałam kroki za sobą. Złapał mnie w tali i przerzucił przez ramię.
-Puść mnie!-waliłam pięściami w jego plecy.-Pojebało cię?! Puść mnie do cholery!-stanął przed drzwiami swojego domu i postawił mnie na ziemi.
-Co to miało być co?!-zaśmiał się. Cofnęłam się krok w tył gdy chciał złapać mnie za rękę. 
-Nie podoba mi się to w jaki sposób się do mnie odzywasz, kochanie-zrobił krok w przód.-Nie wolno podnosić głosu na mężczyznę-wyszeptał do mojego ucha, a jego słodki oddech owiał moją szyję.
-Ty nie jesteś mężczyzną. Jesteś małym chłopcem, który nie potrafi przyjąć do wiadomości,że nie może mieć wszystkiego-odszepnęłam prowokująco całując go w szyję. Dlaczego to zrobiłam? Sama nie wiem. Chciałam pokazać, że się go nie boję. Ale to nie zmienia faktu, że jest cholernie przystojny. Chłopak położył dłonie na moich biodrach i zaczął całować linie mojej szczęki. W miejscu gdzie delikatnie łączyła się z szyją zatrzymał się na dłużej. Całował owe miejsce przez dłuższy czas po czym zaczął wsysać się w delikatną skórę. Odepchnęłam go od siebie wiedząc czym to grozi.
-Już mówiłam. Nie ze mną te numery-szepnęłam mu do ucha i zaczęłam iść w poprzednim kierunku.


                                                       ********


Gdy odeszła zastanawiałem się co to mogło znaczyć. Byłem skołowany. Postanowiłem nie nalegać już więcej. Wiedziałem, że to tylko pogorszy sytuację. Wróciłem do domu i usiadłem na kanapie w salonie. Po chwili telefon leżący na stoliku do kawy zawibrował. Podniosłem go i odczytałem wiadomość.
Zaśmiałem się pod nosem. Skąd miała mój numer? Zachodziłem w głowę gdy do pokoju weszła Megan. Jej oczy świeciły ciekawością.
-Nawet nie próbuj pytać, bo cię zwolnię-warknąłem. Wiem, nie powinienem jej tak traktować, ale jej zachowanie zaczyna mnie irytować. Za każdym razem gdy zobaczy jak jakaś dziewczyna wychodzi z mojego pokoju zadaje masę pytań. Megan westchnęła ciężko. 
-Możesz iść do domu. Masz dziś wolne-mówiłem patrząc przed siebie.
-Do widzenia, panie Styles!-krzyknęła drzwi i zamknęła je z hukiem. Zamknąłem oczy starając się do końca opanować nerwy. Wziąłem telefon do ręki chcąc odpisać na wiadomość chwilę temu otrzymaną, ale usłyszałem pukanie do drzwi. Podniosłem się niechętnie z wygodnej kanapy. Otworzyłem drzwi i ujrzałem rozdygotaną Hope. Na jej policzkach widniały ciemne smugi. Patrzała na mnie oczyma pełnymi strachu i bólu. Trzymała się za brzuch zgięta w pół. 
-Co się stało?-zapytałem kładąc rękę na jej ramieniu. 
-Nie dotykaj mnie-szepnęła odsuwając się w tył.
-Co się stało?-powtórzyłem pytanie. Hope z trudem wyprostowała się. Widziałem na jej wardze zaschniętą krew. 
-Podziękuj swoim kolegą. Miło było ich poznać-zacisnąłem szczęki mocniej. 
-Co ci zrobili?-wysyczałem przez zęby próbując opanować gniew.
-Nie widać?!-krzyknęła wskazując na swoją wargę. Nie wiedziałem co mam zrobić. Zabrać ją do środka, czy zostawić na zewnątrz? 
-Chodź-złapałem ją za dłoń i wciągnąłem do środka. Nie protestowała. Zaprowadziłem ją do salonu. Gdy usiadła na jej twarzy pojawił się grymas pełen bólu. 
-Nie rób gwałtownych ruchów-spojrzała na mnie z irytacją.
-Nie udawaj że się tym przejmujesz-wywróciła oczami i przesiadła się na drugi koniec kanapy gdy się dosiadłem.
-Teraz możesz mi powiedzieć kto ci to zrobił?-zacisnąłem dłoń w pięść.
-Skąd mam to wiedzieć?-wzruszyła ramionami.-Nie raczyli się przedstawić.
-To powiedz mi chociaż jak wyglądali-westchnęła głośno.
-Jeden miał na imię Brandon-wyszeptała. Na samą myśl o tym skurwielu robi mi się nie dobrze. Spojrzałem na nią. Bawiła się nerwowo palcami.
-Ej, mała-złapałem jej podbródek w dwa palce i uniosłem do góry.-Nie płacz. Proszę-przytuliłem ją do swojej klatki.
-Co oni chcieli?-załkała.-Dlaczego zaatakowali mnie skoro szukają ciebie?-zacisnąłem palce na jej koszuli.
-Bo wiedzą coś o czy nie wie nikt-wyszeptałem jej we włosy.-Wiedzą co zrobić żeby mnie sprowokować-dziewczyna podniosła głowę, a w oczach błysnęła ciekawość. Ta pieprzona ciekawość, której chciałem uniknąć.
-A mnie powiesz?-uśmiechnęła leciutko. Ścisnąłem bardziej materiał pod moimi palcami.-Harry-mruknęła dotykając delikatnie mojego policzka opuszkami swoich palców. Złapałem lekko jej nadgarstek i zacząłem przyglądać się zeschniętej krwi w rance. Podniosłem go do ust i ucałowałem skaleczone miejsce. 
-Gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić-zaśmiała się cicho i podniosła się do góry. Zbliżyła się, a ja poczułem ciepły oddech na skórze szyi. Hope musnęła lekko miejsce, w którym szyja łączy się z ramieniem. 
-Już mnie zabiłeś-wyszeptała mi do ucha. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Przymknąłem oczy gdy jej usta znów dotknęły mojej skóry. 
-Nie wiem jak to robisz, ale mam ochotę trwać tak wiecznie-powiedziałem półgłosem.-H-hope-jęknąłem gdy odnalazła te wrażliwe miejsce. Wessała się mocno w skórę po czym złagodziła ból zimnym dmuchnięciem.
-Nie mam pojęcia dlaczego to robię, ale twoja skóra jest taka miękka-zachichotała. Mój wzrok powędrował za nią. Słońce chyliło się ku zachodowi, niebo stawało się coraz ciemniejsze. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem głęboko w oczy.
-Czy ty mnie właśnie oznaczyłaś?-zapytałem zbliżając twarz.-Jestem twój?-zamruczałem łapiąc ją za kark. Hope zagryzła wargę i potarła nosem o mój. Pokiwała nieśmiało głową. Chciałem poczuć smak tym pięknych ust, ale w ostatniej chwili odwróciła głowę. Nakręcałem na palec kosmyk jej włosów gdy znów odwróciła do mnie wzrok. Zarzuciła ręce na moją szyje i wplotła palce w gęste loki. Zaczęła lekko je pociągać. 
-Nie chcę żebyś był mój. Chcę żebyś był obok gdy będzie na prawdę źle. Chcę żebyś mnie przytulał gdy znów nie będę wiedziała co mam ze sobą zrobić. Chcę po prostu żebyś...b-był-w jej oczach pojawiły się łzy, ale usta uśmiechały się. Położyłem dłonie na jej tali i delikatnie do siebie przyciągnąłem.
-Mogę?-wyszeptałem chcąc upewnić się, że nie ucieknie. Skinęła głową i ponownie zagryzła wargę. Zbliżyła twarz. Nasze usta dzieliły już tylko milimetry. 
-Hazz-zamruczała patrząc na moje usta.-Możesz-uśmiechnęła się nieśmiało. Musnąłem lekko jej wargi, a brunetka przybliżyła się jeszcze bardziej. Pogłębiłem pocałunek gdy pociągnęła mnie za włosy. Nigdy w życiu nie całowałem dziewczyny tak spokojnie. Cicho jęknęła w moje usta gdy ścisnąłem jej brodo. 
-Przepraszam-powiedziałem między pocałunkami i rozluźniłem dłoń. Zjechałem ustami wzdłuż szczęki aż na szyję. Ściągnąłem lekko koszulę z jej lewego ramienia i oderwałem wargi od jej skóry. Spojrzałem na siniejące miejsce, w które wcisnąłem kciuk, pod wpływem nerwów, jeszcze nie tak dawno.
-Przepraszam-ucałowałem owe miejsce i znów na nią spojrzałem.-Przepraszam-zajrzałem jej głęboko w oczy. Przyciągnęła mnie do siebie i muskała swoimi wargami moje. 
-Jesteś pierwszą osobą, która przeprosiła mnie trzy razy w przeciągu dwóch minut-zaśmiała się. Wtuliła się w zagłębienie miedzy szyją a ramieniem i coś szeptała. 
-Zaśpiewaj mi coś-wyszeptałem kładąc nas na kanapie. Leżałem na poduszce, a Hope starała się znaleźć wygodną pozycje między oparciem, a moim ciałem. 
-Zaśpiewaj-przytuliłem ją do siebie. Ułożyła głowę na mojej piersi i wzięła głębszy oddech.
-Settl down with me. Cover me up. Cuddle me in. Lie down with me and hold me in your arms-słowa wypływały z jej ust miękko i czysto w akompaniamencie mojego oddechu. 
-And your heart's against my chest, your lips pressed to my neck. I'm falling for your eyes, but they don't know me yet. And with a feeling I'll forget, I'm in love now-wymruczałem cicho na co Hope zarumieniła się gdy na nią spojrzałem.
-Ślicznie się rumienisz,wiesz?-ucałowałem ją w czoło.
-Kiss me like you wanna be loved-uśmiechnąłem się do niej i czule pocałowałem w usta.
-Twoje usta smakują tak słodko jak mi się wydawało-zaśmiała się zagryzając wargę.
-Hazz, ile jeszcze komplementów od ciebie usłyszę?-zaczęła kreślić rozmaite wzory na mojej klatce piersiowej. 
-Tyle ile będzie trzeba-zaśmiałem się gdy wsadziła swoją zimną łapkę pod moją bluzkę. Jeździła dłonią po moim brzuchu przypatrując się ruchom swojej ręki. Po chwili podniosła koszulkę do góry i zaczęła czegoś wyszukiwać. Przejechała palcami po moim biodrze.

                                        **********

Na jego opalonym ciele widziałam znajome kreski. Blizny, które widnieją na moim przedramieniu. Dotknęłam miejsca gdzie było ich najwięcej i przyłożyłam tam dłoń. Chciałam coś powiedzieć, ale gdy zobaczyłam wyraz jego oczu od razu opuściłam t-shirt chłopaka na dół.
-Przepraszam-wyszeptałam chowając głowę w jego klatkę.-Harry-szepnęłam i spojrzałam na niego. Jego oczy były smutne. Te zielone jak łąka oczęta chciały powiedzieć prawdę, ale usta nie miały odwagi. 
-Druga gimnazjum. Śmierć mamy-wychrypiał. Momentalnie przed oczami stanął mi obraz młodszego Loczka sięgającego po żyletkę. Łzy zaczęły się zbierać pod powiekami, a broda niebezpiecznie zadrżała.
-Mama-wyszeptałam pociągając nosem.-Jak zginęła?-zapytałam niepewnie pozwalając by słone kropli skapnęły na jego biały podkoszulek.
-Zabił ją-powiedział patrząc przed siebie. Położyłam się na nim zasłaniając mu poprzedni widok.
-Jest mi tak strasznie przykro-złapałam go za policzki. Zauważyłam w jego oczach łzy. Hazz pociągnął nosem i odwrócił głowę.
-Staram się być silny. Chcę żeby ludzie postrzegali mnie jako silnego, wrednego i oschłego typa,ale...-jedna łezka spłynęła w dół.
-Ale gdy je widzisz wszystko wraca. A jeżeli wspomnienia wracając to czujesz się bezradny-dokończyłam za niego.
-On ją zabił! Zabił moją mamę-wycedził przez zęby.
-Kto zabił twoją mamę, Harry?
-Ten, którego ja dwa lata temu zabiłem-patrzał na mnie z bólem wymalowanym na twarzy. Widok Styles w takim stanie był szokujący, ale też wywoływał ból pod sercem. Dotychczas chłopak, który wydawał ci się zły, bezlitosny i okrutny teraz był bezradny i niewinny.
-Sukinsyn uciekł zostawiając ją by się wykrwawiła-wciąż patrzał mi w oczy. Ucałowałam jego policzek chcąc upewnić go, że może mówić dalej.
-Była wtedy na zakupach w centrum. Zrobili napad na sklep z drogimi ubraniami, w którym akurat była. Nie mogę pojąć dlaczego ją postrzelił-słuchałam go dokładnie. Każde jego słowo wywoływało taki sam ból. 
-Kim był ten sukinsyn?-kobieca ciekawość kiedyś mnie zgubi.
-Moim bratem-wyszeptał chowając twarz w dłonie. Wstałam z niego i stanęłam koło kanapy. Wyciągnęłam rękę, którą szybko złapał i podniósł się.
-Chodź-szepnęłam ciągnąć go na górę. Weszliśmy do jego sypialni. Zamknęłam drzwi i stanęłam naprzeciw chłopaka. Złapałam za rąbki jego koszuli i pociągnęłam w górę. Ściągnął ją do końca przekładając przed głowę. Sama rozpięłam koszulę i zsunęłam ją z ramion. Stałam przed nim w czarnym staniku. Błądził wzrokiem po moim ciele. 
-Ściągnij spodnie-wyszeptałam sama dostosowując się do polecenia. Rozpiął powolnie pasek, guzik i rozporek. Beżowe jeansy opadły na kostki, a chłopak wygramolił się z nich. Ponownie złapałam go za rękę prowadząc do łazienki. Wepchnęłam Harrego pod prysznic i sama do niego weszłam. Włączyłam wodę, która już po chwili spływała po nas. Bujne loki mojego towarzysza oklapły gdy stanął pod strumieniem. Odetchnął głęboko i spojrzał na mnie. 

-Tylko ty wiesz jak mnie uspokoić-objął mnie w talii i pocałował w nos. Położyłam dłonie na jego torsie. Hazz złapał moje dłonie w splótł nasze palce razem. Przeprał mnie do ściany kabiny i uniósł nasze dłonie do góry, po dwóch stronach mojej głowy. 
-Jesteś piękna-wyszeptał mi do ucha przygryzając płatek. Przyległ do mnie każdym centymetrem swojego ciała napierając na nie bym oparła się plecami o zimną taflę szkła. Woda wciąż leciała mocząc plecy Loczka. Spojrzał mi głęboko w oczy. Ich zieleń była zadziwiająca. Najpiękniejsze oczy jakie widziałam w swoich dotychczasowym życiu.
-Masz piękne oczy-zaśmiał się, a ja zauważyłam, że dołeczki w jego polikach są aż tak głębokie. Musnął mój policzek po czym zaczął składać pocałunki wzdłuż linii szczęki. 

                                                 ********* 

Ucałowałem miejsce tuż za jej uchem, a z jej rozchylonych warg wydobyło się przyjemne jęknięcie. Chwilę później w mojej głowie głowie pojawiła się wizja nagiej Hope. Leżąca pode mną i jęcząca z przyjemności brunetka oddaje mi się całkowicie. Wygina się, drapie moje plecy pozostawiając na nich ślady swojej obecności. Jej słodki oddech owiewa moją spoconą skórę. Poczułem, że mój członek zaczyna powiększać swoje rozmiary pod mokrym materiałem bokserek. Dziewczyna zaśmiała się melodyjnie co oznaczało, że zdążyła zauważyć. 
-Dobrze, że nie wiesz co siedzi teraz w mojej głowie-wymruczałem jej do ucha. Zacząłem całować jej szyję. Jej oddech przyspieszył gdy składałem mokre pocałunki na obojczyku, ramieniu i szyi dziewczyny. 
-Chciałabym się dowiedzieć-wyszeptała wtulając twarz w moje ramię.-Powiedz mi-oplotła moją łydkę swoją nogą.
-Leżysz naga na łóżku. Ja nad tobą, a ty jęczysz mi do ucha. Wyginasz się z każdym kolejnym ruchem, a twoje paznokcie pozostawiają ślady na moich plecach. Oddajesz mi się. Jesteś moja. Ja jestem twój. Tworzymy jedność-szeptałem jej do ucha.-A potem dochodzisz wyginając się w łuk i krzyczysz moje imię-jej noga przesunęła się na moje biodro. Wyplotłem palce z jej mocnego uścisku i złapałem za uda. Wtedy ona podskoczyła oplatając moje biodra obiema nogami. Przyparłem ją jeszcze mocniej do ściany kabiny. Wpiłem się w jej usta z dziką zachłannością. Przygryzła moją wargę z uśmiechem na ustach. 
-Twój...wbija mi się w pupę-zarumieniła się. Wiedziałem, że czuła się niekomfortowo, ale co mogłem na to poradzić?
-Tak na mnie zadziałaś, Kitty-wpiłem się w jej szyję zostawiając na niej dużą malinkę.-Teraz jesteś tylko moja-dmuchnąłem na zaczerwienione miejsce. Zarzuciła ręce na mój kark i wplotła palce we włosy. Błądziłem dłoniom po jej ciele. Było takie gładkie, delikatne.
-Mogę ci zadać nieprzyzwoite pytanie?-spojrzałem na nią z zadziornym uśmieszkiem. Kiwnęła lekko głową.
-Mógłbym zabrać cię do łóżka i zrobić ci dobrze?-rumieniec wpełzł na jej twarz. Zachichotała chowając twarz w zagłębienie mojej szyi. Uznałem to za pozwolenie i oderwałem ją od ścianki. Wyłączyłem wodę i ruszyłem do sypialni. Woda ociekała z nas tworząc plamy na ciemnych panelach. Położyłem ją na łóżku nie zważając na to, że kołdra przesiąknie wodą. Zawisłem nad nią, a moich włosów kapała woda. Pocałowałem ją namiętnie. Uniosła się do góry gdy chciałam się odsunąć.
-Pozwolisz mi cię rozebrać?-pokręciła głową. Potarłem nosem o jej by pokazać jej, że nie musi się wstydzić. Podparła się na łokciach.
-Hazz-szepnęła.-To za wcześnie-zrobiła smutną minę i usiadła. Ja usiadłem obok niej. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Wyszła z dwoma ręcznikami. Rzuciła mi jeden i zaczęła wycierać mokre włosy. 
-No rusz się. Przecież mamy iść na imprezę-uśmiechnęła się idąc w moją stronę.
-Przecież mówiłaś, że nigdzie ze mną nie idziesz-ucałowałem jej policzek gdy usiadła mi na kolanach.
-Wiem, ale teraz mam ochotę się napić. Chcę się upić i nic nie pamiętać-wyszeptała do mojego ucha i ucałowała jeszcze obolałą malinkę. Syknąłem cicho, a z ust Hope wydobył się dźwięczny śmiech.
-Musisz mnie zawieźć do domu. Muszę się przebrać i przygotować- zakręciła na palec kosmyk swoich włosów. Kiwnąłem głową. Spojrzałem jej w oczy. Mignęła w nich niewielka iskierka. Wstała i podniosła swoje ubrania.
-Czekaj, czekaj-złapałem ją za nadgarstek. Zacisnęła powieki, a ja skarciłem się w myśli. Złożyłem delikatny pocałunek na rance i podniosłem się.
-Twoja bielizna jest morka. Nie wyjdziesz w niej na zewnątrz. Jest wrzesień-mówiłem stanowczo. Uniosła jedną brew patrzą na mnie z zaciekawieniem.
-Musisz wyschnąć do końca albo mogę ci dać swoją-roześmiała się głośno.
-Nie wiedziałam, że nosisz staniki-prychnąłem pod nosem i wyszedłem z pokoju. Udałem się do gościnnego. Zajrzałem do szafy pełnej damskich ubrań. Każda dziewczyna, która przebywała w tym domu musiała zostawić jakąś część swojej garderoby, zaczynając od  bluzek i swetrów, a kończąc na bieliźnie i biżuterii. Sięgnąłem po jeden ze sportowych topów oraz dolną część bielizny i wróciłem z powrotem do sypialni. Hope siedziała na łóżku patrząc przed siebie.
-Ej, mała-usiadłem koło niej i położyłem top na jej kolanach. 
-Och, dziękuję-potrząsnęła głową jakby chciała odtrącić jakieś myśli. Objąłem ją ramieniem.
-Co jest?-pocałowałem ją w skroń.
-Nic-mruknęła smutno.-Wszystko w porządku-na jej usta wpełzł dziwny grymas.
-Przecież widzę-odwróciłem się w jej stronę i usiadłem po turecku. Hope zrobiła to samo. Patrzała w moje oczy.
-Powiedz mi-szepnąłem.-Proszę-spuściła wzrok i zaczęła nerwowo bawić się palcami.
-Po prostu zamyśliłam się-wzruszyła ramionami.
-O czym myślałaś, Kitty?-przypatrywałem się każdemu jej ruchu. Westchnęła się kładąc dłoń na mojej łydce.
-Proszę, powiedz mi-złapałem ją za policzki i podniosłem głowę do góry.-Pomogę ci. Obiecuję-gładziłem jej policzek kciukiem. Otworzyła usta by coś powiedzieć, ale nagle do pokoju weszła Megan.
-Panie Styles...-szepnęła. Westchnąłem zdenerwowany.
-Słucham cię Megan-nie odwróciłem się. Hope wzięła swoje ubrania i pobiegła do łazienki.
-Nie nauczyli cię pukać?-warknąłem podnosząc się szybko. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem suche bokserki.
-J-ja prze-przepraszam. Nie sądziłam, że ma pan gościa-spuściła głowę. Odwróciłem się w jej stronę. 
-Mówiłem przecież, że masz wolne-zacisnąłem dłoń na materiale, który aktualnie trzymałem w ręce.
-J-ja wiem, ale...-jąkała się.-Ja przyszłam powiedzieć panu, że już nie mogę u pana pracować-roześmiałem się głośno.
-A jest jakiś konkretny powód?-uniosłem jedną brew.
-Pana przyjaciel ciągle mnie nachodzi. Wprasza się. Zachowuje się bezczelnie wobec mnie. Nie mam już siły się z nim użerać. Dlatego odchodzę-wyrecytowała wszystko z powagą w głosie. Zaśmiałem się ironicznie. 
-Oj Megan, Megan-podszedłem do niej bliżej.-Nie licz na to, że się odczepi, słońce-wypchnąłem ją na zewnątrz.-Ale zgoda. Jeżeli chcesz odejść, to idź. Przyślę ci jutro ostatnią wypłatę-zamknąłem drzwi i oparłem się o nie plecami. Wziąłem głęboki oddech. Przebrałem bokserki, nasunąłem na biodra dresy i zapukałem delikatnie w drzwi.
-Proszę-usłyszałem cichy głos Hope. Wszedłem powoli. Siedziała na wannie. Miała już na sobie ubrania. 
-To powiesz mi co się stało?-kucnąłem przed nią opierając przedramienia na jej udach. 
-Rocznica...-wyszeptała.
-Jaka rocznica?-pogłaskałem ją po policzku.
-Rok temu...m-moi rodzice zginęli w wypadku-w jej oczach stanęły łzy.-Samolot rozbił się gdy wracali z wakacji. Czekałam na nich. Przez tydzień nie dawali znaku życia. Gdy policjanci powiedzieli, że oni również znajdowali się na pokładzie...-słone kropelki skapnęły na moje ręce.
-I wtedy to się zaczęło? Wtedy zrobiłaś pierwszą kreskę?-podniosłem jej rękę i podwinąłem rękawek. Pokiwała nieśmiało głową. Przycisnąłem usta do jej nadgarstka i jechałem wyżej. Całowałem jej rękę tak delikatnie jakbym myślał, że sprawi jej to ból. Chciałem scałować każdą bliznę, cały ból jaki wtedy czuła. Wszystko to co sprawiało, że płakała. Chciałem żeby już nigdy więcej nie płakała. Żeby śmiała się i uśmiechała. Tak bardzo uwielbiam gdy się uśmiecha. Brunetka zaczęła głaskać moje głosy po czym wplotła w nie palce i lekko za nie pociągała. Podniosłem głowę i spojrzałem na nią. Lekki uśmiech widniał na jej twarzy. Wstałem i podałem jej rękę.
-Chodź-oplotłem ją ramieniem gdy stanęła obok mnie.-Musisz się przygotować na imprezę-uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w skroń.
-Zajedziemy po drodze do Starbucksa?-spojrzałem na nią z góry. Kiwnąłem głową i wyszliśmy przed dom. Dziewczyna zaczęła kierować się w stronę motoru.
-Hej! Mała!-otworzyłem drzwi auta. Zawróciła, a jej policzki poczerwieniały. Wdrapała się na siedzenie pasażera i zapięła pas. Obszedłem pojazd i zająłem swoje miejsce. Odpaliłem silnik i wyjechałem na ulicę. Ciemny odcień niebieskiego oblał wieczorne niebo. Światła uliczne oświetlały ulice. Po chodnikach chodzili ludzie. Niektórzy trzymali się za ręce, inni śmiali się wniebogłosy. Położyłem dłoń na udzie Hope, a ona podskoczyła pod moim dotykiem i zagryzła wargę.
-Masz zimne dłonie-strzepnęła ją i założyła nogę na nogę. Zaśmiałem się głośno. Spojrzała na mnie kątem oka. Robiła to przez całą drogę.

                                                          ******


Spoglądałam na niego. Nie mogłam oderwać oczu od jego twarzy. Piękne zielone oczęta uważnie wpatrzone w drogę. Lekko zaróżowione policzki. Słodkie malinowe usta. Najpiękniejszy chłopak jakiego kiedykolwiek spotkałam. Odwrócił głowę w moją stronę, a ja od razu przeniosłam swój wzrok na swoje buty. Pozwoliłam moim włosom opaść na twarz by zakryć ogromny, mocno czerwony rumieniec.
-Mówiłem ci już, że bardzo lubię ten odcień czerwonego na twojej buzi?-zaśmiał się gładząc mój policzek.
-Przestań mnie zawstydzać-wyszeptałam z nieśmiałym uśmiechem. Jego dźwięczny śmiech odbił się od szyb auta. Lekko uderzyłam go w ramię na co roześmiał się jeszcze głośniej. Wywróciłam oczami i spojrzałam przez szybę. Deszcz stukał w taflę szkła.
-Zostaniesz tu czy wejdziesz do środka?-powiedziałam widząc znajomy budynek. Chłopak spojrzał na mnie i wzruszył ramionami.
-Jeżeli pozwolisz mi wejść to chętnie pójdę z tobą, skarbie-uśmiechnął słodko ukazując dwa dołeczki i rząd śnieżno białych zębów. Wysiadłam z samochodu i wbiegłam szybko na ganek uciekając przed deszczem. Chwilę potem ujrzałam Harrego. Szedł spokojnym krokiem, a strużki deszczu moczyły jego ubrania i artystyczny nieład na głowie. Loczki powoli opadały na jego czoło. Szara bluza z Adidasa ciemniała. Dopiero teraz spostrzegłam się, że nie jest ubrany w odpowiedni strój na imprezę.
-Harry!-pisnęłam gdy potrząsnął głową sprawiając, że woda z jego włosów ochlapała moją twarz. Zaśmiał się cicho i położył dłonie na moich biodrach przyciągając do siebie bliżej.
-Jesteś cały mokry, głupku!-odskoczyłam czując jak woda z jego bluzy przesiąka przez moją koszulę. Otworzyłam drzwi i wpuściłam chłopaka do środka. Wszedł grzecznie do środka i zaczął rozglądać się wokoło.
-Ładnie tu masz-uśmiechnął się lekko w moją stronę puszczając oczko.-Wcześniej się nie przyjrzałem-szedł dalej oglądając mieszkanie.
-Harry-podeszłam do niego i położyłam dłonie na jego łopatkach.-Idziemy na imprezę, a nie na jogging-zaśmiałam się pukając palcem w jego plecy. Chłopak spojrzał po sobie i roześmiał się głośno.
-Z tego wszystkiego zapomniałem się przebrać-złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
-Zaraz coś skombinujemy-uśmiechnęłam się lekko i wprowadziłam go do sypialni. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam wielkie pudło. Styles patrzał na mnie z ciekawością. Przekręcił głowę w prawo gdy wreczyłam mu pudło. Otworzyłam je i zaczęłam przerzucać ubrania znajdujące się w nim. Wyciągnęłam jakąś koszulkę i zarzuciłam ją na ramię Harrego. Podeszłam ponownie do szafy wyciągając z niej kolejne pudło, ale nieco mniejsze od poprzedniego. Położyłam je na podłodze i klęknęłam obok. Chwyciłam czarne jeansy z dziurami na kolanach i rzuciłam w stronę chłopaka.
-Idź się przebierz do łazienki, a ja wybiorę jakieś ubrania dla siebie-cmoknęłam go w policzek i ruszyłam w stronę walizki. Zaczęłam przykładać po kolei sukienki.
-Dlaczego trzymasz sukienki w walizce?-usłyszałam głos dochodzący z progu pokoju.
-Bo nie mam miejsca w szafie-odparłam nie odwracając się.-Ta będzie dobra?-odwróciłam się w jego stronę. Zmierzył mnie wzrokiem i powoli oblizał usta.
-Piękna-zagryzł wargę i zamknął się w łazience. Wiedziałam co siedzi mu w głowie. Zaśmiałam się pod nosem i odłożyłam sukienkę na łóżko. Podeszłam do szafki nocnej i wyciągnęłam kosmetyki. 
-Harry,pośpiesz się, bo ja nie zdążę się przygotować-zastukałam w drzwi. Po chwili drzwi otworzyły się, a na przeciw mnie stanął wysoki chłopak. Czarny T-shirt opinał jego umięśnione ciało, a obcisłe jeansy zatrzymały się nisko na biodrach. Loki miał potargane. Przeczesał dłonią grzywkę opadając na czoło i usunął się na bok.
-No, no-uśmiechnął gdy pokiwałam głową.-Teraz to dopiero wyglądasz jak zły chłopczyk-zachichotałam. Harry stał wpatrując się we mnie. Jego zielone tęczówki pociemniały. Zagryzł wargę i zmierzył mnie wzorkiem od góry do dołu. Gdy zatrzymał się na mojej szyi przypomniałam sobie, że stoję przed nim bez górnej części garderoby. Pokręciłam głową i cofnęłam się w tył gdy podszedł bliżej.
-No chodź-wyciągnął do mnie rękę.-Nic ci nie zrobię-uśmiechnął się. 
-O czym teraz myślisz?-zapytałam gdy przymknął oczy.
-O tobie-położyłam dłonie na jego klatce. Drgnął lekko pod moim dotykiem. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie bliżej. Próbowałam zdjąć jego dłonie z mojego ciała, ale zacisnął dłonie na moich biodrach sprawiając ból. Moje usta wygięły się w grymas pod wpływem nacisku dłoni chłopaka.
-Puść mnie,proszę-do oczu zaczęły napływać mi łzy. Ten ból sprawił, że wspomnienia wróciły. Małe kropelki spłynęły po moim policzku. Styles spojrzał na mnie. Rozluźnił uścisk, a ja skorzystałam z okazji i wybiegłam z łazienki. Wbiegłam do salonu i usiadłam na kanapę. Podwinęłam nogi pod brodę i cicho płakałam. Po dziesięciu minutach usłyszałam tupot trampków na drewnianej podłodze korytarza. Kucnął przede mną i złapał za dłonie.
-Przepraszam-szepnął całując zewnętrzną stronę mojej dłoni.-Nie chciałem sprawić ci bólu. 
-Jesteś pieprzonym egoistą! Zawsze dostajesz to co chcesz, prawda? Zdanie innych się nie liczy! Myślisz tylko o sobie-krzyczałam dławiąc się własnymi łzami.-Chrzanić siniaki. Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy jak trudno jest mi się zbliżyć do jakiegokolwiek chłopaka. Po tym jaką krzywdę wyrządził mi brat męska część społeczeństwa była dla mnie niczym. Brzydziłam się wami! Wasza natura nie pozwala myśleć o potrzebach innych. Dla was najważniejsze jest to żebyście to wy byli spełnieni. Żeby zaspokoić swoje pragnienie. A wyobraź sobie, że kobiety mają uczucia i nie są tylko zabawkami do bzykania. Chyba ze niektóre chcą być tak traktowane-gniew ogarnął mój umysł. Czułam jak czerwienieje ze złości. Hazz patrzył na mnie zdziwiony.
-Co zrobił ci brat?-westchnęłam ciężko.
-Gwałcił i bił-wyszeptałam ledwie słyszalnie. Spojrzałam mu w oczy. Przykryła je kurtyna złości. 
-Zadowolony? Dowiedziałeś się. A teraz wyjdź. Nie mam ochoty na ciebie patrzeć-obdarowałam go wściekłym spojrzeniem. Chłopak podniósł się i usiadł obok mnie. Wpatrywał się we mnie przez dłuższy czas. Odwróciłam głowę w jego stronę. Uśmiechał się wrednie. 
-Co się szczerzysz jak głupi do sera?-zaśmiał się, a dołeczki wstąpiły na jego twarz dodając mu uroku.
-Uśmiechnij się-podniósł telefon do góry. Oślepił mnie blask flesza. Zarechotał głośno pokazując mi zdjęcie. Skrzywiłam się i wyciągnęłam rękę by wyrwać mu telefon z ręki. Niestety ubiegł mnie przekładając telefon do drugiej ręki. 
-Usuń to-jęknęłam błagalnie.-Proszę cię-rzuciłam się w stronę telefonu, ale Loczek położył się oddalając obiekt mojego zainteresowania. Śmiał się w najlepsze, a ja ciągnęłam go za ramię by sięgnąć jego dłoni.
-Przepraszam, ale jestem pieprzonym egoistą i myślę tylko o sobie-potargał mi włosy. Wbiłam dość długie paznokcie w jego skórę. Sykną opuszczają rękę. Skorzystałam z okazji i wyrwałam telefon z jego dłoni.
-O ty wredna małpo-pomachał na mnie palcem z lekkim uśmiechem.
-Jeżeli nie chcesz być podrapany to lepiej się zamknij-mówiłam rozszyfrowując kod.-Cholera-rzuciłam w niego telefonem i wstałam.-Nie przychodź. Idę się szykować-rzuciłam stojąc w progu pokoju Gdy weszłam do pokoju kopnęłam w drzwi, a te zamknęły się z hukiem. Wzięłam ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy i powędrowałam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic. Umalowałam się i wyszłam gotowa do wyjścia. Stanęłam za kanapą i chrząknęłam. Harry odwrócił się w moją stronę.
-O cholera-zaklną pod nosem lustrując mnie od góry w dół.
-Dobrze?-opuściłam sukienkę trochę niżej. Przeczesał nerwowo włosy.
-Chodźmy już-ruszył do wyjścia patrząc w podłogę. Pokręciłam głową i podążyłam za chłopakiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz